piątek, 26 grudnia 2008

kot już spakowany

kot już spakowany. a raczej sam się spakował, jak zawsze wtedy gdy widzi jakąś podróżną torbę czy większy plecak. zahamował proces mojego pakowania (trwający już ze 30 godzin) na pół dnia, śpiąc błogo i zostawiając tony sierści na ciemnym materiale. mam nadzieję, ze nie zakudlił mojej sukni balowej, wielkiej na trzech kołach, z gorsetem, falbanami i tiarą, bo w czym pójdę na bal Sylwestrowy;)?
jutro wyjeżdżamy z Brzydalem w Tatry. wracamy za ponad tydzień.
oczywiście nie mam sukni balowej. w Sylwestra wystąpię w spodniach snowboardowych we wściekłą kratę, goglach, błękitnym błyszczącym kasku i ciepłej kurtce eskimosa :).
życzę Wam w imieniu swoim złośniczym i brzydalowym wspaniałego sylwestra. postanowiłam jednak nie robić zadnego podsumowania roku, ani tu, ani nawet w myślach. po prostu było fantastycznie, po co rozkrawywać taki piękny tort na kawałki? 2008 był przepyszny, z wieloma wisienkami i z warstwami w wielu smakach. zresztą sami wiecie, bloga prowadzimy chyba od marca, a to prawie jak początek roku.
dziękuję że byliście z nami przez ten rok. i Wam, i nam, życzę żeby 2009 przegonił 2008 na kazdej płaszczyźnie :*
do zobaczenia w styczniu, na blogu i na zywo.
Złośnica
ps. a pakowanie się jest k o s z m a r e m ;) torba oczywiscie jest za mała na taką ilosc zimowych rzeczy, wiec mam jeszcze wypchany pokrowiec na snowboard, wielką torebkę i plecak, z ktorym chodze na stok ;) no i jakies dodatkowe buty, łyzwy, torbe z kaskiem ktory nie zmiescil sie nigdzie ;) Brzydalu, moze jak zrobie prawko to kupimy razem jakis wiekszy samochod, co;)?

czwartek, 25 grudnia 2008

pierwszy dzień Świąt

Wigilia była fantastyczna. bardzo wesoła, rodzinna, bez spięć, urocza! stała ekipa, w sumie 10 osób. mnóstwo prezentów. pierogi. sama lepiłam. 100 sztuk! 220 uszek! cudnie :). w nocy byłam z Brzydalem i Belzebubem w pubie i tez było super :) nakręciłam 45 min. dokument o Wigilii u nas. od razu obejrzeliśmy, pokładając się ze śmiechu. odkryłam w sobie talent do improwizacji przed kamerą, mogą mnie wziąć do tvn24 ;). ale starałam się, naprawdę. wzrusza mnie Wigilia, ale w charakterze rodzinnym, a nie religijnym.

a dziś od rana błogo padał śniezek, powoli i leniwie. popołudniu wyrwałam moich rodziców w miejsce dla nas wazne.

na początek... szopka afrykańska, drewniana, śliczna! jedna z wielu wystawionych w pewnej sali...
a to największa szopka w Europie, w Panewnikach :) rodzice zabierali mnie na nią od kiedy się urodziłam. rok bez szopki jest rokiem straconym. jest przeogromna, dopracowana, niesamowita! jeśli ktoś mieszka na Śląsku i nigdy jej nie widział... niech się ani nie przyznaje, tylko zmyka obejrzeć to cudo!!!! nad wszystkim króluje układ gwiazd zgody z aktualnym niebem nad katowicami. ge-nial-ne. jak co roku, kilka nowych elementów. wodospad, grzyby ;), zresztą sami zobaczcie... chociaz hasło "otoczcie troską zycie" uwazam za zbędne i nieco psujące efekt. ale to w koncu kościół, choć często o tym zapominam.
to tu, u franciszkanów, odbywały się najwazniejsze uroczystosci mojej rodziny, sluby, chrzty, pogrzeby... gdybym sie kiedys nawrocila i chciala wziac koscielny slub, to tylko i wylacznie tam. (ale nie sądzę żeby mi się odmieniło;)). obiekty nalezące do franciszkanów są fantastyczne. osobiście bardzo lubię braciszków, nie mają wiele wspólnego z klechami z ambon, którzy trują o rzeczach o ktorych nie mają pojęcia.
razem mają tam 3 szopki, tę wielką którą widać u góry, mniejszą z ruchomymi postaciami świętych, pretendujących do świętych, ze zwierzakami i całą resztą. mają też trzecią szopkę, ponoć największą żywą w regionie. jak wiadomo franciszkanie zawsze dbali o zwierzęta, nazywając je mniejszymi braćmi. są owieczki, kózki, osioł, pełno ptactwa, konik... :)

a pozniej jeszcze wizyta u dziadka. zmarł zanim się urodziłam. cmentarz panewnicki ma niepowtarzalny klimat, ale nie spotkałam na nim nikogo.


i to tyle. jutrzejszy drugi dzień Świąt (co za dziwactwo, nie? na jaką pamiątkę świętujemy w drugi dzień świąt?) upłynie mi pewnie pod znakiem prób spakowania ogromnej ilosci cieplych rzeczy do torby wyjazdowej. dopiero zaczęłam zrzucać ciuchy na stos, a juz jestem przerazona ;).
drżę na myśl o próbach podsumowania kończącego się roku. moze jutro uda mi się cokolwiek wydukać na ten temat. zresztą, czy coś by się stało gdybym dla odmiany nie podsumowała roku? nie chcę niczego za sobą zamykać, nie chcę otwierac nowego rozdziału!
mam nadzieje, że u Was spokój, zasłuzone lenistwo, dobre humorki i wizja jeszcze kilku wolnych dni. pozdrawiam Was gorąco (uwazając, zeby nie stopić śniegu:) ).
Złośnica (bez Brzydala, bo on u siebie składa... lego technik ;)))))))) )


Poczułem się wywołany do tablicy :-). Zaiste wzięła mnie nieodparta chęć stworzenia czegoś, co działa, pracuje, porusza się. Jako, że jestem trochę zwichrowany na punkcie samochodów i techniki to postanowiłem sobie ułożyć zestaw Lego, który dostałem właśnie pod choinkę, X albo Y lat temu. Dzień dzisiaj bardzo leniwy, szczególnie po wczorajszym nocnym spacerze pasterkowym. Jakoś się wybudzić i ogarnąć nie mogę. Ogólnie rzecz biorąc, trochę kimnąłem, trochę pojadłem i zabrałem się za robotę. Składałem to wszystko kilka godzin, po czym podkradłem baterie ze wszystkich pilotów w domu i uruchomiłem układ powietrzny (bo to taki zaawansowana układanka, ruchoma, jeżdżąca i w ogóle ;-) ). O dziwo, po tylu latach leżakowania w pudle wszystko odpaliło, dźwig się poruszał na boki, ramię podnosiło i opuszczało.

A ja w poczuciu dobrze wykonanej roboty idę pstryknąć kilka fotek moich Lego'wych skarbów ;-), które zaraz tutaj zapodam :-).


Oto prawie cały mój Lego-garaż :-)


A ten pojazd tworzyłem dziś właśnie :-).



Ze świątecznym pozdrowieniem

Brzydal i Złośnica :-)

wtorek, 23 grudnia 2008

życzenia świąteczne

Kochani czytelnicy (oraz tajniacy i ekshibicjoniści-dżunglarze - za Januszem Głowackim), my, czyli Brzydal i Złośnica, składamy Wam serdeczne zyczenia świąteczne, aby najblizsze dni byly radosne, pełne uśmiechów i świętego spokoju. do tego mnóstwa smakołykow, prezentów, kolęd, zimowych spacerów i świetnego towarzystwa. spędźcie te dni tak, jak najbardziej lubicie!

ponizej blogowa wersja naszego świątecznego kolażu. do części z Was mamy adresy e-mail i tam właśnie poszedł nieco inny obrazek, bo z naszymi pyszczkami. a tutaj tradycyjnie, nas nie ma, ale nasze dobre zyczenia są z Wami :)


odezwiemy się pewnie niebawem :) jutro Wigilia, pamiętajcie ze jaka Wigilia, taki cały kolejny rok.

Pozdrawiamy.

sobota, 20 grudnia 2008

piernikowo

fotorelacja z pierwszych w zyciu złośnicowych pierniczków :) proces wyrabiania ciasta pomijam, bo 1. tak oparzyłam sobie palec wrzącym karmelem, ze nie w głowie miałam aparat 2. później miałam całe ręce w cieście, więc gdybym dotknęła wtedy aparatu, musiałabym go chyba tez upiec ;) tak więc tu już wycinam... :)
a tu pierniczki juz siedzą w piecu i się wygrzewają i pachną :)
a tu juz efekt finalny :D poza tym oprzeniem, obyło się bez ofiar b. dumna, choc torunskie pierniki z ulicy Zeglarskiej to na pewno nie są...
a tu dla Brzydala :) jakoś wczesnym latem wydumałam dla niego serduszko z truskawek, pamiętacie? no to dzisiaj takie, skoro święta są az tak kiczowate i przesłodzone, ja tu ukochanemu wstawiam piernikowe seduszko :)
poza tym 1. planuję naszą własną świąteczną pocztówkę dla znajomych, szykujcie się psychicznie :) 2. w Wigilię będę kręcić film z moją rodziną w roli głównej. a, rodzice przywieźli dziś choinkę :). święta? na pewno? już tak szybko? aaa... za tydzień jedziemy w góry. niech się stanie wreszcie ta śnieżność...
pozdrawiam
Złośnica

czwartek, 18 grudnia 2008

karuzela

urocza karuzela na katowickim jarmarku świątecznym. z dala...
z bliska...
konik z bardzo bliska :)

Złośnica

środa, 17 grudnia 2008

od rodziców

dwie fotki z urlopu rodziców


i to tyle, bo ostatnio za duzo tu pisałam.
tylko dodam, ze wczorajsza konferencja prasowa mnie rozwaliła zupełnie. było genialnie.
polecam II Katowicki Karnawał Komedii. będzie się działo!
pozdrawiam
Złośnica

niedziela, 14 grudnia 2008

śmieciowe potwory w teatrze?

oto pierwszy w historii bloga print screen :) szukaliśmy z Brzydalem informacji na temat... spalania śmieci na terenie miasta, oczywiście na googlach. wyskoczyło trochę informacji, ale druga z nich mnie rozwaliła...


oto druga informacja :)




Niezwykle szkodliwe substancje, powstające podczas spalania śmieci, wyjechały do Teatru Zagłębia w Sosnowcu na musical pt....


uwielbiam takie słowne przypadki :) Uśmiałam się, a tematy teatralne chodzą za mną ostatnio jeszcze częściej, tupią nogami, szurają i trzaskają drzwiami gdzieś w zakątkach mojej głowy. ale żeby nawet szkodliwe substancje chodziły do teatru... hmm... :)


a po co nam te śmieci? kręciliśmy film na jeden z mądrych przedmiotów Brzydala, na zaliczenie. powstał wspaniały film o drodze, jaką przebywają nasze śmieci od wrzucenia do kosza w domu az do zatracenia się w śmieciowym niebycie ;) słowem, film drogi i moralnego niepokoju. ogólnie mieliśmy przy tym full zabawy, byliśmy na wysypisku na końcu świata (uwaga, nie śmierdziało!), dwa dni montazu i kilka minut filmu - zrobione.
na koniec kawka, mrrr :) przydałaby mi się taka, od rana walczę z zaległościami z włoskiego, ale nie ma nikogo kto by mi taką kawkę zaserwował. Brzydalu! gdzie jesteś!


wracam do nauki. wciąz jestem pod wrazeniem, ze szkodliwe substansje pojechały na musical :)
Złośnica

sobota, 13 grudnia 2008

mam cię na końcu języka

dziś obudziła mnie pewna piosenka, od razu wpadła mi w ucho. obok łózka zawsze mam jakieś papiery i coś do pisania. gdy leci w radiu coś, czego nie znam, zapisuje na szybko tekst fragmentami, a później google są niezastąpione. stawiam na muzyczny rozwój ;) i cieszę się jak dziecko, gdy wpadnę na trop fajnej piosenki.


dzisiejszą piosenką okazał się utwór "Długa droga w dół" Happysad. Zostawiam Wam kawałek świetnego tekstu:


tak często cię widzię choć tak rzadko spotykam
smaku twego nie znam
choć tak często cię mam na końcu języka


a kiedy juz cię prawie znam
i łapię cię za rękę by imię twoje zgadnąć
potykam się na sznurowadle
bo ty tak pięknie pachniesz
kiedy orzechodzisz pod oknem
śmiejesz się w głos
nie obchodzi cię to
czy ustoję czy upadnę

rozbraja mnie to, ze ktoś potrafi w ten sposób łączyć słowa, jak puzzle, ze wszystko pasuje do siebie. uwielbiam wpadać przypadkiem, przez sen, na takie właśnie piosenki. Happysadu nigdy bym o taką piosenkę nie podejrzewała. chętnie poznam całą płytę, poszukam innych perełek.

a zdjęcie? scena, trybuny... tematycznie.


Złośnica

ps. opublikowali mi ostatnio relację z maratonu Najgorszych Filmów Świata. jeśli ktoś chciałby przejrzeć i się przekonać, dajcie znać, podeślę linka. pzdr.

środa, 10 grudnia 2008

podobieństwo

dacie wiarę, ze uderzające podobieństwo tej dwójki od pierwszego Off Festivalu nie daje mi spokoju? ;) dopiero teraz wrzucam coś w temacie na bloga, jestem ciekawa co o tym myślicie ;)

to oczywiście Muniek Staszczyk

a to Maria Peszek.

a moze odwrotnie ;)
pozdrawiam
Złośnica

poniedziałek, 8 grudnia 2008

w łóżku

Jako Złośliwa Złośnica obiecywała, zarzucam fotką, a na niej skład łóżkowo-nocny z soboty na niedzielę :-).

W kolejności od lewej (kołdra w kropki i pod nią nogi Złośnicy, następnie Dolar, potem moja lewa noga, następnie kocur, moja prawa noga i wRubel. Kot z miną seryjnego mordercy wybudzonego ze smacznego snu, coś jakby chciał powiedzieć w stylu: aparatem, po oczach, o tej porze, przecież dopiero 9, daj żyć :-))).



Pozdro, Brz.

po weekendzie

jak juz pisałam, moi rodzice są na urlopie, a u nas w domu wolna amerykanka. ci co mnie znają, to wiedzą, ze ze mnie jest dusza spokojna, choć rogata ;). w ciągu ostatnich 3 dni działo się tyle, ze nie umiem poukładać sobie w głowie pewnych wydarzeń. o piątku juz chyba pisałam, ze byłam na Utarczkach i robilam sto innych rzeczy. w sobotę od rana w Ligocie na urodzinach babci, bardzo wesoło, mikołajowo, głośno. rodzinnie, fajnie. później gorączkowe przygotowanie do kolejnego wyjścia do katowic, szybkie prezentowe zakupy, odbiór przyjaciółki z dworca, szybko obiad w Złotym Ośle, a później ze 40 minut odpoczywania w Korezie na nowiutkiej czerwonej kanapie ;). odsapnęłam, opowiedziałam mojej towarzyszce skróconą historię kilku śląskich teatrów, wprowadziłam ją w klimat korezu. Kometa była urocza, jak zawsze :) a później szybkie zakupy i filmowo-grzańcowe posiedzenie do późnej nocy. Ostatni król Szkocji, Jak we śnie, Rok diabła, 3 pizze, 2 różne grzańce, mnóstwo herbaty, czekoladowe mikołaje, ogień w kominku i fajne rozmowy. zasnęłam jakoś koło 5 rano.. a o 9 już spacer z psami. niedziela podobnie, filmy, kawki, śniadanko, wspaniały czas... złoty osioł, dworzec, weekend zatoczył koło ;) a ja zatoczyłam się do domu i zmęczona do granic możliwości - padłam. dziś odespałam co nieco i od południa walczę z jednym tekstem, ale chyba go odłożę i zajmę się drugim, bo obiecałam sobie dziś machnąć dwa.

a to przez te gady nie mogę spać po nocach. wiercą się, rzucają, moszczą i budują gniazda (??), chrapią, zabierają poduszkę i włazą ze swoimi mokrymi nochalami pod kołdrę. nie dziwię się w sumie Brzydalowi, ze nie bardzo widzi dla siebie miejsce w moim łózku ;)... jak widać, wieczorami słuchamy muzyki.

Brzydal ma jedno foto, na którym widać mniej więcej skład w łózku. jak znajdzie chwilę to pewnie wstawi. poproszę go.
trzymajcie się kochani, zacznijcie ten tydzień z klasą i w technikolorze.
Złośnica

piątek, 5 grudnia 2008

POST NUMER 100

aaa! nawet nie zauwazyłam, kiedy minął ten czas, kiedy zdązyliśmy wstawić az... 100 postów? naprawdę? i to takiego dnia... jest przed 23, a my właśnie z Brzydalem zjedliśmy obiadek, choć w moim przypadku chyba było to śniadanie ;). miałam dziś od rana tyle na głowie, ze teraz ledwo zyję, ale jestem z siebie zadowolona. zakupy, zajęcia, biblioteka, załatwianie wejściówki, wielkie zakupy dla babci, pieczenie ciasta dla babci, sprzątanie po pieczeniu ciasta dla babci ;) wieczorem teatr, więc praca ;) notatki, obowiązkowy długi psi spacer, teraz wreszcie coś ciepłego do jedzenia i chwila dla siebie z kompem na kolanach. ale nie za długa ta chwila, bo padam na nos, a jutro od rana... urodziny babci, przyjazd mojej kochanej przyjaciółki z krk (dziennikarki z takim stazem, ze nigdy jej nie dogonie), pozniej znow teatr (niespodziewanie Kometa, umieram ze szczęścia!), a pozniej u mnie imprezka do rana... i to tyle.

a w teatrze byłam dziś na "Utarczkach". ja byłam tak jakby w pracy, więc weszłam na zaproszenie. Brzydal kupił bilet, w ostatniej chwili go namówiłam. Utarczki to trudna sztuka teatru polskiego w bielsku. zajmuje się modnym ostatnio tematem rodziny wobec umierania. mamy na świezo 33 sceny z zycia i cykl wyborczej Umierac po ludzku. sztuka warta uwagi, ascetyczna, pozornie bardzo powolna, a miejscami agresywna i zatrwazająco prawdziwa. cieszę się, ze poszlam. ze redakcja mnie wysłała, ze mogę o tym teraz napisać. ale najpierw chcę moj tekst o Nohavicy. nie wiem tylko, kiedy znajdę 2-3h, zeby się za to zabrac, a deadline goni, goni...

zmykam, na koniec cos kolorowego :)

a, środowa impreza w stylu bollywood całkiem udana. zdjęć nie mam, ale to chyba lepiej ;) z kropkami na czołach, w ciuchach jak z filmu i w chustach wyglądałyśmy zjawiskowo ;) poza tym... sezon na grzańca uwazam za otwarty! :))
miłego weekendu, drodzy odwiedzacze.
a, czuję się lepiej, mój katar nie miał czasu mnie męczyć i denerwować.
pozdrawiam gorąco :*
Złośniczka

wtorek, 2 grudnia 2008

kocisko-snowboardzisko

co rano jest to mój pierwszy widok, od razu po otwarciu oczu:
moje maleństwo (jakieś 7 kilo) czasem zaskakuje mnie na mojej własnej puduszce ;)
ale to co zrobił wczoraj, przeszło moje domysły. przygotowywałam snowboard do wyniesienia do serwisu, był w pokrowcu, żeby dojechał bezpiecznie. wyszłam z pokoju tylko na chwilę, a gdy wróciłam, zastałam taki widok...
siedział pomiędzy wiązaniami. nawet zapinanie obu zamków go nie zraziło. mój Tata stwierdził, że kot jest już stary i przydałby się mu również dobry serwis ;) smarowanie, ostrzenie, wygładzanie... ;) musiałam kota z pokrowca wywalić, obraził się więc, ale wieczorem znów byliśmy przyjaciółmi :).
poza tym jestem strasznie przeziębiona :(
do tego od jutra jestem przez tydzień bez cyfrówki, rodzice jadą na urlop się wygrzewać i daję im swój aparat (poza tym Tata będzie kręcił filmy oscarowe swoją nową zabawką :D ) zapowiada się fajny tydzień, wypełniony imprezami tematycznymi u mnie w domu. pewnie bollywood, cepelia, filmy moralnego niepokoju, impreza przedświąteczna... :) może ktoś ze znajomych będzie miał aparat, to wrzucę jakieś fotki. a jak nie, to pozostanie mi wstawianie fotek z mojego przepastnego archiwum :) mam nadzieje, ze wyzdrowieję!
pozdrawiam
Chora Złośnica

niedziela, 30 listopada 2008

bańki mydlane w Krakowie

byliśmy dziś w Krakowie :)
pewien chłopak puszczał wielkie bańki mydlane, za pomocą sznurka maczanego we wiadrze :)
a z tego zdjęcia jestem najdumniejsza :) ha! tak! tak!
wszystko ok. zaczynam kolejny tydzień. niedługo będę bez aparatu, ale o tym za kilka dni...
Pozdrawiam,
Złośnica Nohavicova ;)

koncert Jaromira Nohavicy w Chorzowie

nie wierzę, ze to wszystko się stało. oczywiście prawie nie spałam zeszłej nocy, ale jak tu spać po takim wydarzeniu?



przed wejściem na salę kupiłam od Tolka Murackiego nową płytę Jarka i dvd "rok diabła", wydałam wszystkie pieniądze i usadowiłam się w swoim trzecim rządku :) goścmi Jarka w Chorzowie byli właśnie Tolek Muracki i Tadeusz Woźniak, kazdy z nich wykonał 2, 3 piosenki (support ;) ), a później przyszedł Jarek, wywołując wielkie owacje, zanim jeszcze się odezwał. i rozpoczął się fantastyczny maraton cudownej muzyki, pięknych piosenek i przezabawnej konferansjerki, którą Jarek robi oczywiście po polsku :). zaśpiewał chyba wszystkie piosenki, które chciałam usłyszeć, w tym "Zatimco se koupes", "Co se to stalo, bratricku", "Mikymauz", "Mam jizvu na rtu", oczywiście "Cieszyńską"... połowę koncertu śmiałam się jak na dobrej czeskiej komedii, a połowę przeryczałam, nie mogąc (a może i nie probując) panować nad emocjami. Publiczność bawiła się świetnie, wszyscy śpiewali, klaskali, pokrzykiwali coś w kierunku sceny, Jarek się śmiał i był wyluzowany. powiedział że czuje się tak, jakby grał dla znajomych, więc dodawał takie bonusy jak... "Orangutan na propan butan" ;). Jestem zachcywona. było najgenialniej. nie pamiętam, jaki inny koncert w przeciągu ostatnich 3, 4 lat zrobił na mnie aż takie wrażenie. i to bez dodatkowych efektów - był tylko Jarek z gitarą i heligonką na scenie, czasem wchodził zespół, ale rzadko. on sam robi więcej, niż niejedna kapela w całości.
a to okładka płyty, świezutka, dostepna poki co tylko na koncertach, ale juz niedługo również w sklepach. spłukałam się i zostało mi chyba 3zł ;) ale warto :)

to chyba tyle, wybaczcie że ta notka taka długa, ale musiało tak byc :)
fantastycznie.
Złośnica
ps. fotka nie jest moja! gdzies z netu...

środa, 26 listopada 2008

wydział filologiczny - okno na świat

według planu jestem na wydziale tylko dwa razy w tygodniu. w praktyce jestem czasem 4 razy, a czasem wcale... dziś np. byłam tam do późna, pewnie ochroniarze zastanawiali się, czemu ta ekipa znów samowolnie zajęła jedną z sal wykładowych ;). na wydział jadę również jutro, mimo że nie mam zajęć. czyzbym dopiero teraz rozumiała, co to znaczy studiować? bywać na uczelni nie po to, zeby dostawać zaliczenia i dziwaczne wpisy z wykładów?

jak nazwać to foto? "Okno na świat"?

ogólnie jest ok, mimo ze padam na nos. oby tylko efekty były!

poza tym zajęcia z włoskiego są fantastyczne... załuję, ze nie mam tyle czasu, ile potrzebowałabym na naukę słówek i gramatyki na bieząco. ale bardzo się staram!

Nohavica juz w sobotę. umieram z radości. i z intensywności doznań.

pozdrawiam. Bardzo Zmęczona Złośnica.

ps. w Białce naśniezają Kotelnicę, mówiłam Wam? widać na kamerkach! został miesiąc do wyjazdu.

w czytelni


w czytelni BŚ było całkiem fajnie. obawiam się, ze przez najblizsze miesiące będzie to moj drugi dom ;).
byle do przodu! muszę wreszcie zacząć pisać... tzn. pisać to, co powinnam, a nie to, co chcę. hmm.
Złośnica

niedziela, 23 listopada 2008

polowanie na sikorki

zaczaiłam się dziś przy tarasie i polowałam na sikorki. uważam, ze skoro je dokarmiamy sumiennie, skoro tata zbudował dla nich takie piękne karmidełko ;), skoro zawsze mają chlebek, słoninkę i nasionka, mogłyby cholerny jedne czasem mi zapozować ;) a nie, ja zamarzam, poluję, celuję, już naciskam spust aparatu, a one z gracją fruną na nasze rajskie jabłuszko. ale coś się udało złapać. sikorki były dziś zachwycone :).

nieźle nimi chuśtało (był bardzo mocny wiatr), ale dawały radę. widziałam też rudzika. nie wiem, który z tych ptaszków jest piękniejszy :)
na koniec zaśniezony park. na spacer wyprowadził mnie (i moje psy) brunet wieczorową porą :)

Złośnica

sobota, 22 listopada 2008

i stała się śnieżność

i jak Wam się podoba? rano byłam zdziwiona i zadowolona z powodu śniegu :) widziałam tez kamerki z Białki, nie dość ze pada, to jeszcze naśniezają! ha! Brzydal i Belzebub wcześnie rano napisali do mnie śniezne esy :) bardzo zadowolona.
1. widok na park

2. widok z okna (taki mam jak jestem przy kompie, o ile komp jest na biurku, a nie w lózku)


lecę do wielkiej szafy sezonowej. muszę poznosić na dół rzeczy, których mam zamiar uzywac przez najblizsze miesiące... witajcie kolorowe szaliki, mufki, nauszniki i milion czapek i wielopalczaste rękawiczki!
dziś idziemy na Maraton Najgorsze Filmy Świata. w planach: "Plan 9 z kosmosu", "zły mózg z kosmosu", "Zabójcze ryjówki" i "Maniak" :D fantastycznie. nie mogę się już doczekać (a czekam od kilkunastu dni, aaa....) wspaniale, cudownie :) a później machnę recenzję. ha!
życzę Wam miłego weekendu, czytelnicy, gallowie-anonimy, tajniaki i ekshibicjoności-dżunglarze :)
Złośnica

piątek, 21 listopada 2008

pierwszy śnieg

spadł dziś pierwszy śnieg. co prawda mokry i paskudny, ale nie ma co ukrywać: śnieg śnieg śnieg. mnie nie przeszkadza, mimo że jest zimno i nieprzyjemnie. Kalosze, szalik, kaptur... Do tego kilka rodzajów herbaty. i... kominek.

poza tym byliśmy z Brzydalem na "33 scenach z zycia". interesujące iii... i chyba nic poza tym. spodziewałam się większych emocji. ale jest ok, wart uwagi film, pofragmentowany jak zaden inny. polecam.

za to jutro... jutro z Belzebubem idziemy na taką imprezę kulturalną, ze on kilku dni nie gadamy o niczym innym :D Brzydal nie idzie, to nie na jego nerwy ;)). ale to jutro, jutro...

poza tym nasz licznik wybił 1.000 odwiedzin przez niecałe 2 tygodnie. niezły wynik, nie spodziewałam się. oczywiście wiem, co to spowodowało, ale moze choć część z Was będzie tu wpadac regularnie? zapraszam.

nie będę smęcić o tym, jak urządził mnie mój własny lekarz. grrr grrrrrr. juz mi przeszło, prawie ;).

pozdrawiam :* Złośniczka

piątek, 14 listopada 2008

Jesus Christ Superstar!

nie spałam pół nocy. wszystko przez nieco ponad 30 piosenek.
w 2000 roku byłam 3 razy na spektaklu "Jesus Christ Superstar" w Teatrze Rozrywki. gówniara byłam, ale z gustem;). Janusz Radek, wtedy młodziutki, przystojny, zupełnie nierozpoznawany, cudownie wykreował postać Judasza. Maciek Balcar jeszcze nie występował z Dżemem, mało kto wie że wydawał wcześniej solowe płyty. Tu zagrał Jezusa. Spektakl mnie wtedy rozwalił i sprawił, ze zaczytywałam się Biblią, mimo że jak wiadomo z kościołem nie mam wiele wspólnego. katechetka w liceum mało nie padła, jak w kilka sekund wyrecytowałam imiona apostołów ;)... stare dzieje. zachorowałam wtedy na piosenki z Chorzowa. z Wysp sprowadzono dla mnie oryginalną wersję. szukałam, prosiłam, sępiłam o polską wersję. 8 lat. i mam ją, mam! cudem jakimś się znalazłam, w jakimś archiwum na przedziwnym forum. nie mam pojęcia skąd ktoś to miał, ale walę pokłony w podzięce. słuchałam bardzo sługo. piosenka Piotra i Marii Magdaleny "Rozpocząć jeszcze raz od nowa" to coś, za czym tęskniłam 8 lat. wspaniałe, genialne. pewnie jeszcze kiedyś na to pójdę... moze są chętni, zeby tez pójść? :)))

a zeby nie było, ze bez zdjecia ;)
+

-----------------------------------
Gdy dokoła mam przyjaciół grono,
a na stole chleb i wina dzban,
widzę pytań sens, które we mnie płoną,
i na najtrudniejsze z nich odpowiedź znam :)

(Ostatnia wieczerza) -
chciałabym umieć tak rewelacyjnie tłumaczyć :)
-----------------------------------

Ogólnie bardzo zadowolona :) warto było czekać. Złośnica słuchająca i rozsłuchana.

czwartek, 13 listopada 2008

nareszcie zdjęcie razem ;))

specjalnie z myślą o naszych czytelnikach zrobiliśmy sobie wspólne zdjęcie :) w pozdiemiach Urzędu mozna pozyczyć kask, zeby w niskich korytarzach nie rozwalić sobie głowy. oczywiście kasku nie chcieliśmy, ale do zdjęcia - jak najbardziej ;) i Brzydal tylko powiedział "dawaj będzie na bloga" ;)). ludzie idą, a my jak kołki z kaskami na twarzach, do tego psie szczekanie ustawione w moim aparacie na samowyzwalacz...


a ponizej trochę trwaki, zebyscie tej szarej jesieni nie zapomnieli, jak wygląda lato ;) Dolar patrzy z niedowierzaniem, jak daleko mozna zajechać na mordzie ;)

pzdr
Złośnica
ps. Spider-Mama i Daw kupili w miniony weekend cudne nowe aparaty :) czekam na efekty i zyczę dobrej zabawy :) :*

wtorek, 11 listopada 2008

urząd wojewódzki nocą


byliśmy wczoraj wieczorem na wieczorno-nocnym zwiedzaniu Urzędu Wojewodzkiego w Katowicach :) od kiedy studiuję na Placu Sejmu Śląskiego, maniakalnie wpatruje się w ten piękny budynek. gdy dowiedziałam się, ze mozna będzie z przewodnikiem poznać jego zakamarki, od razu namówiłam Brzydala i... pojechaliśmy ;) (jak w tej reklamie apapu).
mieliśmy cudownego przewodnika, widzieliśmy najważniejsze sale (błękitną, marmurową), gabinety marszałków, wojewodów, zeszliśmy do skarbca, widzieliśmy wodną półapkę na złodziei, poznaliśmy historię gmachu, zakamarki, ciekawostki, ale najlepsze jest to, ze przeszlismy kilkadziesiat metrów pod ziemią słynnymi korytarzami, które są pod Placem Sejmu, GCKiem i Urzędem. przeszliśmy od strony ulicy Jagiellońskiej az na drugą, do dawnej willi wojewody, wszystko zgięci wpół, bo miejsca malutko, zimno i wilgotno ;) ofiar nie było, choc przewodnik smiał się, ze juz od roku szukają jednej zaginionej kilkudziesięcioosobowej grupy ;)... cały urząd szalenie mi się podobał, jest wcześniejszy niż nasz polski sejm na Wiejskiej. zdziwiło nas, ze sejm jest niemal odwzorowaniem naszego śląskiego sejmu. czyzby się sugerowali? sala obrad jest identyczna, tyle ze miniaturowa. uroczo. bardzo jestem zadowolona, mimo ze po przejsciu kilku kilometrow korytarzami poznym wieczorem padałam na nos ;). polecam wybrac się tam za rok, trzeba się jednak przygotować na kilkugodzinne stanie na dworze (chyba ze jest się Brzydalem i Złośnicą, którzy dzięki organizacji i urokowi osobistemu ;))))) czekali tylko 40 min i to w środku, w ciepełku ;) ).
a ponizej jeszcze ptaszek, ktorego ustrzeliłam :)

dzisiejsza eskapada do czeskiego cieszyna i do ustronia zupełnie wyssała ze mnie siły. oczywiscie nadal nie jestem w pełni swoich dawnych sił, ale staram się, zeby bylo jak najlepiej :) wracam do nauki włoskiego. buonanotte!

poniedziałek, 10 listopada 2008

trójka Drombo

do jasnej cholery...mam taką minę, jak ten ludek z lewej. albo ten pośrodku. na basenie były setki (tysiące?) cholernych świątecznych pseudopływaków. okazało się, że mnóstwo ludzi ma dziś wolne (dziwne, moj ojciec i brat pracują... chłopak i teść równiez), więc zapragnęli iść moczyć swoje nieruchawe tyłki do nemo. znalazienie wolnej szafki graniczyło z cudem. miałam rozkodowanego czipa, zresztą nie ja jedna. w wodzie dzikie tłumy. żeby chociaz pływali, ale nie, miotają się w wodzie jak poparzeni, wszędzie małe rozwrzeszczane dzieciaki, których nie cierpię i zero miejsca. ilekroć uruchamiałam własnego kraula, ktoś dostawał w łeb, więc zaprestałam tych praktyk. na sportowym po kilka osob na torze. powaliło ich wszystkich, powaliło... sportowcy. jak z koziej dupy trąba. bleeeee. bar dzo zła.
moze pózniej będzie lepiej. muszę jechać do ligoty. a później chętnie skoczymy na zwiedzanie podziemi urzędu wojewodzkiego ;).
poza tym szukam kamery cyfrowej i orbitreka ;) jeśli ktos ma jakies rady, to chętnie przyjmę.

niewypływana Złośnica (uwaga, kąsam)

sobota, 8 listopada 2008

jak pies z kotem

to jest post o tym, ze nie mozna zyc stereotypami :)

i o tym, ze przeciwienstwa się przyciągają ;)
a tak w ogóle, to była to cudowna sobota :) w rytmach hitów wczesnych lat 90. + zakupy + paparazzi + naprawianie mi drukarki (zestaw młody technik). jest git.
żałowałam dzis, ze nie mialam w torebce aparatu. oj działo się, działo, a ja tylko 2mpix w komórce. wstyd ;). ale dało radę.
pozdrawiamy.
B. i Z.

środa, 5 listopada 2008

magiczna kula

"coś mało magiczna ta twoja kula!" - powiedział na wstępnie mój Przebrzydły, po czym zabrał się za robienie zdjęć. zrobił je tak, ze kula dopiero teraz jest magiczna!

u nas urwanie głowy i brak czasu, ale b. pozytywnie. nic więcej nie powiem ;)

Zł-ca :)





To i ja się dorzucę z fotką jedną taką szybką demoniczną :-)


Brz.