środa, 25 czerwca 2008

nie ma mnie :P

drodzy czytelnicy bloga, w tym podglądacze, tajniacy i ekshibicjoniści-dżunglarze, chcę Wam przekazać, ze wieczorem wyjezdzam na tydzien do Turcji. Brzydal zostaje w mieście (Brzydalu, bądź grzeczny, pamiętaj ze ja wszędzie mam swoich wścibskich szpiegów ;) ). ponizej fotka znaleziona na googlach. jak ja robiłam tam zdjęcia (będąc tam z Belzebubem mając całe 18 lat) jeszcze nie mialam cyfrowki. obiecuję sporo zdjęć (mam 2,5 giga kart ;) )...



stan na 25 czerwca:

-sesja zamknieta

-magisterka nietknięta

-puls 92 (Borat: GREJT SAKSES!)

-ciuchy ładnie poukładane w walizce w kwiatki

-kupiona nowa ksiązka Davida Lodge'a!!! nie moge sie doczekac, az ją zacznę jak tylko mnie wpuszczą do samolotu.

Trzymajcie za mnie zebym dała rade i odreagowała te wszystkie "atrakcje", które miałam w ostatnich 2 miesiącach. a ja obiecuję zrobic wszystko, zeby do Was na bloga wrocic ;)

Wasza Złośnica

wtorek, 24 czerwca 2008

bez świntuszenia, góry i zwierzyna

Brzydalu, jestem mocno zniesmaczona Twym niegodnym i sprośnym zachowaniem ;) chociaz nie będę ukrywać że lody były przepyszne ;)

poniżej kilka moich fotek z Kasprowego:

czy tylko ja widzę, ze na niebie ktoś napisał "Carl"? moze jakaś zakochana zagraniczna turystka zamówiła gdzieś w górze coś takiego ;) nota bene z tej wysokości (prawie 2000 mnpm) świetnie widać pułap chmur!


żałuję, ze zdjęcia nie oddają zieleni, którą tam zobaczyliśmy.



Dolina Pięciu Stawów


a to nowy wagonik. kursują 4 takie, raz się trzeba przesiąść na inną linię (linę ;) ). są przeznaczone na 60 osob, ale Tatrzański Park Narodowy wpuszcza do jednego tylko 30 (jakby to miało cokolwiek zmienić...). kierowca busa (niespełniony kierowca F1, jak pisał Brzydal) mówił nam, że normalnie czeka sie na wjazd ok... 7 godzin. obawiam się, że szybciej weszłabym tam na piechotę ;)

------------------------------------------------------------------------------------------
a tutaj miły wieczorny gość, który chętnie wpada do mojego ogródka. czasem na noc wysypujemy mu kocie suche żarcie i przez okna słuchamy, jak chrupie pod drzwiami :)

jak wiadomo, bigle są psami myśliwskimi. ale Dolar na jeża nie chciał polować, wolał wąchać kwiatki, niż kolejny raz oglądać kolczastą kulkę z małym noskiem.
na koniec mój pies i pies-duch ;)

ufff. finito. pozdrawiam, Zniesmaczona zachowaniem Brzydala Praktykanta ale wdzieczna za cudowny wyjazd :) Złosnica

poniedziałek, 23 czerwca 2008

Takie tam Brzydalowe i inne (+18)

Halo Halo Brzydalu
Halo Halo Złośnico

Halo Halo Brzydalu oddaję Ci głos
Halo Halo Złośnico dziękuję za głos ;-)

(pojechane oczywiście klasykiem ;-) )

Tak wiem, dawno się nie odzywałem, nic nie wstawiałem. Bez reszty pochłonęła mnie sesja, która już na szczęście za mną, aktualnie praktykuję się i też w sumie czasu nie mam za wiele. Ale ale, jak wiadomo niedziela jest dniem odpoczynku, dlatego za namową moich rodziców postanowiliśmy się w ten dzień odpoczynku bardzo się zmęczyć :-).
A mianowicie (wiem nie zaczyna się tak zdania, właśnie dlatego tak zacząłem ;-) ). A więc, a mianowicie, niedziela, 22.06.2008, godzina 6.00 (RANO, żeby wątpliwości rozwiać) pomykaliśmy do Zakopanego celem zdobycia Kasprowego Wierchu, dla niewtajemniczony w góralszczyźnie i śląskiej gwarze, Kasprowym Wierzchu, czyli szczycie ;-).
Dotarliśmy na miejsce, na parking pod skocznie szybko, bo parę minut po 8.00, z parkingu pod schody kolejki i kas jeszcze szybciej, bo zasuwaliśmy z jakimś taksiarzem, rajdowcem niespełnionym. Dobrze, że ludzie pouciskani siedzieli wewnątrz, zaparci o siebie wzajemnie, bo inaczej siniaków od nadmiernego rzucania po kabinie nabawić by się można. Ale mniejsza o to, do rzeczy. Kolejeczka do kasy nas ugościła, staliśmy ok. 40 minut, po czym duże wrażenie zrobiła nowoczesna kolejka znaczy wagonik, przesuwający się automatycznie podest i takie tam pierdoły :-).


W dalszej kolejności podziwialiśmy widoczki, górki, pociliśmy się wchodząc pod kolejne wzniesienia oraz wyrabialiśmy mięśnie ud schodząc w dół ;-). Ale warto było




Po porcji widoczków przeróżnych pora na mrożący krew w żyłach powrót :-). Tak to mniej więcej wygląda z tarasu obok górnej stacji na Kasprowym Wierchu.


Kiedy już zjechaliśmy szczęśliwie na dół i zeszliśmy do parkingu, zaczęły łapać nas pewne głupawy powszechnie znane jako odpały, tudzież inne wariactwa. Stan ten nasilał się, aż w końcu kulminację swą przybrał w Zakopiańskim parku pod drzewkiem, a w zasadzie drzewem, drzewiskiem, bo to duże drzewo było ;-).

Oto króciutkie fotostory z pobytu w parku :-)



W kwestii wyjaśnień, bo niedomówień nie lubię :-). Oto główni sprawcy zamieszania :-P.


Sytuacja wyglądała tak, że zachciało nam się lodziachów, no i zanabyliśmy drogą kupna dwa duże lody skrętki. Mój skręcony był podwójnie, jak widać, bo nie tylko w pionie go Pani ukręciła ale także odchylał się od pionu (nie) znacznie ;-). Tak więc reakcja na ten fakt była błyskawiczna, a efekty podziwialiście wyżej ;-).

Dobra moi drodzy, koniec tych wywodów i cienkiego jak sik komara lania wody. Idę spać, bo, gdyż, ponieważ jutro kolejny dzień praktyk.

Z wakacyjnym pozdrowieniem, trzymajmy się ramy .... turururu ;-).

Byrzydalllllllll :-P.

czwartek, 19 czerwca 2008

po sesji

Brzydal po sesji, Złośnica po sesji. przyznaję, że nie było łatwo, ale gdybym była zdrowa, byłoby bardzo łatwo. tak czy tak, to już za mną i za Brzydalem. w ramach poegzaminacyjnego katharsis sprzątam pokój. wczoraj wpadł na chwilę Brzydal. zamiast na wejściu zapytać "co słychać?", powiedział "ale masz syf" ;). zmotywowana i wolna od dalszej nauki (wiecie, ze to byl ostatni poważny egzamin na studiach?) zajęłam się sprzątaniem i słuchaniem nagrań z Korezu.
na fotce kot, bo dawno nie było kota. na blogu, bo w życiu mam go na codzień i na conoc ;) jako bonus - pies kibica, cierpliwy i zanngażowany.


pzdr.

niedziela, 15 czerwca 2008

umarłam ze szczęscia 2

jak juz pisalam wczoraj, w Korezie umarlam ze szczescia, ale nauka na hjp spowodowała moje porzadne zmartwychwstanie ;) kilka dni, a materiału od groma i jeszcze trochę... nie przejmuję się jakoś bardzo, obecnie najważniejsze jest dla mnie 1. że mam zaplanowane wakacje 2. że jutro wydębię od lekarza mnóstwo recept, żebym nie musiała go oglądać przez kilka tygodni (ale on pewnie na to nie pójdzie) 3. że jeden egzamin mam już zdany no i 4. że mam jeszcze całe 3 dni nauki (niecałe, bo jeszcze idę chyba we wtorek do kina na Niedźwiadka). git.

wczorajsza Kometa przegenialna. dobrze że miałam bilety wcześniej (dużo wcześniej), bo jak huknęła wieść, że będzie Nohavica, bilety się rozeszły... tak wyszło (nie powiem jak, tajemnica zawodowa ;) ) że obok mnie siedziała babka, która z nim przyjechała, a obok niej prawdziwy (nie z wosku i nie tekturowy jak postacie w aptece) Jaromir Nohavica :) jak tylko wszedł na salę, wzbiły się pierwsze brawa. a on wyglądał na takiego zawstydzonego, jakby to nie na jego koncerty przychodziło po kilka tysięcy ludzi jednocześnie. zagrali świetnie, zastanawiałam się czy zżera ich trema przed taką osobą jak Jarek, czy luzik, czy będzie to jakoś widać... lub - co gorsze - słychać ;) nic takiego nie miało miejsca. "Sarajevo" super, Loranc w piosence "Babilon" jest tak urocza, że nie można się odrwać, a Talarczyk "Gdy rano skoro świt" śpiewa tak, ze wymiękam... a "Mickymauzoleum" - tak naprawdę zdecydowałam się iść na to drugi raz przede wszystkim ze względu na tę jedną piosenkę. Atmosfera była super, wszyscy zgodnie śpiewali na "Milionerach", później dłuuuugo klaskali Nohavicy i aktorom na scenie... na bis był "Futbol", jako że trwa euro i każdy wie, jak jest... Nohavica (nadal metr ode mnie ;) ) powiedział że wie jaka jest u nas w grupie sytuacja i że mamy być razem przeciwko Turkom, a może sie nam Chorwaci podłożą i wszystko będzie ok ;) . wyszłam znów zauroczona z tego małego teatru (wiem, nie rozmiar, a jakość.......). po ostatnich przejściach z lekarzem (jutro ciąg dalszy) nie ma nic lepszego niż zatopienie myśli w kulturze, sztuce, muzyce... historii języka polskiego... ;)

poniżej fotki któe znalazłam na necie. uczciwie mówię, że nie są moje i nie wiem też, kto jest autorem. korez korez korez...





byle jakoś 1. dać radę jutro z doktorkiem 2. nie zdurnieć nad hjp 3. nie wyżywać się na Brzydalu (już leń jeden jest po sesji) 4. nie dać sobie zepsuć humoru 5. nie oszaleć z myślą, że w wakacje teatry zapadają w sen...

pozdrawiam

naukowiec, historyk języka, kurtyna teatralna i sufler - zł.

sobota, 14 czerwca 2008

umarłam ze szczęscia 1

Umarłam ze szczęscia. w Korezie siedziałam metr od Nohavicy. Korezowcy dali z siebie wszystko. Napiszę jutro notke... sprobuje opisac... a na Talarczyka wpadlam jak tylko weszlam do pustego jeszcze teatru. o ile pamietam, spiewal pod nosem "moj iekny panie raz zobaczony w technikolorze". umarlam. ;) na ewentualnych zdjeciach Nohavicy w mediach bedę tez ja, Złośnica :)

nie wiem jak dzis zasne, no i nie wiem jak naucze się w 4 dni historii jezyka polskiego. ale to teraz nie jest wazne. to jest arcyniewazne wobec tego, co przezylam dzis wieczorem.

Rok Diabła


wczorajszy egzamin zdany. o 8 rano byłam juz po wszystkim. a później do 20 czekałam na Rok Diabła ;) film cudowny. oglądanie na kompie jest profanacją filmu jako kawałka sztuki. wczorajsza projekcja w rialcie mnie rozbroiła. tak udanego i płynnego pomieszania realizmu z surrealizmem (angelizmem ;)?) dawno nie widziałam :) Brzydal z nami nie był, byczył się po swoim egzaminie. dwie ciekawostki: w kinie było tylko kilka osób. nie rozumiem tez, dlaczego 90% tych kilku osob prawie non stop się śmiała, nawet w scenach, gdzie śmiech byłby ostatnią moją reakcją (czy Nohavicova Teoria Alkoholowego Kopca naprawdę jest taka zabawna? hmm....)
na zdjęciu Karel Plihal i Jarek, którego mam zamiar dziś wieczorem podziwiać na żywo. żałuję że nie byłam na ostatnim koncercie w katowicach, ale zdrowie mi nie pozwoliło. podobno do końca roku ma wydać płytę po polsku, wtedy na bank będzie jakaś trasa...
w czwartek egzamin-demon. zaczęłam dziś rano. nie wiem czy zdążę. pozdrawiam. Zł.

czwartek, 12 czerwca 2008

Leśmian bez zdjęcia

dzisiaj bez zdjęcia. zero nastroju na zdjęcia. chyba, ze chcecie zdjęcie z wczorajszego usg. co prawda wygląda tak, że można wmówić z tego zdjęcia wszystko, ale chyba tak ma być. ogólnie już mi lepiej niz wczoraj. i całe szczęście.

uczę się na jutro Leśmiana. jeśli nie będziecie spać, od 8 rano trzymajcie kciuki, żebym się nie skompromitowała. to byłoby najgorsze, wyjść na debila przed kimś tak szalenie mądrym, jak profesor S.Sz...


Poniżej wiersz Leśmiana, który mnie zgniótł.

"Rozmowa"

Ciało mówi do duszy: "Jestem tu - w tych światach,
Gdzie i ty się zbłąkałaś. Ta sama nam droga.
Spojrzyj tylko: woń wdycham, tarzam się w kwiatach,
Ocieram się o słońce, o sen i o Boga,
O którym mówisz zawsze ze smutkiem, jak gdyby
Smutek był wiarą... Spojrzyj: jestem teraz w lesie,
Bawią mię złote bąki i czerwone grzyby
I to, że drzewom wokół tak zazielenić chce się!
Jeśli wolisz - każ mi się zapodziać na łące,
A zobaczysz, jak zaraz swoją białość zmącę
Purpurą rośnych maków, których dotyk nagły
Budzi szczęście i życie tak jasno tłomaczy!
Niech mię tylko kłos po oczach uderzy smagły,
A już świat się rozwidnia i wiem, co świat znaczy.
Nie przeszkadzaj mi wiedzieć! Milcz, dopóki drzewa
Szumią, dopóki pachnie jałowiec i mięta!
Milcz! Nie mówi się prawdy, lecz bez słów się śpiewa.
Kłamie ten co zna słowa, a nut nie pamięta.
Jam z tych światów, gdzie w ogniu grzech, śpiewając, pląsa,
Gdzie płoną piersi, wargi i kły, chciwe strawy -
Gdzie róża, krwią nabiegła, lilię białą kąsa,
I gdzie jeszcze brzmi w słońce zielony wrzask trawy!
Nie tłum owego wrzasku! Nie nęć mię w mrok głuszy!
Nie gardź mną, nie opuszczaj! - Porzuć swe zaświaty
Dla wspólnych zabaw ze mną" -
Tak ciało do duszyMówi, a dusza - nikła i płochliwa mara -
Słucha jego szeptów i przez łzy się stara
Kochać te same kwiaty, rwać te same kwiaty...


Uwaga! Jutro trudny egzamin ma też Brzydal i nasza przyjaciółka Belzebub :) więc trzymanie kciuków (jeśli ktoś ma 3 dłonie) jest mocno wskazane. dam znać jak poszło.
pozdrawiam,
Złośnica.

niedziela, 8 czerwca 2008

czytelnia i Leo :)


spider-mama chciala zebym wrzuciła jakieś książki. znalazłam tylko to, z czytelni głównej BUŚ. w tym semestrze się już tam nie wybieram.

a tymczasem...

DO BOJU POLSKO - OO ;) !!!!!!!!!!!!!

poniedziałek, 2 czerwca 2008

lubię poniedziałki

coś nam się blog rozjechał ;) jak widać ;) ale fotki, fotki... 7:30 rano, kawka, która wygląda jak w akwarium albo na solarze... a do kawki... Wysokie Obcasy i mp4, ale zdjęcie zniknęło ;) pod spodem widok, jak zwykle z piątego piętra. chmury: zero ;)


a to widok na plac sejmu śląskiego. nareszcie można wychodzić z Gołębnika na tarasik. upał. japonki. pół szafy japonek ;) zimny Kubuś z truskawką, wszystko cudnie... nawet puls spadł mi już do setki z hakiem, więc chyba wracam do żywych :)


a to z autobusu. wiem, ze część z Was ma przedsesyjne załamanie, więc spójrzcie niżej: zawsze jest jakieś wyjście :)) tylko trzeba spojrzeć z dobrej strony. i pod dobrym kątem.



wydębiłam dziś pierwszy wpis... a jutro czytamy mgr Brzydala. jak znam siebie, znów będę się drzeć, wyśmiewać, wyszydzać i wytykać palcem ;) ale jest OK. jutro chyba aparatu nie wezmę do k-c, bo będę mieć pół miliona ksiązek, a siły jednak wciąż nie te co dawniej.


na shledanou! (Zł.)
PS. Żywię się piosenką "Mam jizvu na rtu" Nohavicy. Pozeram ją kilkanaście razy dziennie, od kilku dni. od 7 rano, kilka razy w ciągu dnia, w autobusie, w pokoju, na kompie... ostatnio zbudziłam się o 3 w nocy i z nadmiaru myśli nijak nie mogłam zasnąć. posłuchałam z 8 razy i od razu mi się polepszyło ;) oglądałam dziś na youtube pokawałkowany film "Rok Diabła". juz nigdy nie będę patrzeć na Nohavicę tak, jak jeszcze wczoraj. jestem zupełnie wstrząśnięta filmem. co za człowiek..........................................

niedziela, 1 czerwca 2008

Kolega Mela Gibsona

niezły dziś upał. mnie pasuje, chociaż nie powinnam się za bardzo nagrzewać ;) o ile słońca umiem sobie odmówić, tak teatru - na pewno nie. przed spektaklem zobaczyłam takie urocze okno z futrzanym dodatkiem :))
a to juz wejście do Korezu. wewnątrz w korytarzu na ścianach wiszą podobne, czarno-białe zdjęcia aktorów.
Mirosław Neinert w monodramie "Kolega Mela Gibsona" przeszedł sam siebie. nie spodziewałam się, ze on jeden... sam jeden na tej małej scenie... że te treści takie na maksa skondensowane... nie widziałam dotąd w Korezie tak długiej owacji na stojąco. tematyka? były aktor-kokalny-gwiazdor za kratkami rozmawia (?) z komisarzem. wspomnienia, anegdoty, sytuacje. raz mrocznie, raz arcyzabawnie. I "o mój rozmarynie" ;))) umarłam ze śmiechu.

polecam fanom korezu / fanom monodramu / fanom małych form / wciąż poszukującym...
Złośnica