niedziela, 24 sierpnia 2008

come fly with me...

start...
pilot złapał to w lot.
Lider grupy Zelazny. bardzo męski, nawet w tych straszliwych portkach.

im więcej, tym lepiej.

jedni na prawo, drudzy na lewo.
a to idealne na tapetę na kompa, sprawdziłam :) tak, ten środkowy leci do góry nogami!
lider Zelaznych akcji. jak to mówią, niezły kozak :)))
za mundurem panny sznurem ;) za konikiem zwartym szykiem...
orkiestra górnicza, czyli chluba śląska (jedna z wieeeeelu).
stój, bo strzelam!


kolorowe jarmarki...
come fly with me, come fly come fly away... ;)
Złośnica.

piątek, 22 sierpnia 2008

sen o warszawie

do Warszawy pojechaliśmy w składzie: Złośnica, Brzydal, Brat Złośnicy oraz Tata Złośnicy. Mój Tata oczywiście do pracy, a ja z tymi dwoma wariatami na zakupy, na zwiedzanie i ogólnie na miasto... To, że Tata ma od kilku lat kontrakty w Warszawie, znacznie zwiększyło moje przywiązanie do stolicy :) miasto jest wspaniałe. widzę, jak ma się do innych europejskich stolic (o tym kiedy indziej...), ale widać też, że jest rozwój, że jest kasa na ten rozwój, że coś się robi. niech na to dowodem będzie chociażby przepiękne od kilku tygodni Krakowskie Przedmieście! widzę (oczyma duszy mojej;) ) wycieczki z drugiego końca świata, które mają na Krakowskim 2h czasu wolnego i są zachwycone :)). ale po kolei.
zawsze zaczynami od obejścia Pałacu dookoła. architektoniczna perełka, cud w środku miasta, który nadal służy temu, czemu powinien. Polecam Muzeum techniki, w którym byliśmy z Brzydalem z 1,5 roku temu. piękny, piękny...

później mój Brat postanowił zabrać nas do sejmu, bo nigdy wcześniej nie byliśmy, a on juz kiedyś do niego wtargnął, przez nikogo niezatrzymywany. spacer na Wiejską dobrze nam zrobił. Brat stwierdził, ze "nie będziemy się pierdzielić" i po prostu minęliśmy wszystkie zabezpieczenia, budki strażników, szlaban i kolce wystające z asfaltu. nikt nawet za nami nie krzyknął, a Brat mówił: "o, tu śpię (wskazując na hotel poselski) chyba pójdę się przebrać, bo tak mnie nie wpuszczą na głosowanie..." doszliśmy spokojnie na dziedziniec, gdzie kręcili się dziennikarze. w końcu zapytałam kogoś ze strazy jak mamy się dostać do środka, a on na szczęscie poradził, ze mamy isc do biura przepustek :) tam zostaliśmy wprowadzeni do jakiejś wielkiej bazy danych, wydrukowano dla nas identyfikatory i podpięliśmy się pod jakąś grupę :) BOSKO!
tym sposobem, w ogole tego nie planując i niepotrzebnie wcześniej forsując z partyzanta wszelkie blokady, weszliśmy do głównego budynku. przeszliśmy wszystkie korytarze, na drzwiach były nazwiska vicemarszałków, tabliczki z nazwami i logo klubów parlamentarnych, co chwilę przebiegał jakiś zaaferowany dziennikarz z wielką kamerą i pętami kabli. na głównej sali było super. oczywiście nie było zadnego glosowania ani czytania, bo przeciez są wakacje poselskie ;) ale wrazenie bylo ogromne. choć sala nie jest tak ogromna jak sądziłam ;) biedni posłowie mają bardzo mało miejsca w ławkach, ogólnie całość jest przytulna i majestatyczna.
a to widok z kaczego gniazda ;) czyli z lozy, w której siedzi prezydent.
mimo wakacji, widzielismy kilku polityków i grupki dziennikarzy. powiedziano nam, ze nie ma głosowań, ale sejm działa nadal, jakieś komisje i inne atrakcje... tutaj z dziennikarzami rozmawia Olejniczak ;)

a to słynne schody w hallu głównym. jak stał niedawno na nich cały klub PiS, wydawały mi się większe. spacerowałam po nich w górę i w dół jak gwiazda filmowa ;)
a to sala kolumnowa, ktorą znamy z posiedzeń komisji śledczych. to tam Miller powiedział: "Panie Ziobro, pan jest zerem!!!" ona z kolei jest strasznie wielka, dopiero na samym końcu widać stół, który znamy z komisji. piękne, reprezentacyjne miejsce. ogólnie cały sejm bardzo mi się podobał. niestety nie dało rady wejść do senatu... razem z Brzydalem i Bratem mamy fotkę z Ryszardem Kaliszem, na którego wpadliśmy już po wyjsciu z sejmu. pogadaliśmy chwilę, ochoczo uścisnął mi dłoń i był strasznie miły :).
rozochoceni, widzieliśmy jeszcze kilka ministerstw i NBP. a to The-Gol ;)
po rozmowie z Kaliszem odbiła nam palma :D
a później zadumaliśmy się na plenerze Muzeum Wojska Polskiego. było mnóstwo samolotów, helikopterów, dział, czołgów i innych maszyn, których nie znam z nazwy, ale mogę je oglądać dziesiątkami. a chłopaki to wiadomo, zachwyceni dawnym wyścigiem zbrojeń.a tu zatrzymaliśmy się na nocleg ;)

popołudniu powłócząc nogami pojechaliśmy już z Tatą na Powązki. niestety brak sił wygonił nas stamtąd juz po godzinie, padalismy na nosy, a przecież droga do domu daleka. na pewno tam wrócę, wcześniej byłam na Powązkach jak byłam dzieckiem, więc mam dużo do nadrobienia. ale odwiedziłam groby Dąbrowskiej, Kiepury, Waldorfa, Żwirki i Wigury, Niemena, Reymonta, Jaracza, Młodożeńca, Horzycy, Staffa i wielu innych... Nie doszliśmy do Geremka, bo jego grób jest w części wojskowej. zdołowało mnie to, jak bardzo Powązki są zniszczone. mimo corocznej zbiórki pieniędzy, prawie nie widać efektów :(.
poza tym przeszliśmy Nowy Świat i całe Krakowskie Przedmieście, stare miasto dookoła, byliśmy w naszej ulubionej knajpie na jedynych w swoim rodzaju pierogach z pieca... wyjazd cudowny, atmosfera genialna, wszyscy mocno zadowoleni :). później wstawię jakieś fotki Brata, jak je od niego wysępię.
pozdrawiam, ZłośnYca ;)

poniedziałek, 18 sierpnia 2008

przeżyłam wyjazd ;)

tu Złośnica. lekko obawiałam się, jak przezyję 3 dni z 40 znajomymi Brzydala. oczywiście z połowę tych ludzi już znałam lepiej lub słabiej, ale część była zupełnie nowa. na szczęście atmosfera była cudowna i przyjacielska, tak więc Brzydal szalał sobie, a ja sobie ;) (choć może Brzydal nie powinien wiedzieć, jak szalała Złośnica ;) ). nawet nie było u nas trąby powietrznej, chyba że nie zauważyliśmy jej siedząc i balując w tym namiocie na 300 osób... gdy szalała ta straszna burza, co chwile ktoś wybuchał śmiechem i krzyczał, że na pewno przejdzie bokiem. gdy ktoś przemoczony wbiegał do namiotu, pytaliśmy z niedowierzaniem, czy kropi.
ponizej Bob Budowniczy i Marta, pamiątki z Ostravy nalezące do małej Julki, uroczej córeczki znajomych z Lublina. w Ostravskim centrum handlowym byłam skupiona na 1) szukaniu kolorowych kaloszy 2) szukaniu Jaromira Nohavicy, który w Ostravie mieszka 3) zachwycaniu się czeską mową 4) zachwycaniu się czekoladą studencką z oriona... nie znalazłam kolorowych kaloszy ani Nohavicy, ale Czesi są cudowni i mają pyszne słodycze ;) ...
domki były super, nowiutkie, zadbane, przytulne. ogólnie ośrodek super, spodziewałam się późnego PRLu, a tam wielki basen, boiska, park linowy. w ciągu dnia pokój wyglądał tak, jakby to w nim przeszła trąba powietrzna. chociaż nie powinno to dziwić nikogo, kto kiedykolwiek gdziekolwiek ze mną był ;)

bardzo fajne na wyjeździe było to, ze przyjechali ludzie z calej Polski. trójmiasto, warszawa, legnica, lublin, ciechocinek, łódź... ogólnie kulturka i mnóstwo śmiechu, toteż humor mi się poprawił (ale nie na tyle, zeby isc na badania, brrr). jakby się nam jeszcze udało skoczyć do tego Torunia za jakiś czas........ ;)
pozdrawiam.

czwartek, 14 sierpnia 2008

nudzenie + zaległe fotki

żałuję, że w żadnej z przycerkiewnych kapliczek nie postawiłam sama sobie świeczki w intencji dobrego humoru. od trzech dni dzieje się w mojej głowie taka nastrojowa tragedia, że już sama ze sobą nie mogę wytrzymać. istny koszmar. zero sił, zero energii życiowej, zero jakiejkowiek motywacji. od rana jeszcze się trzymam, ale wczesnym popołudniem - dramat. oczywiście mój pokój przypomina obraz po przejściu huraganu, jak zawsze w takich sytuacjach. pod oknami szaleją robotnicy po 15 godzin na dobę, skutecznie zagłuszając muzykę w moim pokoju. w dziwnym akcie desperacji pozdejmowałam ze ścian rzeczy, które - jak mi się wydawało - w ciągu kilku sekund zaczęły mnie drażnić. i tak np. zdjęłam dwa plakaty wyniesione kilka miesięcy temu z Korezu. zdjęłam też dwa wywiady ze mną w roli głównej, wyborcza i dziennik polski poszły się przysłowiowo paść gdzieś w odmęty jednej z szuflad. na ścianach mam teraz pusto, a w głowie dalej burdel. tylko coś znów zamknęłam za sobą. przebywanie ze mną to ciągłe błądzenie po labiryncie, który sama tworzę. najgorsze, ze wciąż zamykam za sobą jakieś drzwi.

uwielbiam zapalać świeczki w świątyniach. i obserwować ludzi, jak się modlą, jak się zachowują. jak wiadomo, nie mam nawet bierzmowania, ale religia w pewnych płaszczyznach mocno mnie interesuje.

jeszcze zaległe fotki... miałam wstawic kilkanascie, ale oczywiscie mi sie nie chce. wiec ponizej tylko zachód słońca. tak, w coli. przy kanale korynckim. Loutraki.
a to coś najbardziej greckiego. frappe. jak dla mnie do przyjęcia jest tylko z mlekiem i bez cukru ;) ale ludzie piją różne kombinacje. grecy pochłaniają frappe wszędzie, na ulicy, w barach, jadąc motorem (oczywiscie w trakcie jazdy), na plazy. pyszne, orzeźwiające i zimne, zawsze wtedy, kiedy trzeba. exodos, a więc wyjście. wyjazd, zamknięcie, koniec. pieśń śpiewana przez chór na zakończenie tragedii greckiej. zdjęcie zrobiłam pierwszego dnia, zatoczyło się dziwne koło.

jutro wyjezdzamy z Brzydalem na 3 dni. będąc w normalnym stanie, umierałabym właśnie ze szczęscia, ale nie mam siły zmusić twarzy do jakiejkolwiek pozytywnej w wymowie mimiki. najgorsze, ze nie umiem powiedziec, co sie stało.
jak śpiewa Czesław, "kazdy plan mozna zmienic, lecz wolę zycie bez planu".
Złośnica

sobota, 9 sierpnia 2008

Chrupka + OFF Festival

Kochani, powyzej filmik z naszą kolejną domową maskotką. od kilku tygodni przychodzi do nas na kolację. czasem zapuszcza się na taras, czasem chodzi tylko po trawie, a czasem czeka już na wycieraczce, tak jak dziś. tata wyszedł zawołać kota na noc, a przywitał go mały zadarty nos Chrupki :) Chrupka imię otrzymała dlatego, że uwielbia żarcie wyzej wspomnianego kota. zna się na rzeczy, bo to suche jedzenie dla starszych kotów często wychodzących z domu i z wrażliwym brzuszkiem (nie żartuję ;) ). Chrupka dostaje garść kocich chrupek i... chrupie, a ja nie umiem się od tego widoku i dźwięku oderwać :)

jeśli chodzi o OFFa, to nie zaluję, ze poszłam. to jedyna okazja w roku, aby w jednym miejscu spotkać znajomych z róznych miast. muzycznie zdecydowanie Czesław rządzi. jest absolutnie boski, nie mogę przestać pozerać go wzrokiem ;) (nie mówcie Brzydalowi, ale Czesław po prostu jest bardzo w moim typie ;)) ). dał dwa bardzo fajne koncerty, ludzie bawili się świetnie, a ja oczywiście między nimi. poza tym przekonałam się do Much. miałam ich piosenki już kilka miesięcy, ale widać potrzebowałam atmosfery ich koncertu, żeby mnie przekonali. i właśnie pierwszy raz zupełnie świadomie słucham ich płyty. Brzydalowi tez sie spodoba, wiem o tym.

nie mam zdjęć z offa. zabrali mi aparat juz na pierwszych bramkach, podobno mial za duza matryce. co za największa bzdura... ale luz, o to wkurzałam się wczoraj i byłam upierdliwa. dzisiaj już byłam grzeczna. kupiłam sobie koszulkę ładną, nie padało, spotkałam się ze znajomymi, którym z tego bloga dziękuję za kilka słów i kilka uśmiechów ;)

odezwę się. Złośnica.

czwartek, 7 sierpnia 2008

tour de greece - ludzie

w Grecji cięzko robić zdjęcia ludziom. są raczej nieufni, trochę wyhamowani, z dystansem, nie uwazają siebie za atrakcje swojego regionu ;) i mają oczy dookoła głowy. tego mnicha złapałam aparatem w Tesalonikach. juz wtedy wiedzialam, ze nie bedzie latwo. stalam wiec bokiem do niego po drugiej stronie skrzyzowania, celowalam w niego, ale patrzylam na cos zupelnie innego, pstryknelam i ucieklam. patrzymy wieczorem z Brzydalem na zdjecie, fajne :) ale na przyblizeniu widac, ze mnich dokladnie widzial, ze robię mu to zdjęcie. patrzył mi prosto w oczy (w obiektyw?) a ja umarlam ze wstydu ;) zwróćcie uwagę, jakie ma mądre te oczy... później Brzydal straszył mnie tym zdjęciem, ze on tak na mnie patrzył i pewnie myślał, że jestem durną babą ;) a tak by the way, na szczycie czapki nie ma takiego małego daszka, więc wiadomo, ze to mnich, a nie ksiądz. poza tym w prawosławiu księza mogą mieć zony i dzieci, swietna sprawa. kościół dopuszcza też 3 śluby kościelne, a co za tym idzie - 3 koscielne rozwody tez nie są zadnym problemem. jedyne co oceniam negatywnie, to to, ze niby w konstytucji mają wolność wyznania, ale zeby wystawić świątynię innej religii, potrzebna jest zgoda miejscowego zwierzchnika na budowę takiej świątyni. a oni notorycznie te prosby odrzucaja. z tego powodu ani w Tesalonikach, ani w Atenach (razem mieszka w tych miastach 6 mln ludzi!) nie ma ani jednego meczetu.


mieliśmy szczęście być na Akropolu o 8 rano. codziennie o tej porze specjalna jednostka wojskowa wiesza na szczycie wzgorza grecką flagę i oddaje jej hołd. trafiliśmy na zolnierzy, gdy schodzili juz na dol. alez ten z lewej się darł! tego kałasza trzymał tak, jakby miał nas wszystkich wystrzelać dlatego, ze śmiemy patrzeć, jak oni idą ;) a Złośnica pstryk, pstryk ;)) Grecy po tej tureckiej okupacji stali się wielkimi patriotami. flagi wszędzie az furczą, symbole narodowe są świętością, a przy hymnie wszyscy płaczą. podobną wartę honorową przy fladze widzielismy nawet w nieduzych Loutrakach...


a tu inni mundoruwi :) zmiana warty pod parlamentem na placu sintagma. absolutnie obowiązkowy punkt dla kazdego kto odwiedza ateny! zajechalismy tam sobie metrem na godzine 14, slonce waliło niesamowicie, a na placu ani jednego drzewka, nic... zolnierze z warty hinorowej mają na sobie tylko nieco zmodyfikowany stroj gorskich pasterzy. początkowo do tej elitarnej jednostki przyjmowani byli tylko i wylacznie górale o odpowiednim wzroście i wadze. to, co te chłopaki w tych wełnianych rajtuzach i w butach z pomponami robią, jest zupełnie niesamowite. żar z nieba, a oni takie skomplikowane układy bez mrugnięcia okiem. nie mogą nawet oddychać przez usta. na zmianę warty przyszlo trzech kolejnych takich samych facetów.


tu ostatni ustrzelony przeze mnie mundurowy, kierował ruchem pod białą wieza. zwroccie uwagę na czytelnosc znakow drogowych ;)

a tutaj rybak szykujący się na łowy. zachód słońca w ouranopoli. śmiałam się, ze facet pewnie myslal: "eh, ta dziewczyna w sukience robi mi zdjecia od 5 minut, powiąze se jeszcze troche tej liny" ;)


tutaj rybacy w Tripiti. sytuacja dokladnie taka jak z mnichem. robilam zdjecie z przyczajki, a okazało się, ze...

ze nie do konca byłam taka przyczajona ;)

w Pireusie połowa ludzi to ciemnoskórzy. niektórzy jako pasazerowie, jak ten...


... a inni rozkladali się z torbami i okularami gdzie popadło. najlepsze było to, ze rozkladali sie na bialych przescieradlach. jak szli policjanci, to w 5 sekund łapali za 4 rogi przescieradeł i szli dalej, jak gdyby nigdy nic ;) niestety zadna torebka mnie nie urzekla (nie to co w Rzymie, Murzyni mieli tam najfajniejszy towar na Piazza Navona...), ale za to mialam juz jedną z Tesaloników (co ci znają mnie lepiej, wiedzą że mam w tę stronę spore odchylenie od normy. torebek nigdy zbyt wiele).
w czasie zwiedzania Peloponezu naszym przewodnikiem był George, rubaszny i szalenie zabawny Grek. wszyscy przewodnicy mowili ciekawie (nie jakies bzdury ze sztywnych ksiazek), ale ten przechodził sam siebie, ciagle wplatając jakieś anegdotki. po prawej to nasza pilotka, Monika. najszczuplejsza dziewczyna świata, szalenie mądra i pomocna. współczesną Grecję zna od podszewki. w czasie przejazdów opowiadała nam o wszystkim, o zwyczajach, świętach, prezentach, systemie szkolnictwa, religii, typowych i nietypowych zachowaniach... byłam pod wrazeniem jej wiedzy i tego, ze nie zachowywała sie przy tym jak tetryk i mentor. udalo mi się złapać tę dwójkę w teatrze w Epidauros, gdzie George prezentował nam swietną akustykę teatru, rzucając na środek sceny monetę 50 centową ;) jej brzęczenie usłyszeli wszyscy w teatrze :)

widzę pewien postęp w polskiej świadomosci ;) na caly autokar tylko dwie osoby nosiły skarpetki i sandały ;) w tym jeden dojrzały gość (z prawej, zwany przez nas Mędrcem) i jeden chłopaczek. jest postęp. dwa lata temu nad polskim morzem takich zdjęc mielismy z Brzydalem ze 30, a to było tylko kilka dni wieczornych polowań ;)))

ogrom kanału korynckiego łatwiej było pojąć widząc śmiałka skaczącego na bungee z jednego z mostów. przepływając pod nim, wszyscy na statku klaskaliśmy mu, a on na znak zwycięstwa unosił w górę kciuk :)

a to ja, Wasza Złośnica w akcie nieokiełznanej radości, w jednej z dzikich zatoczek prześlicznej wyspy Amouliani. po takich kamieniach mozna bylo przejsc kilka metrow wgłąb morza, czekając na to, która fala nas pokąsa, a która nie :)


jaka to była piękna chwila... chociaz nie wiem, czy to zdjęcie to oddaje ;)

a tutaj juz przedostatni dzien, wracalismy z Peloponezu w kierunku Tesalonik. zatrzymalismy sie na pare chwil na Riwierze Olimpijskiej, gdzie ozyły wszystkie moje wspomnienia związane z wyjazdem tam sprzed 4 czy 5 lat... ponizej Brzydal i Zlosnica razem :)

i to tyle... na koniec powiem Wam, ze ostatnią noc spędziliśmy w na maxa wypasionym hotelu z 30 km od Tesalonik. był luksosowy, ale trochę dziwny ;) bo umieszczony posrodku pola bawełny ;) dookoła nie było zupełnie nic. nasza grupa tam była, bo samolot do Katowic mielismy rano, wiec mielismy miec blisko na lotnisko Makedonia w Tesalonikach. pokoje byly super, choc nie powiem ze zdziwilo mnie wielkie na pol sciany lustro przy lozku ;). umarlismy ze smiechu, gdy zamiast tv polonii natknelismy sie na jakis kanał hard porno ;) a gdy rano zobaczylismy wychodzącą z hotelu cizię (taką na maxa typową ;) ) wszystko stało się jasne ;). co oczywiscie nie zmienia mojej opinii o hotelu. po 2 tygodniach niedosypiania, bylo mi naprawdę miło, że lulamy w takich swietnych warunkach ;) posrodku pola bawełny...

jutro jeszcze coś wrzucę. mam nadzieję, ze jeszcze oglądacie te fotki, a nie lecą w kosmos, w próznię czy w cokolwiek innego. będzie jeszcze kategoria "pyszności" oraz "typowe" ;). ale to jutro.

pozdrawiam. Złośnica (od jutra na offie)

tour de greece - zwierzaki

w Grecji są miliony bezdomnych zwierząt. na szczęscie w kurortach i centrach nie są ani wygłodniałe, ani agresywne. nad morzem w tawernach kotów jest najczęsciej tyle samo, co gości. oto przegląd greckiej fauny. poniżej kocur, który pilnował kasy w Epidauros.a to na wyspie Amouliani. zagadka: ile kotów widać ;) ?
koty uwielbiają mieszkać w ruinach, bo kamienie bardzo nagrzewają się od słońca i jest cichutko :) to zdjęcie z Tesaloników.
to też Tesaloniki
ile kotów widać ;) ? Delfy.


ile kotów widać ;) ? Kalambaka.
greckie koty nie reagują na polskie "kici kici"...


król plazy

król wybrzeza




ten nawet miał serduszko przy obrozy, a bujał się w okolicach wjazdu do Ouranopoli :)

wieczorne wietrzenie brzucha na akropolu w atenach, z widokiem zapierającym dech! mialam ochotę polozyc sie obok niego ;)

do zabytków psy i studenci wchodzą za darmo ;) tutaj psiurachy odpoczywają w starozytnym koryncie, słuchały naszej przewodniczki.


kóz niestety było bardzo mało, chcialam zrobic zdjecia z calym stadem, ale wpadlam tylko na te dwie. po drodze czasem bylo widac jakiegos 100-letniego pastuszka jak pędził całe stada, ale to zawsze na trasie...

upalna grecja to krolestwo owadów... cykada numer 1

ćma ma basenie, co za potwór ;) prawie wielkosci kafelka ;)

Delfy, cykada numer 2. wczesniej siedziała Brzydalowi na plecach, a ja mało nie padłam na zawał ;)

w Ierissos na głownym deptaku w ziemie wpuszczone jest długie na kilka metrów oszklone akwarium.

ryba po grecku ;)))) razem z nami czekały na prom do Tripiti :)

mewy towarzyszyły nam podczas całego rejsu wzdłuż republiki mnichów. statek robił fale, wyskakiwały z nich małe rybki, a mewy je wtedy CAP!

szukanie ochłody w Tesalonikach

w tawernach na stołach zawsze jest chlebek. jedni go wcinają, a inni karmią ryby albo ptaki. tych drugich jest oczywiscie wiecej ;)

a to zwierzaki wprost z muzeum archeologicznego w atenach, pochodziły chyba z cypru... zauroczyły mnie, bo mają zupełnie inne kształty niz nasze znaleziska czy nawet nasze stare zabawki czy zwierzaki z malowideł czy rycin...


to tyle zwierzaków. jeszcze tylko dodam, ze Grecja wcale nie jest tak cywilizowana, jak myślałam. okazało się, że w samych Atenach zyje kilkaset tysiecy bezdomnych psów. grecy wyłapali je na czas olimpiady 2004 co do jednego, niezły pomysł. wykastrowali je, tez niezły pomysł. a po olimpiadzie wywalili te osy znowu na ulice. wytargałabym takich idiotów za łby. koszmar. poza tym dopiero 4 lata temu nakazano ustawowo wywozu śmieci z domów! wcześniej mozna bylo wyrzucać worki nawet przez okno na ulicę ;)
postaram się później wstawić jeszcze zdjęcia ludzi...
dziękuję za cierpliwość, kochani jesteście :)
a od jutra OFF Festival!
Pozdrawiam, Złośnica