niedziela, 30 listopada 2008

bańki mydlane w Krakowie

byliśmy dziś w Krakowie :)
pewien chłopak puszczał wielkie bańki mydlane, za pomocą sznurka maczanego we wiadrze :)
a z tego zdjęcia jestem najdumniejsza :) ha! tak! tak!
wszystko ok. zaczynam kolejny tydzień. niedługo będę bez aparatu, ale o tym za kilka dni...
Pozdrawiam,
Złośnica Nohavicova ;)

koncert Jaromira Nohavicy w Chorzowie

nie wierzę, ze to wszystko się stało. oczywiście prawie nie spałam zeszłej nocy, ale jak tu spać po takim wydarzeniu?



przed wejściem na salę kupiłam od Tolka Murackiego nową płytę Jarka i dvd "rok diabła", wydałam wszystkie pieniądze i usadowiłam się w swoim trzecim rządku :) goścmi Jarka w Chorzowie byli właśnie Tolek Muracki i Tadeusz Woźniak, kazdy z nich wykonał 2, 3 piosenki (support ;) ), a później przyszedł Jarek, wywołując wielkie owacje, zanim jeszcze się odezwał. i rozpoczął się fantastyczny maraton cudownej muzyki, pięknych piosenek i przezabawnej konferansjerki, którą Jarek robi oczywiście po polsku :). zaśpiewał chyba wszystkie piosenki, które chciałam usłyszeć, w tym "Zatimco se koupes", "Co se to stalo, bratricku", "Mikymauz", "Mam jizvu na rtu", oczywiście "Cieszyńską"... połowę koncertu śmiałam się jak na dobrej czeskiej komedii, a połowę przeryczałam, nie mogąc (a może i nie probując) panować nad emocjami. Publiczność bawiła się świetnie, wszyscy śpiewali, klaskali, pokrzykiwali coś w kierunku sceny, Jarek się śmiał i był wyluzowany. powiedział że czuje się tak, jakby grał dla znajomych, więc dodawał takie bonusy jak... "Orangutan na propan butan" ;). Jestem zachcywona. było najgenialniej. nie pamiętam, jaki inny koncert w przeciągu ostatnich 3, 4 lat zrobił na mnie aż takie wrażenie. i to bez dodatkowych efektów - był tylko Jarek z gitarą i heligonką na scenie, czasem wchodził zespół, ale rzadko. on sam robi więcej, niż niejedna kapela w całości.
a to okładka płyty, świezutka, dostepna poki co tylko na koncertach, ale juz niedługo również w sklepach. spłukałam się i zostało mi chyba 3zł ;) ale warto :)

to chyba tyle, wybaczcie że ta notka taka długa, ale musiało tak byc :)
fantastycznie.
Złośnica
ps. fotka nie jest moja! gdzies z netu...

środa, 26 listopada 2008

wydział filologiczny - okno na świat

według planu jestem na wydziale tylko dwa razy w tygodniu. w praktyce jestem czasem 4 razy, a czasem wcale... dziś np. byłam tam do późna, pewnie ochroniarze zastanawiali się, czemu ta ekipa znów samowolnie zajęła jedną z sal wykładowych ;). na wydział jadę również jutro, mimo że nie mam zajęć. czyzbym dopiero teraz rozumiała, co to znaczy studiować? bywać na uczelni nie po to, zeby dostawać zaliczenia i dziwaczne wpisy z wykładów?

jak nazwać to foto? "Okno na świat"?

ogólnie jest ok, mimo ze padam na nos. oby tylko efekty były!

poza tym zajęcia z włoskiego są fantastyczne... załuję, ze nie mam tyle czasu, ile potrzebowałabym na naukę słówek i gramatyki na bieząco. ale bardzo się staram!

Nohavica juz w sobotę. umieram z radości. i z intensywności doznań.

pozdrawiam. Bardzo Zmęczona Złośnica.

ps. w Białce naśniezają Kotelnicę, mówiłam Wam? widać na kamerkach! został miesiąc do wyjazdu.

w czytelni


w czytelni BŚ było całkiem fajnie. obawiam się, ze przez najblizsze miesiące będzie to moj drugi dom ;).
byle do przodu! muszę wreszcie zacząć pisać... tzn. pisać to, co powinnam, a nie to, co chcę. hmm.
Złośnica

niedziela, 23 listopada 2008

polowanie na sikorki

zaczaiłam się dziś przy tarasie i polowałam na sikorki. uważam, ze skoro je dokarmiamy sumiennie, skoro tata zbudował dla nich takie piękne karmidełko ;), skoro zawsze mają chlebek, słoninkę i nasionka, mogłyby cholerny jedne czasem mi zapozować ;) a nie, ja zamarzam, poluję, celuję, już naciskam spust aparatu, a one z gracją fruną na nasze rajskie jabłuszko. ale coś się udało złapać. sikorki były dziś zachwycone :).

nieźle nimi chuśtało (był bardzo mocny wiatr), ale dawały radę. widziałam też rudzika. nie wiem, który z tych ptaszków jest piękniejszy :)
na koniec zaśniezony park. na spacer wyprowadził mnie (i moje psy) brunet wieczorową porą :)

Złośnica

sobota, 22 listopada 2008

i stała się śnieżność

i jak Wam się podoba? rano byłam zdziwiona i zadowolona z powodu śniegu :) widziałam tez kamerki z Białki, nie dość ze pada, to jeszcze naśniezają! ha! Brzydal i Belzebub wcześnie rano napisali do mnie śniezne esy :) bardzo zadowolona.
1. widok na park

2. widok z okna (taki mam jak jestem przy kompie, o ile komp jest na biurku, a nie w lózku)


lecę do wielkiej szafy sezonowej. muszę poznosić na dół rzeczy, których mam zamiar uzywac przez najblizsze miesiące... witajcie kolorowe szaliki, mufki, nauszniki i milion czapek i wielopalczaste rękawiczki!
dziś idziemy na Maraton Najgorsze Filmy Świata. w planach: "Plan 9 z kosmosu", "zły mózg z kosmosu", "Zabójcze ryjówki" i "Maniak" :D fantastycznie. nie mogę się już doczekać (a czekam od kilkunastu dni, aaa....) wspaniale, cudownie :) a później machnę recenzję. ha!
życzę Wam miłego weekendu, czytelnicy, gallowie-anonimy, tajniaki i ekshibicjoności-dżunglarze :)
Złośnica

piątek, 21 listopada 2008

pierwszy śnieg

spadł dziś pierwszy śnieg. co prawda mokry i paskudny, ale nie ma co ukrywać: śnieg śnieg śnieg. mnie nie przeszkadza, mimo że jest zimno i nieprzyjemnie. Kalosze, szalik, kaptur... Do tego kilka rodzajów herbaty. i... kominek.

poza tym byliśmy z Brzydalem na "33 scenach z zycia". interesujące iii... i chyba nic poza tym. spodziewałam się większych emocji. ale jest ok, wart uwagi film, pofragmentowany jak zaden inny. polecam.

za to jutro... jutro z Belzebubem idziemy na taką imprezę kulturalną, ze on kilku dni nie gadamy o niczym innym :D Brzydal nie idzie, to nie na jego nerwy ;)). ale to jutro, jutro...

poza tym nasz licznik wybił 1.000 odwiedzin przez niecałe 2 tygodnie. niezły wynik, nie spodziewałam się. oczywiście wiem, co to spowodowało, ale moze choć część z Was będzie tu wpadac regularnie? zapraszam.

nie będę smęcić o tym, jak urządził mnie mój własny lekarz. grrr grrrrrr. juz mi przeszło, prawie ;).

pozdrawiam :* Złośniczka

piątek, 14 listopada 2008

Jesus Christ Superstar!

nie spałam pół nocy. wszystko przez nieco ponad 30 piosenek.
w 2000 roku byłam 3 razy na spektaklu "Jesus Christ Superstar" w Teatrze Rozrywki. gówniara byłam, ale z gustem;). Janusz Radek, wtedy młodziutki, przystojny, zupełnie nierozpoznawany, cudownie wykreował postać Judasza. Maciek Balcar jeszcze nie występował z Dżemem, mało kto wie że wydawał wcześniej solowe płyty. Tu zagrał Jezusa. Spektakl mnie wtedy rozwalił i sprawił, ze zaczytywałam się Biblią, mimo że jak wiadomo z kościołem nie mam wiele wspólnego. katechetka w liceum mało nie padła, jak w kilka sekund wyrecytowałam imiona apostołów ;)... stare dzieje. zachorowałam wtedy na piosenki z Chorzowa. z Wysp sprowadzono dla mnie oryginalną wersję. szukałam, prosiłam, sępiłam o polską wersję. 8 lat. i mam ją, mam! cudem jakimś się znalazłam, w jakimś archiwum na przedziwnym forum. nie mam pojęcia skąd ktoś to miał, ale walę pokłony w podzięce. słuchałam bardzo sługo. piosenka Piotra i Marii Magdaleny "Rozpocząć jeszcze raz od nowa" to coś, za czym tęskniłam 8 lat. wspaniałe, genialne. pewnie jeszcze kiedyś na to pójdę... moze są chętni, zeby tez pójść? :)))

a zeby nie było, ze bez zdjecia ;)
+

-----------------------------------
Gdy dokoła mam przyjaciół grono,
a na stole chleb i wina dzban,
widzę pytań sens, które we mnie płoną,
i na najtrudniejsze z nich odpowiedź znam :)

(Ostatnia wieczerza) -
chciałabym umieć tak rewelacyjnie tłumaczyć :)
-----------------------------------

Ogólnie bardzo zadowolona :) warto było czekać. Złośnica słuchająca i rozsłuchana.

czwartek, 13 listopada 2008

nareszcie zdjęcie razem ;))

specjalnie z myślą o naszych czytelnikach zrobiliśmy sobie wspólne zdjęcie :) w pozdiemiach Urzędu mozna pozyczyć kask, zeby w niskich korytarzach nie rozwalić sobie głowy. oczywiście kasku nie chcieliśmy, ale do zdjęcia - jak najbardziej ;) i Brzydal tylko powiedział "dawaj będzie na bloga" ;)). ludzie idą, a my jak kołki z kaskami na twarzach, do tego psie szczekanie ustawione w moim aparacie na samowyzwalacz...


a ponizej trochę trwaki, zebyscie tej szarej jesieni nie zapomnieli, jak wygląda lato ;) Dolar patrzy z niedowierzaniem, jak daleko mozna zajechać na mordzie ;)

pzdr
Złośnica
ps. Spider-Mama i Daw kupili w miniony weekend cudne nowe aparaty :) czekam na efekty i zyczę dobrej zabawy :) :*

wtorek, 11 listopada 2008

urząd wojewódzki nocą


byliśmy wczoraj wieczorem na wieczorno-nocnym zwiedzaniu Urzędu Wojewodzkiego w Katowicach :) od kiedy studiuję na Placu Sejmu Śląskiego, maniakalnie wpatruje się w ten piękny budynek. gdy dowiedziałam się, ze mozna będzie z przewodnikiem poznać jego zakamarki, od razu namówiłam Brzydala i... pojechaliśmy ;) (jak w tej reklamie apapu).
mieliśmy cudownego przewodnika, widzieliśmy najważniejsze sale (błękitną, marmurową), gabinety marszałków, wojewodów, zeszliśmy do skarbca, widzieliśmy wodną półapkę na złodziei, poznaliśmy historię gmachu, zakamarki, ciekawostki, ale najlepsze jest to, ze przeszlismy kilkadziesiat metrów pod ziemią słynnymi korytarzami, które są pod Placem Sejmu, GCKiem i Urzędem. przeszliśmy od strony ulicy Jagiellońskiej az na drugą, do dawnej willi wojewody, wszystko zgięci wpół, bo miejsca malutko, zimno i wilgotno ;) ofiar nie było, choc przewodnik smiał się, ze juz od roku szukają jednej zaginionej kilkudziesięcioosobowej grupy ;)... cały urząd szalenie mi się podobał, jest wcześniejszy niż nasz polski sejm na Wiejskiej. zdziwiło nas, ze sejm jest niemal odwzorowaniem naszego śląskiego sejmu. czyzby się sugerowali? sala obrad jest identyczna, tyle ze miniaturowa. uroczo. bardzo jestem zadowolona, mimo ze po przejsciu kilku kilometrow korytarzami poznym wieczorem padałam na nos ;). polecam wybrac się tam za rok, trzeba się jednak przygotować na kilkugodzinne stanie na dworze (chyba ze jest się Brzydalem i Złośnicą, którzy dzięki organizacji i urokowi osobistemu ;))))) czekali tylko 40 min i to w środku, w ciepełku ;) ).
a ponizej jeszcze ptaszek, ktorego ustrzeliłam :)

dzisiejsza eskapada do czeskiego cieszyna i do ustronia zupełnie wyssała ze mnie siły. oczywiscie nadal nie jestem w pełni swoich dawnych sił, ale staram się, zeby bylo jak najlepiej :) wracam do nauki włoskiego. buonanotte!

poniedziałek, 10 listopada 2008

trójka Drombo

do jasnej cholery...mam taką minę, jak ten ludek z lewej. albo ten pośrodku. na basenie były setki (tysiące?) cholernych świątecznych pseudopływaków. okazało się, że mnóstwo ludzi ma dziś wolne (dziwne, moj ojciec i brat pracują... chłopak i teść równiez), więc zapragnęli iść moczyć swoje nieruchawe tyłki do nemo. znalazienie wolnej szafki graniczyło z cudem. miałam rozkodowanego czipa, zresztą nie ja jedna. w wodzie dzikie tłumy. żeby chociaz pływali, ale nie, miotają się w wodzie jak poparzeni, wszędzie małe rozwrzeszczane dzieciaki, których nie cierpię i zero miejsca. ilekroć uruchamiałam własnego kraula, ktoś dostawał w łeb, więc zaprestałam tych praktyk. na sportowym po kilka osob na torze. powaliło ich wszystkich, powaliło... sportowcy. jak z koziej dupy trąba. bleeeee. bar dzo zła.
moze pózniej będzie lepiej. muszę jechać do ligoty. a później chętnie skoczymy na zwiedzanie podziemi urzędu wojewodzkiego ;).
poza tym szukam kamery cyfrowej i orbitreka ;) jeśli ktos ma jakies rady, to chętnie przyjmę.

niewypływana Złośnica (uwaga, kąsam)

sobota, 8 listopada 2008

jak pies z kotem

to jest post o tym, ze nie mozna zyc stereotypami :)

i o tym, ze przeciwienstwa się przyciągają ;)
a tak w ogóle, to była to cudowna sobota :) w rytmach hitów wczesnych lat 90. + zakupy + paparazzi + naprawianie mi drukarki (zestaw młody technik). jest git.
żałowałam dzis, ze nie mialam w torebce aparatu. oj działo się, działo, a ja tylko 2mpix w komórce. wstyd ;). ale dało radę.
pozdrawiamy.
B. i Z.

środa, 5 listopada 2008

magiczna kula

"coś mało magiczna ta twoja kula!" - powiedział na wstępnie mój Przebrzydły, po czym zabrał się za robienie zdjęć. zrobił je tak, ze kula dopiero teraz jest magiczna!

u nas urwanie głowy i brak czasu, ale b. pozytywnie. nic więcej nie powiem ;)

Zł-ca :)





To i ja się dorzucę z fotką jedną taką szybką demoniczną :-)


Brz.

poniedziałek, 3 listopada 2008

żyję kolorowo


jesień bardzo ładna. jestem szalenie zapracowana. na szczęście mam tyle roboty, że zupełnie nie mam czasu się umartwiać, ze znow jestem cholernie chora. na basenie super, podrywał mnie jeden starszy pan ;). szalony tydzień, a dopiero się zaczął. deadline się zbliza, zbliza! wczoraj nadgoniłam z robotą, za to mam zaległości z włoskiego. magisterki chyba w ogole w tym roku nie tknę, nie mam czasu. tylko czytam nocami wspaniałego Kaczkowskiego 42 rozmowy. Brzydal tez zapracowany, chociaz inaczej. bylismy razem na 7 czy 8 cmentarzach, w tym u towarzysza Gierka :). szczęśliwa jestem i tyle :)
a to stare zdjęcie jest... Brzydal je zrobił pare lat temu, beze mnie. ładne kochanie, ładne ;).
pozdrawiam
z ł o ś n i c a
aaaa najważniejsze! koniecznie zobaczcie filmiki z moimi psami, oto jeden z nich http://pl.youtube.com/watch?v=e4ddIpLznaQ pozostałe dwa na moim profilu na youtube.