sobota, 28 lutego 2009

piątek, 27 lutego 2009

literacko

widzę pewne podobieństwa...

1. ...krokodyla daj mi luby...

2. ...księżniczka na ziarnku grochu...

Bonus: Babcia (l. 87, nauczycielka z 50-letnim stazem) powiedziała wczoraj tak: "Już był w ogródku, już witał się z gąską... i kogo on później zobaczył? Zosię czy Telimenę?"

są rzeczy, z ktorych śmieją się tylko poloniści ;)

Złośnica

czwartek, 26 lutego 2009

Soszów raz jeszcze

ludzie są różni. jedni nie lubią żółtego sera, a inni nie lubią zimy. ja nalezę do tej pierwszej grupy;).

Złośnica

środa, 25 lutego 2009

dom z klocków

niektóre kamienice w katowicach wyglądają jakby je dzieciaki zbudowały z klocków. wyrastają w rogach podwórek, w miejscach gdzie nikt się nie spodziewa, niepasujące do niczego i ukryte przed obcymi.

ta tez była ukryta. dopóki jej nie odkryłam ;)

Z.

niedziela, 22 lutego 2009

Jon Anderson is a dreamer

Wczorajszy koncert był bardzo miły dla ucha. Zostawiam linka do ładnej, nowej piosenki Marka Jałowieckiego. Polecam fanom zjawiska zwanego singer-songwriter. Reszta może sobie odpuścić.

http://www.youtube.com/watch?v=iojM5XGuMNY

"pewne rzeczy to znak, że zamyka się świat"

Nie mam dla Was żadnej fotki. Brzydal też nie ma, bo całą niedzielę był zajęty mną ;)). Obiecuję poprawę, od poniedziałku.

Złośnica

sobota, 21 lutego 2009

sobota

w Mysłowicach na pogrzebie profesora Szumutki było mnóstwo ludzi... pełno znajomych twarzy z uczelni, kościół wypełniony po brzegi, szelest chusteczek i co chwilę czyjś zduszony szloch. wzruszająca, piękna, dostojna ceremonia pożegnania niezwykłego człowieka z mojego kochanego wydziału. naiwnie wmawiam sobie, że w przyszłym tygodniu znów zobaczę profesora na korytarzu czwartego piętra, że usłyszę jego charakterystyczny śmiech, który powodował efekt domina: każdy, kto go słyszał, też zaczynał się śmiać. gdy ksiądz zaczął mówić przed kościołem, wyszło słońce.

pamiętam, jak podczas zajęć prof. Szumutko zapytał kogoś o zdanie na temat Konopnickiej. ktoś odpowiedział, że nie ma zdania, bo nie lubi Konopnickiej. Profesor zaśmiał się i powiedział, że literaturoznawca może nie lubić jakiegoś pisarza, ale musi jednak coś o nim wiedzieć. Powiedział, że to tak, jakby się poszło do lekarza i powiedziało: "panie doktorze, boli mnie trzustka". a doktor na to: "ale ja nie lubię trzustki".

pamiętam też, jak całej grupie postawił na ćwiczeniach herbatę owocową. powiedział wtedy, że chce dla nas stworzyć prawdziwie kawiarnianą atmosferę.

herbata była chyba brzoskwiniowa, bardzo gorąca, w białych kubkach z Gołębnika.

dzięki profesorowi zapamietam, że nierasowy myśliciel to filozoficzny kundel. i że nihilista to ten, który lekceważy rzeczywistość.


spotkało mnie wielkie, ogromne szczęście, że mogłam chodzić na zajęcia profesora Szymutki. i nikt mi tego nie odbierze.

===============

ta sobota miała wyglądać inaczej. wieczorem idziemy z Brzydalem na koncert Old Time Radio, Iowa Super Soccer i Marka Jałowieckiego. do Mysłowic. wczoraj znów byłam na Soszowie, ale wstawianie zdjęć uwazam za trochę nie na miejscu.

ale trochę z uśmiechem i trochę przez łzy wstawiam to: (oba zdjęcia z googli)

Złośnica

czwartek, 19 lutego 2009

odszedł profesor Stefan Szymutko

co napisać? nie chcę w to w ogóle wierzyć. Prof. Szymutko był wykładowcą, który zrobił na mnie największe wrazenie od początku studiów. Zadawał pytania, zmuszał do myślenia, nie dawał się zbyć wymijającą odpowiedzią. Z początku Człowiek-Zagadka, później już tylko Człowiek-Autorytet. Niezwykła postać o tak szerokich horyzontach, o tak jasnym umyśle, ze chciało się chłonąć od niego wiedzę, a 1,5 godziny ćwiczeń to było zawsze za mało. Intrygujący, drążący, niezwykły. Nie dalej jak miesiąc temu na korytarzu głaskał mnie po głowie i mówił: "nie martw się, na pewno twoja grupa przyjdzie", po tym jak podeszłam się pożalić, że chyba będę sama na seminarium. Zawsze można było zagadać do profesora, zaczepić. Pamiętam jak ostatniego dnia przed sesją uśmiechnięty szedł korytarzem. Ksiązka "Nagrobek Ciotki Cili", którą czytałam już dawno temu, jest najlepszą ksiązką poruszającą problem tożsamości, jaką miałam w rękach. W starym notesie mam przepisane gdzieś na szybko jej fragmenty. Chętnie się podzielę dwoma, zanim sami sięgniecie po "Nagrobek..."

------------------------------------------------------------------

"Zapytany o to, co odziedziczyłem z rodzimej kultury, od razu i bez trudu odpowiem: przywiązanie do własnej historyczności i koncepcję słowa, które nie powinno nigdy służyć samemu sobie. Inaczej zostaje się beblokiem, faflokiem, klytom, albo pierdołom dziyń dybry".

"Dlaczego musimy umierać? (...) Po co istnieją te wredne książki, które czytasz? Jeśli o tym nie mówią, to o czym plotą?"

-------------------------------------------------------------------
to wszystko ode mnie na dziś. przykro mi.
Złośnica

wtorek, 17 lutego 2009

Soszów

Soszów jest fantastyczny. w Beskidach jest teraz przepiękna zima. drzewa są bielusieńkie, a metrowa warstwa puchu zachęca do eskapad poza trasy. (to fotka z komorki, koszmarek, ale te drzewa, ktore wyglądają jakby je ktoś obsypał mąką...........)
trasy są świetnie utrzymane, szerokie. trochę typowo zielonych odcinków (dla zielonych narciarzy), większość czerwonych, ale jest i coś czarnego (dla czarnych charakterów).największe zalety wyciągów? zupełny brak kolejek :) świetnie utrzymany wjazd podwójnego orczyka - w innych miejscach narciarze robią koleiny, na których deski nie są stabilne. tu jechało się idealnie. wady? cena wyjazdu krzesełkiem dość wygórowana, nie jest to az tak długi wyciąg...
zdjęcia robione podczas jazdy mają coś w sobie ;) nigdy nie wiadomo, jaki będzie efekt.
tutaj tez jadęęęę! szaleję i straszę początkujących ;))).
o, a tu w całości :) na jakimś prawie pionowym odcinku. warunki bajeczne. to znaczy, ze mozna jechac i nie martwic się, czy jest bezpiecznie, czy spod śniegu nie będzie wystawał kamień, korzeń, kawał lodu. coś fantastycznego. coś... fanatycznego!

chyba nie muszę pisać, że jestem zachwycona :D. Brzydal z nami nie był, ale moze nastepnym razem da się namówić :).
Złośnica

niedziela, 15 lutego 2009

kolejne wyjście z ukrycia

kolejny raz macie okazję zobaczyć Brzydala i Złośnicę prawie na żywo ;) en face - tyłem. byliśmy dziś na bardzo śnieznym spacerze na koncu swiata, gdzie karmilismy kozice marchewką i strusie struclą morelową. wszystkim smakowało, a strusie ze szczęścia ślizgały się wzdłuz płotu.quiz: która noga jest czyja ;) ?
główną nagrodą w quizie będzie mozliwość zejścia po tych schodach. nikt nie wie, dokąd prowadzą. zwycięzca będzie mógł to sprawdzić.


dodatkową nagrodą będzie uśmiech Brzydala odciśnięty w betonie. uzbrojonym. po zęby.
pozdrawiamy śnieżnie
Brzydal i Złośnica
EDIT
popołudniu wpadliśmy do kumpeli po filmy. miałam jeszcze w torebce kawałek strucli morelowej ;) kupionej dla nas, ale strusiom tez smakowała. wyciągnęłam ją z torebki, rozmawiamy o strusiach.
Kumpela: ale to takie normalne ciasto?
Zlosnica: tak, strusie tez były zadowolone.
(kumpela probuje strucli morelowej)
Brzydal: ale myśmy już po strusiach nie jedli...
(kumpela robi wielkie oczy i przerywa jedzenie)
po chwili złośnica zabiera kawałek strucli, gryzie i resztę daje brzydalowi.
Brzydal: ale ja po strusiach nie jem.
Zlosnica: ale to nie po strusiach, juz po strusiach jadła i ona (kumpela), i ja.
(brzydal wcina).
hmmm ;)

sobota, 14 lutego 2009

kot paskowy

kot lubi siedzieć na oknie w łazience. pasjonuje sie roletami ;) ...
najlepsza zabawa to uderzanie łapą w roletę. nie mogłam się nadziwić, ze moze to trwac tak dlugo ;). dajcie spokoj ;).


byliśmy dziś na monodramie Jana Peszka "scenariusz dla nieistniejącego lecz mozliwego aktora instrumentalnego". jestesmy wstrząśnięci.
Z-ca

czwartek, 12 lutego 2009

Pomarańczowo, trochę kiczowo ;-)

Jako, że aura nie sprzyja ogólnie rzecz biorąc, a ja jestem zarobiony, a Złośnica mnie naciska, bo nie wstawiam fotek. Postanowiłem sie zmobilizować i chociaż wyszukać coś na dysku, bo póki co czasu na focenie brak ;-/.

Wykopałem na dysku takie oto potworki. Pamiętam jakby to było wczoraj, że siedziałem nad nimi trochę czasu, ustawiałem światło, owocki, wodę, dolewałem, odlewałem, wylewałem, a z efektu zadowolony i tak nie byłem ;-).

Adin

fotka co prawda już się u nas przewinęła gdzieś, kiedyś, ale jako, że pogoda nie sprzyja, to chociaż pocieszmy się ciepłolubnymi owockami ;-).

Dwa



Smatri w obrazec :-)

Pozdrawiam BrZ.

komiksy!!!!

Moi drodzy! ostatnio sprzątam trochę wokół komputera. moja przyjaciółka, która zna się na feng shui twierdzi, ze właśnie tu jest mój... kącik związków ;) sprzątam więc profilaktycznie i znajduję takie skarby, ze hej! np. przed chwilą znalazłam kilka wycietych z gazety starych komiksów. pochodzą z muzycznego pisma XL. udało mi się na jednym skrawku przeczytać, że z roku 1999. nieźle, miałam wtedy 14 lat, widać ze juz wtedy zapowiadałam się na dziwadło, zamiast czytać bravo girl ;) sięgałam po XL. nie wiem nawet czy to jeszcze wychodzi... tak czy siak, komiksy były fantastyczne, przede wszystkim "Florian i Gloria". zeskanowałam je dla Was, mam nadzieję że się spodobają :) bardzo podoba mi się ten z wanną. i z kosmitami. mam nadzieję, ze da się je powiększyc, zebyscie mogli przeczytac kwestie! warto zwrocic uwage na drobiazgi, które są w ogole siłą komiksów. zobaczcie w wannie, jakie miny strzela gumowa kaczka. jaką minę ma Florian, gry rzuca się na Glorię ku uciesze kosmitów. jak wyglądają owieczki, aż w dwóch komiksach ;) wypowiedź wydraulika - coś cudownego.

jeśli nie da się powiększyć przez bloggera, mozecie zapisac je na dysk jako jpg i powiekszyc kazdym programem do zdjęć. mogę je tez wyslac na maila kazdemu chetnemu ;)

uwielbiam te kilka rysunków :) tyle czasu ich nie widziałam!

pozdrawiam

Złośnica

poniedziałek, 9 lutego 2009

gdzie by tu pojechać...

czuję, ze juz niedługo będzie ciepełko:) ale to chyba za wcześnie, zeby zastanawiać się, gdzie chce się jechać na wakacje;)?

wszędzie, gdzie będą takie muszelki.

Złośnica

piątek, 6 lutego 2009

Cz-wa

patrzcie, gdzie dziś wylądowałam popołudniu! dopiero wróciłam. wyjazd był spontaniczny, powodowany potrzebą chwili. nie moją potrzebą, mnie aż taka trwoga nie ogarnia, choć moze powinna.

pozdrawiam

Złośnica

środa, 4 lutego 2009

jak przez mgłę

mam sporo do zrobienia, ale obecnie wszystko widzę jak przez mgłę. za oknem tez.

dobry endokrynolog ze śląska p i l n i e poszukiwany, moze jakiegos znacie.

Złośnica

poniedziałek, 2 lutego 2009

rocznica na śniegu

opanowaliśmy Górę Żar. moja piękna deska i brzydalowe narty czuły się świetnie na tym arcydługim stoku (jakieś 1300 metrów), który zaczyna się niewinnie, ale kończy niezłym piekiełkiem :) zimowe szaleństwo. widoczność nie 100%, ale dookoła i tak bardzo ładne szczyty, woda, sosenki i chmurki ;) do tego 80 cm śniegu, mało ludzi, wjazd bez czekania (po lewej widać mały zółty tramwaj, to właśnie tym sunie się na górę. ukradliśmy to z zakopiańskiej Gubałówki ;) ). tu widać oczywiście pierwsze 200 metrów zjazdu, prawdziwa zabawa zaczyna się trochę nizej... ale tam bałam się zjechac z aparatem w dłoni.

a teraz będzie romantyczne ględzenie. jeśli nie chcesz czytać romantycznego ględzenia, opuść bloga i wróć dopiero wtedy, gdy napiszę kolejnego posta ;) ponizej kilka linijek pustych dla tych, co chcą uciekać ;)))
---
---
---
Romantyczne ględzenie:
wyjazd w góry był po części spowodowany naszą ósmą rocznicą :) parszywe z nas gołąbki, wiem. cierpliwosci, juz nie będę ;)))).
Złośnica - Gołębica ;)
ps. na liczniku stuknęło nam 2500 odwiedzin bloga, od polowy listopada. dziękujemy za zainteresowanie i zapraszamy ponownie :)))))) :*