niedziela, 31 maja 2009

BB 2 - Złośnica

nie myślcie sobie, że tylko Brzydal robił w BB zdjęcia. też robiłam. widać po nich, jak się różnimy. nawet jak oboje patrzymy na to samo i robimy zdjęcia, to wychodzą z tego dwa różne spojrzenia. hmm.
trochę jak w Egerze.trochę jak w Cieszynie.


gołąb musi być.goły chłop w fontannie.
mokre wycieraczki na pierwszym planie megu snu. krople były pod spodem, pod szkłem.
nie mam pojęcia, co to, ale mogłabym mieć takie w pokoju;)



ogłoszenia parafialne:
- za 2 dni - "Cholonek" wiadomo gdzie
- za 8 dni - recital Roberta Talarczyka "Słowa" w Teatrze Rozrywki

zwracam Waszą uwagę na nasz nowy zegar ;) dopiero teraz zmieniłam czas na letni;).
Złośnica

BB 1 - Brzydal

Witam Państwa w to jakże piękne, słoneczne, kościelne święto, oznaczone w kalendarzu kolorem czerwonym, kiedy to wszelkie "markiety" są zamknięte ;-). Otóż postanowiliśmy dziś ze Złośnica śmignąć do BB w celu nawiedzenia nowej galerii handlowej, jednakże okazało się, że owa galeria jest dziś zamknięta. Żeby nieszczęście było kompletne dziś od rana sadziło z nieba takim deszczem, że masakra. Pomimo wszelkich przeciwności natury i kościoła postanowiliśmy, że jednak dojedziemy do BB i będziemy się tam dobrze bawić. Jako postanowili tako uczynili i po godzince byli na parkingu ;-).

Parking zlokalizowany jest na dachu domu handlowego w centrum miasta, a dół prowadzą takie oto schodki, mnóstwo schodków (uwaga klimat B&W, idustrial, itp., itd.)



Z klatki schodowej wychodzi się do takiego oto pasażu handlowego (kolejny industrial ;-) ).


A teraz troszku miejskich widoczków, w pierwszej kolejności budynek Poczty Polskiej.


Teatr Polski w BB



I na koniec istna wariacja autora :-).



Z zielono świątkowym pozdrowieniem
BrZyDaL

czwartek, 28 maja 2009

oddałam pracę

oddałam pracę. na uczelni zostały trzy egzemplarze, cztery zdjęcia a'la gwiazda filmowa, trochę papierów, płyta cd, indeks... trochę mi pusto. Mrówka mówi, ze to coś na kształt depresji poporodowej. hm.

ponizej kilka fotek dzisiejszych... na początek ksiązka, dowód na to, ze publikować mozna tez bez wiedzy i zgody autorow;).
a tak czułam się po wyjściu z wydziału, po oddaniu pracy...
później pomyślałam, ze jestem po prostu kolejnym w szeregu studentem, którego to spotkało:). Brzydalu, Ciebie tez to niedlugo spotka!
popołudniu rodzice kazali mi odreagowac te wszystkie przesiedziane nad pracą dni i noce i wyciągnęli mnie tu i tam... dostałam nawet coś miłego, za to ze w ogole nie marudziłam pisząc pracę :)))
a paczuszka kryła mój nowy ukubiony zapach! perfumy zawsze z czymś mi się kojarzą, z waznymi wydarzeniami, podrozami... dokladnie pamiętam, jakie miałam perfumy na przyklad na maturze... wiadomo, z czym do konca zycia będzie mi się kojarzyc CK :)

trzymajcie się :)
Złośnica

środa, 27 maja 2009

koniec?

właśnie wróciliśmy z Brzydalem z drukarni, z której przytargaliśmy potwornie duzo papieru;). chyba juz mam wszystko...

cieszę się, ze wiem, ze kilka osob czeka, zeby tę pracę przejrzeć. naprawdę mnie to cieszy:). poza tym nie pamiętam, kiedy ostatnio tak świetnie spędziłam tyle czasu, jak teraz nad tą magisterką. wszystko, co dotyczyło pisania, sprawiało mi przyjemność. zarywałam noce, wstawałam tak wcześnie jak nigdy, poprawiałam, dumałam, komputer niemal przyrósł mi do dłoni, miałam tyle energii! jak słuchałam cudzych narzekań, że ktoś pisze własną pracę i się męczy od pierwszej strony, nie rozumiałam, o co chodzi. zobaczymy, co dalej. koniec...?

nie napiszę nic więcej, bo gonią mnie sprawy redakcyjne, które mocno zaniedbałam z powodu mgr. zaniedbałam tez festiwal filmowy. a, na niedzielnej komunii było świetnie!

Z.

sobota, 23 maja 2009

tonę w papierach

jeśli wydaje się Wam, ze nie mozecie juz przyspieszyc, to bądźcie pewni, ze jednak da się to zrobic. nie byłam na ostatnich konsultacjach (za to bylam w najprawdziwszym studiu nagraniowym!), ale i tak zostałam tak pogoniona, ze siedzę nad mgr po kilka godzin dziennie i walczę z aneksem (ktory jest nieprzyzwoicie wręcz wielki), przypisami, bibliografią, wymyślaniem tytułu, słów kluczowych, próbuję panować nad interlinią i innymi drobiazgami, które nie zawsze mnie słuchają. dotąd miałam ładny porządek w magisterkich notatkach i plikach, teczki, katalogi, papiery uporządkowane. teraz w moim pokoju jest jak po przejsciu tajfuna (tajfun18;) ). papiery są wszędzie, na biurku, na stolikach, parapetach, pod kompem, na drukarce, na kolanach, wszędzie. tonę w papierach. a na pulpicie mam jak cyganka w tobołku. ogólnie mój pokój od lat odzwierciedla to, jak intensywnie pracuję. im intensywniej, tym większy w pokoju bałagan (Włosi mówią na to che bordello, o ile sie nie myle...). uwierzcie, ze obecnie mam w pokoju tra-ge-dię. na zdjęciu tylko kawałek. nie pokazę Wam tych stosów ciuchów, ręczników, pizamek z rózową panterą, psich zabawek, płyt i ksiązek, bo wstyd.
a tu jeszcze foto z piątku. te przejścia, przejścia... niech będzie, ze jeszcze widzę jakieś światło na końcu;).


idziemy jutro z Brzydalem i całą rodziną na komunię. w zyciu nie byłam na takiej imprezie (nie licząc mojej własnej sto lat temu) i jestem ciekawa, jak będzie. pewnie później będzie mi brakować tych kilku godzin poza domem. wiem, jestem maniakiem. a, przez ostatnie dwie noce przeczytałam "Cholonka". bez tego nie brałabym się za pisanie recenzji, a niedługo się wezmę.

mój Najwazniejszy Wywiad hula po necie. kto wie, czego szukać, ten znajdzie. a kto nie wie, a chce poczytac, niech da znac. jestem wciąz bardzo szczęśliwa z powodu tego tekstu:)))).

miłej niedzieli Wam zyczę. trzymajcie się!

z.

czwartek, 21 maja 2009

stworzyliśmy razem teatr cieni. 2 lata.

równo 2 lata temu, 21 maja 2007 roku, w katowickim klubie Cogitatur, swój ostatni koncert zagrał mój najukochańszy ze wszystkich zespół Delons. Koncert odbył się w ramach 10. Festiwalu Filmów Kultowych, w tle był wyświetlany film, a chłopaki z zespołu zagrali jeden z najlepszych koncertów na jakich byłam. do teraz zdarza mi się wspominać ze znajomymi te cudowne wieczory, podczas których było nam dane słuchać Delons na żywo. magia. a to, co działo się wtedy w Cogi, było zupełnie niesamowite. Teraz wiem, że to lepiej, że podczas tego koncertu nie wiedziałam, że to ich ostatni koncert w ogóle. Oni pewnie też nie wiedzieli. Gdybym miała tego świadomość, pewnie przeryczałabym calutki koncert, nie słuchając, nie patrząc, nie chłonąc. Pewnie ryczałabym jeszcze tydzień przed i miesiąc po. a tak to byłam, słuchałam, zupełnie zafascynowana i zatopiona w tych dźwiękach, w gitarach, klawiszach, skrzypcach... Te koncerty dawały mi tyle siły, skąd miałam jej aż tyle? Żeby jeszcze choć raz usłyszeć "Skarby ukryte w miastach" w tym składzie, dałabym się pociąć... żeby znów wpaść w całości w moje ukochane "z biegiem czasu"... tutaj właśnie ta piosenka, nagrana tego dnia, na tym koncercie, ostatnia. ostatnia ze wszystkich http://www.youtube.com/watch?v=vAWrtK5rjxQ
wracam do tej piosenki w wersji demo potwornie często. najczęściej wtedy, kiedy jest mi źle, albo kiedy narozrabiam. jest takim stałym, konkretnym kamykiem, po który zawsze mogę sięgnąć i pewnie go poczuć, gdy inne rzeczy gdzieś uciekają mi bokiem czy między palcami.
dwa lata bez zespołu. z tego kilkanaście miesięcy durnej, niczym nie motywowanej nadziei, że jeszcze wszystko będzie ok, że będą koncerty, nowe piosenki, płyta... tak strasznie mi zalezalo, a nie mogłam zrobić nic. przekonałam się wtedy, ze człowiek częściej ryczy nie ze smutku, a z bezsilności.
ehh, idę. obejrzyjcie tego linka, jeśli macie ochotę na coś, co mnie zupełnie rozwala, a ja temu na to pozwalam bez mrugnięcia okiem.
Złośnica

środa, 20 maja 2009

Najgorsze Filmy Świata - Glen czy Glenda

Moim ulubionym cyklem FFK są najgorsze filmy świata, które oglądam już trzeci rok. dziś przyszła kolej na debiut Eda Wooda, nazywanego najgorszym rezyserem wszechczasów. "Glen czy Glenda" jest koszmarem filmopodobnym, z drewnianymi dialogami, z nietrzymającymi się całości wątkami, z pędzącymi - nie wiadomo dlaczego - stadami bizonów... rzecz o przebierającym się w damskie ciuszki dziwaku i o tym, jak na to wszystko reaguje jego narzeczona.

była tez mowa o jakimś zielonym smoku, który siedzi na progu, zjada małych chłopców, małe ogonki szczeniaków i wielkie, tłuste ślimaki. nie pytajcie mnie o nic, tego się nie da opisać. tym, którzy nie mieli jeszcze okazji oglądać najgorszych filmów świata, serdecznie współczuję ;) i mam nadzieję, ze to nadrobią. znając te filmy, człowiek w ogóle patrzy inaczej na kino;). uśmiałam się zdrowo, było fantastycznie, a najfajniejszy w tym wszystkim jest Jacek Rokosz, filmoznawca, który opowiada o prezentowanych filmach. mogłabym go słuchać bez końca:).
Wczorajsza "sól ziemi czarnej" tez mnie wciągnęła, choć na szczęście inaczej, niz Glenda. teraz juz rozumiem, dlaczego to klasyk. nie dam rady iść dziś wieczorem na Milka. mam mnóstwo roboty i nie mam pojęcia, jak się wyrobię.
pozdrawiam, Z.

poniedziałek, 18 maja 2009

12 Festiwal Filmów Kultowych

rozpoczął się 12 Festiwal Filmów Kultowych. Dzisiejsza konferencja prasowa (w siedzibie GKS Katowice) stylizowana była na "Misia" Barei. W roli prezesa Ochódzkiego wystąpił dyrektor FFK Tomasz Szabelski. na zdjęciu: prezes częstuje papierosami z poprzedniej epoki, otoczony przez fotoreporterów (uwielbiam dźwięk migawek...).niektórzy potrzebowali czegoś mocniejszego ;)
inne rekwizyty? sztućce na łańcuchach, szklanki z nadrukami, rzekomo niemiła kucharka w fartuchu i aluminiowe gary. musztarda w plastikowych kubkach i oranzada z kapslem.

było tez znane z "Misia" śpiewanie do szafy :)) ku czci prezesa. a w szafie...:

Festiwal więc jest już otwarty... dwutygodniowe święto filmu w Katowicach:). Mam w planach kilka filmów, więc będę dawać znać, co i jak :) zaczynam jutro w południę od Kutza. rozmach i róznorodność imprezy gwarantują, ze kazdy coś dla siebie znajdzie:).
Pozdrawiam
Złośnica

sobota, 16 maja 2009

Akant na Teatralnej

uwielbiam katowickie knajpki... Dziś moim knajpkowym towarzyszem był Pan Es. ;) Oboje pierwszy raz byliśmy w katowickim pubie (kawiarni? klubie?), Akant na ulicy Teatralnej. jest tam tak fantastycznie, ze chciałam zostac na noc :) wszędzie antyki! obrazy, meble, sprzęty, walizki, dodatki, głowa dzika, kadzidełka, fantastyczne kolory, muzyka, zakamarki, coś niesamowitego. ponizej stolik pod gołą panią ;) a jeszcze nizej dlugasny korytarz. genialne miejsce.
kojarzy mi się ze sklepami cynamonowymi... kto chce tam ze mną iść na długie ploty albo równie długie siedzenie w ciszy i chłonięcie atmosfery tej niezwykłej piwnicy:)?
Z.

czwartek, 14 maja 2009

bilety

gdy grzebałam w szufladzie, wpadł mi w ręce plik biletów. ale nie byle jakich! to skasowane bilety do Korezu. przejrzałam daty i okazało się, ze pochodzą z niecałych dwóch sezonów. to tylko te spektakle, na które chodziłam jako regularny widz, bez zadnych patronatów medialnych, wejściówek (które stresują mnie zawsze i czuję się jak sęp;)), bez terminowych recenzji (chociaz i tak pisałam). mam jeszcze gdzieś takie zupełnie stare bilety z Korezu, z okolic roku 2000, gdy pierwszy raz wciągnęła mnie ich niewielka, kameralna scena... Przygodę z Korezem zaczęłam od "Homleta". później przyszedł "Scenariusz" i "Kwartet". I "Niedźwiedź". "Ballady"...

z tych wszystkich sztuk, które tam widziałam, najlepiej wspominam "Kometę". dzięki niej na dobre wessał mnie Nohavica. Kometa widziana na korezowym niebie juz trzy razy. Świetnie ogląda się "Kolegę Mela Gibsona". w celi widziany dwa razy. to fantastyczny monodram, podczas którego nie widziałam aktora, tylko człowieka. świetny "Cholonek". gwara, mit, stół. rodzina, człowiek wkręcony w historię. modlitwa do czornego Stanika z Częstochowy. my tak juz zawsze będziemy jedną nogą tu, a drugą tam. Cholonki to nie byle co, widziane dwa razy. i na tym na pewno nie skończę. Złośnica

ps.chodziłam tam tez na goscinne spektakle... Genialnie "Intercity", poruszające "Utarczki", spektakle Karnawału Komedii... niewiele mam takich miejsc, w których skumulowało mi się az tyle dobrych wspomnien :)

wtorek, 12 maja 2009

Gaba Kulka "Niejasności"

video
dziś mam dla Was pierwszy profesjonalny teledysk Gaby Kulki. Piosenka "Niejasności" promuje najnowszą płytę tej zjawiskowej dziewczyny, "hat, rabbit". kawał świetnej muzyki.
teledysk pożyczyłam z youtube:) oglądajcie koniecznie!
Złośnica

niedziela, 10 maja 2009

"Terapia Jonasza" ostatni raz w Teatrze Rozrywki

dziś przywitałam się z Jonaszem. pożegnałam się z nim również, bo w Rozrywce zagrali go dzisiaj ostatni raz. pożegnanie z tytułem. co czuje załoga przedstawienia, kiedy gra ostatni raz...?
jestem w zupełniej euforii teatralnej. w głowie huczą mi słowa: atmosfera, czekanie, oczekiwania, zaskoczenie, postacie, emocje, emocje, emocje!!! nie chcę tutaj, teraz rozkładać spektaklu na czynniki pierwsze. nie ta pora, nie te myśli w głowie, czekają książki do włoskiego, czeka Szwejk... może jutro... kupiłam fantastyczną płytę, do której dołączona jest książeczka z calutkim tekstem sztuki. genialne wydawnictwo.


Świat istnieje gdzieś, w którym życie tak jak w kinie, słodko plecie się kolorowo i niewinnie, pracę każdy ma, ma pieniądze i rodzinę, nie odczuwa lat, słońce świeci, woda płynie. Pewnie myślisz sobie: gdzie tak bywa?Jak miejsce to znaleźć i jak się nazywa? Pewnie myślisz sobie: niemożliwe... Fantazje to, żarty, bajki dziecinne. Pewnie się namówić na to damy, że to jest to miejsce, to w którym mieszkamy, ale nie do końca prawdą będzie to...

Jonaszu, czy jesteś z siebie zadowolony?

Złośnica. Bardzo Zadowolona;).

sobota, 9 maja 2009

kot Ziętek muminki kot Nikisz +5000

w południe mierzyłam kota. zrobiłam fotki, bo nikt by mi nie uwierzył, ze kot ma te 85 cm gdy lezy pod krzakiem...
zbliżenie:
w Katowicach zameldowaliśmy się u Gospodarza.

były tez inne sławy.
komuś zniknął kot, na samochodzie było przyklejone ogłoszenie. moze ktoś widział kotka? okolice mojego wydziału!
nie widziałam w poblizu budki z kebabami, ale moze cos jest na rzeczy;)
a na koniec Nikisz, rekonesans.

tyle.
jutro pożegnanie z "Terapią Jonasza". choć dla mnie będzie to jednocześnie i powitanie, i pożegnanie.
Złośnica
ps. zadziwiacie mnie, drodzy czytelnicy, tajniacy, kolezanki, wrogowie (ugryźcie sie) i ekshibicjoniści dzunglarze... :). nakręciliście 5000 odwiedzin. dziękuję za zainteresowanie i zachęcam do dalszego ujawniania się ;) nie mam najbledszego pojęcia, kto tu przychodzi, poza moze pięcioma osobami. a nie wierzę, ze ten obrót licznika robi nam te pięć osób ;)). dziękujemy za korzystanie z naszych linii i zapraszamy ponownie;). :-*

piątek, 8 maja 2009

przygoda z dobrym wojakiem Szwejkiem

w południe wzięłam się za "Przygody dobrego wojaka Szwejka". o powodach lepiej nie pisać, bo to skomplikowane, co się stało i co mi się w głowie zrodziło. fakt jest faktem, że w domu Szwejka znalazłam bez żadnego problemu i bez ociągania się zaczęłam czytanie tomu pierwszego, co kawałek parskając śmiechem. znalazłam dla Was na necie mój ulubiony jak dotąd fragment, pod tym linkiem http://www.sendspace.com/file/56bhu1 mozecie go ściągnąć, czyta Jerzy Stuhr. a jest o tym, jak Szwejk trafił do domu wariatów.
Kacper zbudził mnie dziś o 5:58 rano. darł się jak zwykle, w połowie schodów, wykorzystując świetną akustykę tego przestronnego miejsca. z dalszego spania nici. czytałam więc o tym, jak przebiegała uroczystość nadania probostwa pewnemu księdzu w pierwszym kościele na Giszowcu, ponad 100 lat temu.
fotki nie będzie, ale za to macie słuchowisko:).
Złośnica

czwartek, 7 maja 2009

Muza

Muza mi się śniła. O 7 rano obudziłam się cała uryczana. Sen był tak strasznie realistyczny! Muza. Muza, Muzunia. Nasza perska kotka, najprawdziwsza mama mojego kota Kacpra. Po niej Kacper ma takie półdługie futro. Muza. Piękna, dostojna, charakterna kocica. Była z nami 14 lat. Muza była zawsze. i śpię. Wczesny ranek, słyszę jak psy już chodzą po domu. I nagle czuję, jak Muza wskazuje na moje łóżko. Widzę ją, wyciągam ręce i ją głaszczę, normalnie czułam jej futro w rękach, przysięgam. Głaszczę chwilę, a później ona znika. Otwieram oczy, Muzy oczywiście nie ma, bo jak ma być. Nie ma jej od kilku lat. Wiele miesięcy po jej stracie byłam pewna, że słyszę ją w domu. Zahaczała pazurami o dywany, było ją słychać. Pomrukiwała bez powodu. Miałam problem ze znalezieniem fotki. Nie mieliśmy cyfrówki za czasów Muzy, nawet nie wiem, czy Brzydal już miał, a Brzydal był pierwszą osobą z cyfrówką, którą znałam. Znalazłam gdzieś w albumie taką fotkę i zeskanowałam:

oba koty przychodziły do kuchni o określonej porze w ciągu dnia. siadały zawsze w tych samych miejscach. śmiałam się, że od tych futrzanych tyłków powycierały się już miejsca na wykładzinie. tak siedziały i czekały, aż ktoś da im ulubioną, pokrojoną drobno wołowinkę. Muza była ślicznym, rasowym persem. z ładną mordką, a nie taką płaską, jak teraz mają persy. obecnie persy mają pyszczki jakby się pocałowały z czołgiem. płaskie nosy. fuj. Muza taka nie była. zupełnie jakbym ją dziś głaskała. niesamowite. może mnie jeszcze kiedyś odwiedzi...

wywiady gotowe, wysłane do autoryzacji. 4 rozdziały magisterki oddane na papierze do poprawy. kupiłam pierwsze w tym roku konwalie.

Z.

środa, 6 maja 2009

koktajle

to wyszło jakoś przypadkiem, kilka minut na gg i już byłyśmy umówione na popołudnie. koleżanka, która jakiś czas temu wyjechała na drugi koniec Polski, a teraz wybiera się na drugi koniec Europy, wpadła do rodzinnego miasta na 3 dni. konieczne wyjście, konieczne rozmowy. konieczne miłe miejsce i coś pysznego do picia. koktajle. dużo owocowych koktajli.

popłakałam się ze śmiechu, wspominając liceum. rzucanie parasolką w krzaki. chowanie się za garazem zamiast biegania 8 kółek wokół boiska. zaczepianie sąsiadów z wysokiego balkonu. i sto innych wspomnień. okazało się, że teraz mamy więcej wspólnych cech i przemyśleń, niż kiedyś. serdeczna rozmowa z kimś fajnym to coś, co bardzo mi się przydało po tym dziadu lekarzu. kumpela powiedziała, że nie wyglądam na chorą i że promienieję ;) więc moze nie jest tak najgorzej.

wywiady się klecą. od słowa do słowa. pomiędzy zdaniami.

Z.

wtorek, 5 maja 2009

najważniejszy wywiad :)

udało się! wywiad był, odbył się, miał czas i miejsce :) cieszę się niezmiernie, cieszyłam się zresztą wiele dni wcześniej, zastanawiając się i stresując, czy do rozmowy w ogóle dojdzie (jako urodzony cynik i sceptyk, przy przekładaniu terminu śmiałam wątpić). ale doszło. Moją uroczą koleżankę ściągnęłam z szaleństw po Krakowie, żeby udokumentowała to wszystko swoim magicznym aparatem:). a później, po rozmowie, poszłyśmy obie na "Cholonka" :)))))))). coś wspaniałego. jestem potwornie szczęśliwa. a poniżej plakat.


mam kilka dni, zeby ogarnąć to nagranie i napisać dwa teksty. dobrze, że będę mieć znów coś do roboty, bo dzisiejsza wizyta u lekarza (który jest tak stary, że już pod grunwaldem mówili mu: idź stąd dziadku, bo tu zaraz będzie bitwa) nie napełniła mnie optymizmem. nie chce mi się myśleć o tym, co mówił i jak się strasznie na mnie darł. chciałam wrócić do domu tak szybko jak mogłam, ale i tak w aptece spędziłam 25 minut, zanim któraś z 12 aptekarek (nie zartuję) wzięła ode mnie receptę i odebrała mi ostatnie pieniądze. Słuchałam "Galanterii" Much i myślałam tylko o tym, zeby wrocic i pisać ten wywiad. i właśnie się za to zabieram. trzymajcie kciuki, żeby było ok.
pozdrawiam, Z.

sobota, 2 maja 2009

"Żyd" Artura Pałygi

Lubię ich głaskać po włosach i wyciągać z ich przykurzonych czupryn delikatne nitki pajęczyn ledwo widoczne w blasku słońca. Lubię wsłuchiwać się w ich szepty, kiedy myślą, że my, żywi, nie jesteśmy w stanie ich usłyszeć. Lubię spacerować z nimi po ich cmentarzach i zaglądać im w oczy, kiedy czytają własne nazwiska na nagrobkach. Lubię patrzeć, jak przeźroczyści tańczą na ulicach dzisiejszych miast w fiszbinowych girsetach i atłasowych tużurkach. Lubię słuchać kiedy się śmieją i tańczą walca w halach supermarketów wybudowanych na gruzach ich kamienic. Czasem się ich boję, kiedy przychodzą nocą w półśnie, półjawie, z zaciśniętymi ustami na martwych twarzach i patrzą na mnie z wyrzutem i złością. Boję się ich smutnych oczu, na których jak stygmat maluje się ból zapomnienia przez nas, żywych. Boję się, że kiedyś i ja o nich zapomnę, że rozmyją się w świetle dnia i pękną, jak mydlane bańki, pozostawiając po sobie tylko ledwo wyczuwalny zapach naftaliny. Moje dybuki...


"Żyd" - Teatr Polski w Bielsku-Białej, gościnny spektakl w Teatrze Zagłębia

autor - Artur Pałyga
reżyser - Robert Talarczyk
scenograf - Michał Urban

na scenie - Kazimierz Czapla, Jadwiga Grygierczyk, Grzegorz Sikora, Katarzyna Skrzypek, Tomasz Lorek

tekst powyżej - zaczerpnięty z programu. fotka z netu.



pozdrawiam,

Złośnica Wstrząśnięta Spektaklem

piątek, 1 maja 2009

szczęśliwy Dolar

video
jakość filmu nijaka, ale to w biegu przed spacerem ujęcie złapane komórką. Dolar ma zwyczaj dokładnego tarzania się przed wyjściem na spacer. ma w sumie dwa przyzwyczajenia. pierwsze z nich to wycieranie po jedzeniu mordy o wycieraczkę-jeża, a drugie to właśnie tarzanie się w trawie, gdy idziemy na spacer, ja jestem przy furtce, Rubel już w połowie drogi do parku. Dolar wtedy odstawia prawdziwy festiwal tarzania i wygląda na wielce szczęśliwe psisko.
ja przez ostatnie dni byłam trochę mniej szczęśliwa niz zazwyczaj. badania musiałam zrobic, czeka mnie mój stuletni pan doktor, nastrój mocno średni również z innych przyczyn, których nie chce mi się tu wywlekać. Dolar jest na tym filmie tak z siebie zadowolony, że po cholerę psuć posta moim nudzeniem.
pozdrawiam.
Złośnica