niedziela, 29 listopada 2009

źle

zły humor. od kilku dni. zły zły zły.
wczoraj "dom zły". dla odmiany, bardzo dobry.


humor zły, a co najgorsze, nie wiem, co mogłoby mi go poprawić. ani nie proszę Was o propozycje.
Z.

czwartek, 26 listopada 2009

napis

Jeszcze jedna fotka z niedzieli. W przerwie między dwoma aktami monodramu Jandy, z telefonem przu uchu szukałam jakiegoś cichego miejsca w Pałacu Kultury Zagłębia. Na jednej z pustych ścian wisiał napis, któremu zdążyłam jeszcze zrobić zdjęcie, zanim pognałam na II akt:




















Nie wiem, skąd się tam wziął, ale jeśli był obliczony na zaskakiwanie ludzi błądzących po PKZ, to na pewno się udało:).


Z.

środa, 25 listopada 2009

długopis

...dlatego warto czasem czytać paragony ;-)


Złośnica

wtorek, 24 listopada 2009

niedziela - wtorek

To były absolutnie niezwykłe, nadzwyczajne 3 dni. Nadzwyczajne, bo cudowne, ale też w znaczeniu poza-zwyczajnością;). O niedzieli coś już pisałam, o Dyktandzie, o Jandzie i o tym, że nawiedziła mnie Spider-Mama. Poszłyśmy spać po 3 w nocy. Było wino i śpiew;) Wino nasze, śpiew nie nasz. Puść coś jeszcze! Puść "Tajfun"! Proszę bardzo;).

Poranek przyszedł zbyt wcześnie. Kawa i gadanie. A później piekłyśmy muffinki z jagodami, słuchając muzyki, przypominając sobie różne głupoty, robiąc zdjęcia i śmiejąc się jak gupki. Oglądałyśmy "Milka". Było jak na wakacjach:). Pierwszy taki dzień od nie-pamiętam-kiedy. Dla mojej serdecznej koleżanki chyba też:).
Wrzucam też fotki psów, bo towarzyszyły nam cały czas.

Popołudniu obowiązkowy tour de Katowice. Rynek, Staromiejska, Mariacka, Złoty Osioł!!!!! Wegetariańsko. Plac Sejmu, Hipnoza, Korez, Ligonia, dyrekcja Ars Cameralis, Archikatedra, Wydział Filologiczny (bo z łazienkowego okna na V piętrze Katowice wyglądają cudownie), Wojewódzka, Bankowa, Teatralna, Akant!!!!! Wielka kawa i serca.

W Sosnowcu wieczorem Zakręcona, a później oczywiście No Name. Za czerwonymi drinkami wszędzie pójdę w ciemno;). Śmiejemy się we trójkę i robimy zdjęcia. Mnóstwo zdjęć. Późnym wieczorem wracamy taksówką do domu. Nagle nawigacja kierowcy mówi głośno "uwaga, niebezpieczne miejsce". wybuchamy śmiechem, bo jesteśmy już na mojej ulicy, a taksówkarz pyta, czy może chcemy tam wysiąść;). Po północy padam na nos i niemal nie mam siły zgasić światła.

Dziś 7 rano, niewyspana próbuję otworzyć oczy. Wiedziałam, że nie będzie łatwo. Pierwsza kawa. Po chwili druga. Pakuję się na zajęcia z włoskiego i na kolejne kilka godzin w biurze. Czemu ten mój komp jest taki ciężki...? Na włoskim nawet nie było źle, kontaktowałam i mówiłam. Później, biegnąc z Koszutki do Biura, kupiłam litrowy (!!!!) napój energetyczny, zacisnęłam zęby i 4 godziny pisałam non stop. Teraz wróciłam do domu i obiecałam sobie, że chwilę odpocznę. Na spokojnie. Siedzę więc sama w domu i walczę ze zdjęciami.
to były absolutnie genialne dni, bieganie po mieście i łażenie po knajpach, rozmowy szeptem i wybuchy śmiechu, sprawy serrrrcowe, zawodowe, służbowe, naukowe i kompletnie niepoważne również. jutro idę robić wywiad ze specjalistą od mikrobiologii czy czegoś w tym stylu... wieczorem się tym zajmę. poprzeczka zawieszona wysoko, bo mój Poprzedni Rozmówca Popularny Poważny Aktor powiedział mojemu Mastahowi różne miłe rzeczy na mój temat, więc muszę trzymać poziom. Tylko jak...?
Boję się, że najdalej za kilka dni braknie mi sił. Po prostu nie wstanę z łóżka. Ale udaję, że o tym nie myślę.

Pozdrawiam!
ps. uwielbiam czytać nazwy drinków... :))) ludzie mają wyobraźnię!

poniedziałek, 23 listopada 2009

niedziela 22.11

post na szybko. trzy najważniejsze elementy niedzieli.

1. od rana uczestniczyłam w Dyktandzie 2009. ze względu na wykształcenie kierunkowe, mogłam mieć w nim udział od strony organizacyjnej, a nie jako uczestnik. pilnowaliśmy (cała silna grupa takich jak ja), żeby wszystko było w porządku, żeby ludzie nie zgapali od siebie i żeby nie łazili bez celu przed kamerami. a później sprawdzaliśmy dyktanda. było genialnie, energetycznie i intensywnie. a najszczęśliwsza jestem z tego powodu, że sprawdzałam pracę faceta, który wziął trzecią nagrodę. miałam w rękach jego tekst, w którym były tylko dwa błędy ortograficzne o ile się nie mylę. jestem więc dumna z siebie, że to ja posłałam jego tekst do dalszej weryfikacji, że go gdzieś tam wyłowiłam, że wpadł w moje ręce. gratuluję uczestnikom, a Mastahowi dziękuję za to, że sprawił, że tam byłam. musiałam się urwać, żeby zdązyć na...

2. ...monodram Krystyny Jandy w PKZ. "Ucho, gardło, nóż". brutalne, ostre, bezkompromisowe. szorstkie, drażniące i bezlitosne. przy dwóch godzinach z przeklinającą bohaterką doszłam do wniosku, że "popcorn" w zeszły weekend był milutki jak bajka na dobranoc;). Nie wiem, czy będe w stanie napisać o Jandzie. pierwszy raz w życiu widziałam ją na żywo i jestem kompletnie rozbita, zmieciona, zgnieciona jak puszka po coca-coli. musiałam szybko wrócić do domu (nie takie proste, kiedy ma się taaaaakie obcasy), bo...

3. ...wprost z Warszawy przyjechała do mnie znana z wielu komentarzy na tym blogu Spider-Mama:))). siedzimy od kilku godzin, rozmawiamy, wspominamy, nadrabiamy. kalifornijskie wino barrrdzo pyszne (bzy bzy...), i suszone pomidory, i milky way. i muzyka, dużo myzyki. mp3 i youtube. i dvd. Jałowiecki, Talarczyk i Grizzly Bear. pewnie jeszcze trochę posiedzimy, wszak dopiero druga w nocy.

idę. odezwę się.

środa, 18 listopada 2009

premierrr....

ja (radośnie do kumpeli): byłam na premierze!
kumpela (wyraźnie zaciekawiona): NA KTÓRYM???

bosz......;)))

a to był bielski "popcorn". kilka recenzji różnych autorów hula online. czytajcie, jeśli się wybieracie. a jeśli się nie wybieracie, to też czytajcie, bo może po czytaniu się wybierzecie:).

u mnie dziś dzień z "ashtray heart" placebo. i walka z jakimś strasznym osłabieniem. i z Foerem.

pzdr.

poniedziałek, 16 listopada 2009

po premierze

co za weekend! sobotnia premiera w BB kompletnie nas rozwaliła i spowodowała niekończące się dyskusje. pierwszą oczywiście w sobotę, w drodze powrotnej do domu, a drugą w niedzielę, którą właściwie przegadaliśmy całą, będąc znów w Bielsku, a później w Cieszynie. próbowałam pisać recenzję siedząc w aucie, ale nie były to warunki sprzyjające, (muzyka, gadanie, nawiązywanie pozawerbalnego kontaktu z kierowcami innych pojazdów), poza tym nie byłam przekonana, że chcę mieć gotową recenzję właśnie na niedzielny wieczór (trudne do zrealizowania, gdy na 10 godzin wychodzi się z domu). ale im bliżej wieczornej pory, tym bardziej mi zależało. próbowałam poukładać jakoś to, co mnie tak zmiotło podczas premiery i naprawdę nie spodziewałam się, że będzie aż tak pod górę. widocznie wyszłam z wprawy, a może spektakl mnie przerósł. grzecznie zaczęłam pisać o 20, a wyłączyłam kompa po 2 w nocy. do 3 w nocy w głowie kołatało mi się nazwisko Bruce Delamitri. i Wayne, i Scout, i Elton. nie mogłam się pozbyć z głowy tych bohaterów i tylko co chwilę zastanawiałam się, jak wstanę za 4 i pół godziny, później za 4 godziny... mój przeklinający budzik przed 7 bez litości przypomniał mi o konieczności przeprowadzenia ostatniej korekty, więc jak widmo powlokłam się do drukarki, poprawiam ostatnie szczegóły, które mnie drażniły i wysłałam tekst do publikacji. później już tylko musiałam postarać się, żeby nie wyglądać w Biurze jak najgorsze widmo albo chochoł;). i czekać na publikację. i na reakcje...


dniówka była świetna, jedna konferencja z Pewną Legendą, a druga z Panią Minister i Rektorami, dzikie tłumy, wielkie kamery i idealna organizacja dopięta na ostatni guzik (wciąż jestem pod wrażeniem). i pendrive ukryty w karcie kredytowej, na pamiątkę;). później pędem do domu na kilka chwil i galopem na spotkanie redakcyjne. wieczorem do domu, zasypiając w tramwaju. jako że dziś wzięłam z Biura robotę do domu;), czekało tu na mnie jeszcze jedno ważne zadanie. właśnie skończyłam, ze zmęczenia zaczynam się trząść, więc idę spać. jutro o 7 znów odezwie się mój przeklinający budzik. i dobrze. nie wyobrażam sobie, że mogłabym w tych dniach robić coś innego:).

najważniejsze to wiedzieć, skąd można czerpać siłę, gdzie jej szukać, kiedy jest potrzebna. a ja wiem.

buziaki.

i jeszcze fotka z Cieszyna


piątek, 13 listopada 2009

piątek 13.

Na dzisiejszych zajęciach dowiedziałam się m.in. tego, że jako użytkownik komputera, publikujący cokolwiek w internecie (np. tego bloga), powinnam publikować regularnie, żeby czytelnicy przyzwyczaili się do tego faktu i przychodzili równie regularnie. Że to podobno buduje sieć powracających, lojalnych czytelników. A to przekłada się na pozycjonowanie, a wiadomo, że pozycjonowanie jest w necie najważniejsze. Ale nie wiem, czy w moim wypadku jakakolwiek regularność jest osiągalna;). Dowiedziałam się też, że czytelnikom stron www lepiej wchodzą teksty pisane w grafice "gazetowej", czyli ciemne litery na jasnym tle. Zupełnie odwrotnie, niż tu. Powinnam też pomyśleć o tym, co zmienić w ramach welcome screenu... Może w ogóle czas na jakieś zmiany?

Ale oczywiście nie mam do tego głowy, bo jutro jest premiera w BB i dziwnym zbiegiem okoliczności stresuję się tym bardziej, niż jakbym sama grała główną rolę;). Propranolol do torebki, obcasy i jedziemy;)). Myślę też o tym, jak wkręcić się na poniedziałkową konferencję prasową z Bardzo Ważnymi Ludźmi, ba, wkręcić się i pomóc. albo chociaż być blisko i robić poważne miny;). Oczywiście organizatorzy jeszcze nie wiedzą o moich planach, ale w Biurze będę wcześniej, więc się dowiedzą.

Środowy koncert w Mega był bardzo udany. Dicki to nie jest zespół, do którego będę wracać (nic się nie zmieniło w moim odbiorze ich muzyki), ale Gaba pokazała klasę i zagrała naprawdę świetny koncert (fantastycznie brzmi na żywo i nie można oderwać się od tych piosenek w wersji live), a Czesław był strasznie uroczy, ale to akurat nic nowego;) (największe oklaski zebrał chyba jego perkusista, jak go kiedyś zobaczycie, to zrozumiecie). Bardzo udany wieczór, czasem fajnie spędzić kilka godzin w takiej klubowej atmosferze, jak za młodych lat;))).

Aaaaaaa.......... gdzie moja czarna torebka? Panika, panika. "W ogóle niech mi będzie wolno poradzić pani, Małgorzato, niech się pani nigdy niczego nie boi. To rozsądne" (Korowiow).

pzdr! :)

wtorek, 10 listopada 2009

4x ja

Nie mogłam się zdecydować, która z nich to najbardziej ja. myślę, że to 4 razy ja. a Wy jak myślicie?W Biurze i w jego okolicach byłam dziś od 9 do 17, pisząc, korygując, poprawiając, szukając i konsultując, biegając na obcasach i załatwiając. Fantastycznie. Po kilku godzinach intensywnej pracy Rzecznik zapytała mnie: "A czym ty się tak w ogóle interesujesz?" Nie odrywając się od tekstu, nad którym walczyłam, odpowiedziałam: teatrem, snowboardem... Rzecznik na to: "Teatrem? Proszę bardzo" - powiedziała, sięgnęła na pobliski stos ksiązek i dała mi 400-stronicową cegłę, niemal jeszcze ciepłą, prosto z drukarni. Na okładce tytuł "Przestrzenie we współczesnym teatrze i dramacie". Uradowana, od kiedy wróciłam do domu, nie wypuszczam jej z rąk;). Przypadki chodzą po ludziach. I prezenty czasem też;).
Jutro miałam być na włoskim od rana, ale wypadł w ostatniej chwili, więc mam czas, żeby nadrobić to, co czeka od kilku dni. A wieczorem... mnóstwo muzyki na żywo:). Dick4Dick, Gaba Kulka i Czesław, czyli Trójka Tour Katowice:))).
Zabieram książkę i idę do wyra. Kot czeka.
Pozdrawiam,
4x ja
-------------------------
Do Mrówki: kot uwielbia tekturę, to jasne;). Kot uwielbia też gazety i kartki papieru. Jeśli na stuhektarowym polu położysz jedną białą kartkę A4 i puścisz na to pole mojego kota, to najdalej po 5 minutach znajdziesz go wygodnie ułożonego na tejze kartce. Ba, polozysz małą zółtą karteczkę, a efekt będzie ten sam. Buziaki.

poniedziałek, 9 listopada 2009

śpiochy

Pada, czas wskoczyć w kolorowe kraciaste kaloszem i wyprowadzić psy. Pewnie trudno będzie je obudzić, bo Dolar stracił słuch, a Rubel najsmaczniej na świecie śpi na moim łóżku, wcisnął łeb na półkę szafki nocnej i leży beztrosko oparty mordą o podręcznik do teatrologii. Moze zasnął podczas czytania gazetki z empiku? Tak jak ja wczoraj... A tego księcia widzę w ten sposób, kiedy jestem przy kompie. Gruba teczka z tektury falistej;), kaloryfer, okno i ja blisko = kot w raju. Jak go znam, będzie tu przez najbliższe 6 godzin... Później bardzo możliwe, że dla urozmaicenia pójdzie "posiedzieć na kompie". I znów moja toshiba będzie cała w kudłach, hmm...
Na youtube jest coraz więcej piosenek z piątku. Wczoraj cały dzień słuchałam "Fana Elvisa", a dziś już tylko "Wiosna w Europie". Coś pięknego.

wiosna nie ma nic wspólnego z miłością
stała się pustym czasem na gładkim papierze
szumem pamięci
w komputerze
do słuchania i oglądania tutaj:
Dziś jeszcze full nauki włoskiego, choć mam w tej kwestii kryzys, zastój i problem. A jutro od rana w Biurze, idę robić fotoreportaż z bardzo powaznej uroczystości. Boję się strasznie.
Pozdrawiam.

sobota, 7 listopada 2009

po koncercie Dż

Cały zeszły tydzień mój budzik nieubłaganie dzwonił wtedy, gdy za oknami było jeszcze ciemno, a kładłam się spać koło północy, norma. Efekt? Wczoraj o 7 rano, od razu po przebudzeniu, czułam się tak, jakbym się w ogóle jeszcze nie położyła;). Od rana bieganina. Wyniki, lekarz (Syn Najstarszego Lekarza Świata, bardzo sympatyczny), później wielkie zakupy na mieście (musiałam odreagować, na sercu i w portfelu znacznie lżej), później na uczelni do późnego popołudnia. Brz. zabrał mnie ze szkoły i pojechaliśmy razem na cudowny koncert do Mysłowic.
Od razu wpadliśmy na znajomych. Rozbroił nas wystrój sali: wszędzie świece, jakieś lampiony, kaganki i światełka. Kulturalne stoliczki, kawa, która uratowała mi życie i wino, które podtrzymywało nas przy życiu w świetnych nastrojach;). Przez pierwszą część koncertu Marek grał sam, tylko z gitarą akustyczną. Wierzę, że był zaskoczony ilością słuchaczy. Oczywiście wszystkie stoliki pozajmowane, a do tego ludzie gdzieś pod ścianami, absolutny nadkomplet nieprzypadkowych słuchaczy. Rozstawiliśmy statyw, ustawiliśmy kamerkę i rejestrowaliśmy cały koncert. Później grał już cały zespół Ladislav, Marek zaśpiewał łącznie 25 piosenek z różnych lat, piosenek operujących różnymi emocjami, ale i tak w każdej z nich, jak tatuaż, siedzi niepowtarzalny styl Marka, coś co nie pozwala pomylić go z kimś innym. Nowe piosenki brzmią super, nie spodziewałam się, że "Stacja wild", zagrana z całym zespołem, tak zmieni swoje oblicze. Hicior:)! Humory dopisywały, publiczność skupiona i zadowolona, a ja wymiękałam tylko na moim kochanym "Fanie Elvisa" - chyba żadna inna piosenka nie kojarzy mi się bardziej z Delonsami. Niby stare dzieje, tyle się zmieniło, a we mnie to siedzi, niby uśpione, ale jak się zbudzi, to dajcie spokój... Ten zespół to w sumie też taki mój "tatuaz"...
Wiem mniej więcej, kto będzie chciał dvd z tego koncertu. Zajmę się tym, jak będę miała trochę więcej czasu. Będę też wrzucać na youtube. Poprzednie uploady utwierdziły mnie w przekonaniu, że warto, że chcecie, że oglądacie. Pierwsza piosenka z wczoraj juz hula on-line.
Dziś natomiast (oczywiscie przed 7 rano - nieprzytomna - zadawałam sobie pytanie, czy i ile dam radę wysiedzieć) przez 8 godzin wymyślałam billboardy, kampanie i reklamy telewizyjne. Było całkiem ok, choć wiem, że jednak chciałabym robić coś innego. A wieczorem płakaliśmy ze śmiechu, może dwie, może trzy godziny, w każdym razie tak długo, że w końcu zabrakło mi siły na te wygłupy.
Nie budźcie mnie jutro przed 8.30, proszę.

Pozdrawiam!

środa, 4 listopada 2009

nowe miejsce

Wszystkich Świętych (tzw. grobbing) podziałało na mnie całkiem nieźle. Byłam na kilku cmentarzach w trzech miastach, wspominałam, szukałam futer i borostworów i wypatrywałam znajomych twarzy (oczywiście sama też wyglądałam jak borostwór, choć futrzane miałam tylko rękawiczki i torbę). U Profesora Szymutki było tyle zniczy i kwiatów, że moje ledwo się zmieściły, a u Towarzysza Gierka dziękowaliśmy za gazetę.
Tydzień zaczął się z hukiem. Od teraz przez kilka tygodni będę się dokształcać w najprawdziwszym Biurze Prasowym ogrrrrromnej instutucji (właściwie największej tego typu w całym województwie). Po kilku godzinach tam mogę powiedzieć, że telefon dzwoni non stop, maile przychodzą non stop i robota jest non stop. Wszędzie informacje, wielka potrzeba informacji, pozyskiwania i wysyłania dalej, informacji porządnej, konkretnej i sprawdzonej. Ale jak to w nowym miejscu, człowiek na początku czuje się jak ciołek. Ale już nawet z marszu robiłam korektę tekstu Szefa Wszystkich Szefów, samego Arcyszefa;)! Trzymajcie kciuki.
Dziś byłam też na włoskim, chociaż sprawy redakcyjne i nowe, związane z Biurem, spowodowały że mocno zaniedbałam naukę włoskiego (poza tym jestem rozkojarzona, z przyczyn mało ode mnie zaleznych;)) ). I studia. Juz w piątek zajęcia z wykładowcą z Holandii, aaa:). Po drodze czeka mnie jeszcze wizyta w Urzędzie Pracy, gdzie będę próbowała załatwić coś Bardzo Ważnego Na Czym Mi Szalenie Zależy, więc muszę być poważna i nie dać się wyprowadzić z równowagi (zimna, wyniosła księżniczka, chciałoby się rzec za Bridget;)...). I po drodze jeszcze wyniki badań i Najstarszy Lekarz Świata, który mnie zabije, rozerwie na strzępy i zeżre. W tym natłoku zajęć (uwielbiam natłoki zajęć:) ) musi znaleźć się czas na koncert Marka w najblizszy piątek (o 19 w Mysłowicach, to nic że mam być na uczelni w Katowicach do 19.30, szczegół) oraz na koncert w najblizszą środę: Gaba Kulka, Czesław Śpiewa i Dick4Dick, Mega Club Katowice!kupiłam dziś bilety, cieszę się bardzo, bo Gaby Kulki dotąd nie widziałam na żywo, a Czesława na scenie widziałam z rok temu (nie licząc próby przed wiosennym koncertem w Katowicach, kiedy czekałam na przeprowadzenie wywiadu z nim i mocno zastanawiałam się, czy w ogóle dam sobie radę). Uwielbiam Gabę Kulkę, a piosenka "Hat, meet rabbit" to mistrzostwo świata:))).
Niestety nie idziemy na koncert Kultu do Spodka, bo w tym samym czasie jest koncert Marka. Ale nie wahałam się, co wybrać. Wiem, gdzie jest moje miejsce:).
cmok cmok.
ps. 9000 odsłon bloga? jesteście niesamowici;). grazie mille :-*.

niedziela, 1 listopada 2009

koncert Marka Jałowieckiego

6 listopada Marek Jałowiecki zagra koncert w Mysłowicach. Po kilku miesiącach przerwy Dżałówa znów na scenie! Jak uciec przed jesienią za oknem, deszczem i coraz mniej kolorowymi liśćmi pod nogami? Wystarczy przyjść na koncert Marka i na cały wieczór zatopić się w ciepłych dźwiękach gitary i w jego genialnych tekstach.

Koncert Marka Jałowieckiego
6 listopada 2009, piątek, godzina 19.00
Mysłowicki Ośrodek Kultury i Sztuki "Trójkąt"
ul. Laryska 5 Mysłowice - Brzezinka
bilety: 10 PLN

Serdecznie zapraszamy tych, którzy tęsknili i tych, którzy udają, że wcalenie tęsknili za muzyką Dż na żywo;). Zapraszamy tych, którzy pamiętają niezwykłe koncerty Delons i tych, którzy wolą jednoosobowe występy Marka.

Do zobaczenia na koncercie.

Z pozdrowieniami,
Fan Club Delons