wtorek, 29 grudnia 2009

wiosna 2009

Byle do wiosny
Więc dalej w pokłady
Na dno dzieciństwa gdzie nagle - za rogiem
Jest tylko echo
I szum nietoperzy
Jakby ktoś miotał kule czarnej wełny
(Stanisław Grochowiak)


Wiosną pisałam pracę, ale równocześnie zależało mi na tym, żeby nie zaniedbać redakcji i nikomu tam nie sprawić zawodu. Przypadek sprawił, że dane mi było zrobić wywiad z Czesławem. Przypadek czy szczęście? Pamiętam, że miałam może 2, 3 dni, żeby się choć trochę przygotować, a tego samego dnia, co wywiad, miałam najpoważniejsze spotkanie z promotorem, który mógł powiedzieć, że albo wszystko do kosza, albo piszemy dalej. Do kosza poszła na szczęście tylko moja nietrafiona metodologia. Wtedy dopiero zaczęłam wierzyć, że z tego przedziwnego tematu wyrośnie mi coś sensownego. Po tych konsultacjach pognałam na wywiad. Fotograf, dyktafon i 23 minuty tylko dla nas, ha! Umarłam z radości. Nawet nie chciał autoryzacji, co za człowiek, co za tekst…! A później kolejne artykuły. Spędziłam całe popołudnie z Megi i Igorem, zbierając materiał na reportaż. Byłam na spotkaniu z Kutzem (bałam się odezwać) i na spotkaniu z Rojkiem (nawet zabiłam go jakimś pytaniem;)). Nawet widziałam moje kochane Katowice z wysokości 30 piętra, wszystko dzięki redakcji. A później przyszły „Słowa” i nieco później wywiad, którego nie zapomnę nigdy w życiu. Choć oczywiście nie pamiętam z niego ani jednego słowa. Jasne, mam nagranie, ale nigdy do niego nie wrócę. Tak potwornie zależało mi, żeby zrobić dobry materiał, że w gck umierałam z nerwów, a ze strachu głupiałam i bladłam. A to był jeden z najpiękniejszych dni tego roku, nie mam wątpliwości. Pamiętam smak spełnionego marzenia. Nabrałam sił i dalej walczyłam z magisterką, z tekstami i z zajęciami z włoskiego. Promotor powiedział, że będzie czerwiec. Ja na to, że nie jestem przekonana. A on, że jest przekonany. I koniec dyskusji.

Brak komentarzy: