środa, 24 lutego 2010

gronostaje


 W połowie marca zaczynam Nową Pracę. O swych rozmaitych wątpliwościach rozmawiam z Mrówką. Fragmenty poniżej...

Zł.: Nic jeszcze nie wiem, jestem przerażona…
Mr.: Dowiesz się. Mam nadzieję, że nie każą Ci prasować jego gronostajów…
Zł.: JA SIĘ NIE BĘDĘ ZBLIŻAĆ DO ŻADNYCH GRONOSTAJÓW!
Mr.: … albo, co gorsza, karmić ich! Same przylezą…
Zł.: Co mam jeszcze robić? Głaskać je? Drapać pod brodą?
Mr.: Pomyśl, gdybyś była gronostajem, to co byś chciała, żeby Ci robili?
Zł.: Kochana, nie wypada pisać…
Po chwili:
Zł.: Będę na spacer wyprowadzać te jego gronostaje… Mam je zaszczepić na wściekliznę?
Mr.: Może już sam zaszczepił. Ciekawe, jak zwracać się do jego gronostajów?
Zł.: Jego Magnificencje Gronostaje Habilitowane?
Mr.: Już widzę te poranne polecenia… „Proszę mi przygotować gronostaje! Ale nie te wyjściowe, te sportowe!” Wiesz, ile rodzajów gronostajów będziesz rozróżniać po dwóch tygodniach?
Zł.: Tyle, ile Eskimos rodzajów śniegu…?
Mr.: „Pani Złośnico, kawa dla gronostajów!”…
Zł.: Gronostaje eko-sztuczne, z polara, z lisa, koronki koniakowskiej… A jak zaczną mi się rozmnażać?
Mr.: Hmmm… Może ma gronostaje tylko jednej płci. Grono(geje)staje.
Zł.: Jak się rozmnożą, to je opchnę na allegro.
Mr.: Szukam materiału zastępczego, zamiast gronostajów… Przyczepi sobie… paprotkę. W ramach ocieplania wizerunku.
Zł.: I jak będzie mu się coś podobało, będzie mógł szeleścić liśćmi z aprobatą. Ale w gronostajach na pewno jest ciepło.
Mr.: Gronostaje są innego zdania.
Zł.: Uwielbiam Cię.
Mr.: Ja Cię też.

Podczas znacznie dłuższej rozmowy wielokrotnie śmiałam się na głos i traciłam kontakt z rzeczywistością. Niektóre fragmenty nie nadają się do publikacji. Powoli oswajam się z myślami o tym, co mnie czeka. Gronostaje... Chciałabym pogłaskać te gronostaje;). Może kiedyś, jak nikt nie będzie patrzył...;)

Złośnica

niedziela, 21 lutego 2010

kometa

Znów "Kometa". Po wielu różnych wahaniach oraz zupełnie sprzecznych i zmiennych decyzjach, jednak "Kometa":). Przez ostatni tydzień, który wyssał ze mnie cały elan vital, czekałam w sumie tylko na sobotni wieczór. Czułam, że będzie super:). Spektakl świetny, nic nowego. Gdyby było inaczej, pewnie nie poszłabym na niego piąty raz;). Ale towarzystwo, nastrój i nagły zastrzyk radości sprawiły, że wieczór w Korezie był naprrrrawdę udany.
Wróciłyśmy z A. do domu. W sumie jak zaczęłyśmy rozmawiać o 18, tak skończyłyśmy o 3 w nocy. Miałyśmy co oblewać, o czym pamiętałam wracając z uczelni, zaopatrując nas w chilijskie wino. Słuchałyśmy muzyki, wspominałyśmy różne głupoty i rozmawiałyśmy o sztuce ;))) (taaa...). Komp był uruchomiony, a ja zapomniałam o złotej zasadzie internetu: "piłeś - nie pisz". Hmmm... ale było słodko, faktycznie.
O trzeciej racjonalnie zgasiłyśmy światło. O siódmej rano budzik. Po 4 godzinach snu wstałam bez problemu i od tego czasu uśmiecham się do siebie jak ciołek. Piękny wieczór, świetna noc.
Dzięki za towarzystwo!
I za maile...:)
:-*

Złośnica

bzy bzy...

bzy bzy, bosz, jak pięknie...
kometa i w ogóle...
szczególnie to w ogóle;)

Zet.

sobota, 20 lutego 2010

Mój osobisty milowy krok


Dzisiejszy dzień, 20.02.2010, uznaję za krok milowy w życiu mym skromnym, gdyż sprzedałem samochód ;-). Jako, że w środowisku znajomych i kolegów, a głównie w środowisku Złośnicy uznawany jestem za motoryzacyjnego zboczeńca, tym bardziej dzień dzisiejszy uznaję za wydarzenie.
Jednocześnie jestem na finiszu drogi w oczekiwaniu na nowy samochód, którego kolor reklamuje się hasłem: the most attractive color choice for ... . Marka niech pozostanie tajemnicą, póki co.

Przytłaczający był to dzień, tym bardziej w momencie, kiedy nowy właściciel autem odjechał, a u mnie pozostała tylko siatka z fantami. W tym miejscu, wyjątkowo, zrozumiałem przyzwyczajenie i przywiązanie Złośnicy do drobiazgów, jakiś pierdół, na widok których przypominały mi się historię ich kupowania, otrzymywania, nabywania, instalowania w aucie. W sumie rzadko się wzruszam, ale moment segregowania tych rzeczy już w domu wyjątkowo na mnie podziałał.

Dla osób niewtajemniczonych jest to tylko zbiór dziadostwa, niepotrzebnie wożonego przez ostatnie 5 lat ;-)

Brelok:

Siata, ładunek fantów z całego auta pozbieranych:


I to tyle, aktualnie oczekuję kolejnej furki ;-).

piątek, 19 lutego 2010

okulista. "dowód". chaos

8 rano, gabinet okulistyczny. Przymuszona sytuacją Złośnica cierpliwie poddaje się badaniu wzroku. Na ścianach tablice z literami, w ciemnym kącie chrzęst skomplikowanej maszynerii, a Złośnica ze źrenicami narkomana patrzy za światełkiem.

Okulista: Pani gorzej widzi na lewe oko.
Złośnica: ...
Okulista: Powinna Pani iść do okulisty!
Złośnica: ???

Kurtyna opada, razem z tym całym mocowaniem...

=====================================

Kochani, ten tydzień przypomina krajobraz po tajfunie. Ale poza nerwami, durnymi decyzjami i bzdurami, dzieje się też dużo dobrego. W skrócie:
- w środę widziałam "Dowód" Teatru Polonia. Na scenie Maria Seweryn, Andrzej Seweryn (reż.), Joanna Trzepiecińska i Marcin Perchuć. Fantastyczne przedstawienie, udowadniające, że nie ma nieteatralnych tematów. Maria Seweryn zagrała pięknie, jest ruchliwa i nieprzewidywalna. Momentami tak bardzo przypomina Jandę... Mimika, ruchy, nagłe wybuchy. Ale "Dowód" podobał mi się bardziej niż "Ucho gardło nóż" Jandy. Jeśli w najbliższym czasie znajdę 2 godziny wolnego czasu (czego...?), to napiszę tekst.
- wieczorami czytam Kutza. Powolutku idzie, bo go smakuję słowo po słowie. Nie spieszę się. Piękna, barwna literatura, pełna treści, barw, bohaterów przywróconych do życia. Jest w tym pewna baśniowość, jakaś magia mijających legend i opowieści, które aż proszą się o ocalenie.
- Kutz szedłby pewnie szybciej, gdyby nie to, że ostatnie dwa dni czytałam Vasconcelosa. Gdzieś kiedyś na necie trafiłam opinię o jakiejś książce, że wchodzi jak mleko waniliowe, a powala na ziemię jak wódka z red bullem. Vasconcelos jest właśnie taki.
- A wczoraj wieczorem ponad wszystko pochłonęło mnie czytanie scenariusza spektaklu. Pierwszy raz widziałam taki dokument i byłam zachwycona tropieniem tego, jak się rodzi przedstawienie. Pewnie inaczej bym go odebrała bez znajomości pierwotnego dzieła, ale cieszę się, że teraz znam oba. I oczywiście nie mogę się doczekać spektaklu:). Cierpliwość nie jest moją najsilniejszą stroną...
- w ciągu ostatnich dni latałam jak wściekła między urzędami a lekarzami. a w urzędach między pokojami. w przychodniach między okienkami i gabinetami. ale jest do przodu. wygląda na to, że moje starania po 4 miesiącach przyniosły efekt. jeszcze do mnie nie dociera, że chyba naprawdę się udało.
- wracam na uczelnię po przerwie spowodowanej sesją. jutro wielkie zaliczenie projektu, koniec semestru. te studia dają mi taką świadomość, że idę w dobrą stronę, w zgodzie ze sobą.

wybiegam! będę późno. a jutro... :))) jutro będzie super.
Złośnica

środa, 17 lutego 2010

Kucz Kulka w Sosnowcu - fotki

Wrzucam jeszcze zdjęcia ze styczniowego pięknego koncertu. Gaba Kulka, Konrad Kucz, magiczny wieczór.





Fotki są własnością Brzydala, który na pewno ma większą cierpliwość do fotografii ode mnie;). Z.

Kutz w Korezie - fotki

Nie wiem, dlaczego wstawiłam tylko jedno zdjęcie ze spotkania z Kutzem. Przecież mam więcej. Wrzucam teraz, dla uspokojenia rozszarpanych z rana nerwów.


Bernard Krawczyk

Mirosław Neinert i Jerzy Illg

Dariusz Kortko, redaktor naczelny katowickiej Gazety Wyborczej
Piotr Uszok
Zdjęcia wykonała panna Złośnica, która ma aparat już prawie od miesiąca;).

poniedziałek, 15 lutego 2010

Gaba z orkiestrą

Wczorajszy koncert był cudowny:). W Filharmonii Śląskiej wystąpiła Gaba Kulka ze Śląską Orkiestrą Kameralną. I było pięknie. Wsiąkając w teatr, zdążyłam zapomnieć, jak fascynujące dźwięki płyną ze sceny w filharmonii. Takie ciary, taka magia! I dyrygent, od którego nie da się oderwać oczu. To, co orkiestra zrobiła z "Laleczką", jest nie do opisania. Zamknęłam oczy i nie wierzyłam, że coś może brzmieć tak fantastycznie.
Wrzucam link do płytowej wersji piosenki "Królestwo i pół" klik w link Coś pięknego. Po koncercie pokornie wróciłam do tej starej płyty. Marzę o nagraniach z Orkiestrą Kameralną. Co za dziewczyna, co za zjawisko! Pięknie, moi drodzy. Pięknie.
Złośnica (której jakimś cudem udało się załatwić bilety na to wydarzenie i jeszcze zrobić z nich najwyraźniej miłą niespodziankę:) ).

niedziela, 14 lutego 2010

statystyki

BLOGOWE STATYSTYKI DZIAŁAJĄ OD MIESIĄCA. CZAS NA JAKIEŚ PODSUMOWANIE...

ZAKRES: 11.01.2010 - 14.02.2010

526 liczba unikatowych użytkowników
1101 odwiedziny
1716 odsłon
01:39 średni czas wizyty

SŁOWA KLUCZOWE, CZYLI GOOGLE PRAWDĘ CI POWIE

brzydal i złośnica, pisane na milion sposobów, razem i osobno, z polskimi znakami i bez, ale również:

zdjęcia starego brzydala - powtarzające się hasło, aż tylu ludzi potrzebuje zdjęć starego brzydala?
bajka brzydal śmiech - wiem, o co chodzi, ale niestety nie mam. ale mogę nagrać śmiech Brzydala;).
bal brzydala - maski obowiązkowe czy wręcz przeciwnie?
dźwięk brzydalu - o rany, dźwięk - dopełniacz: kogo? czego? brzydalu ;))) )
jestem brzydalem pomocy - niedługo otworzymy linię wsparcia...
kompleks brzydala - zapytam go, czy jakiś ma, ale chyba nie
kotek brzydal - u nas zdjęcia tylko ładnego kotka
krzyk złośnicy - oj, nie chcecie tego słyszeć
maciej brzydal - pozdrawiam ;)
maskotka brzydal - czasem jak maskotka, a czasem jak kaktus. zależy...
piękna złośnica blog - taaaak, to tutaj ;)
recepta złośnicy - moje recepty zawsze są wielkie, całkowicie zapisane i nierefundowane. katastrofa
smsy dla brzydali - można wysyłać takie same, jak do wszystkich
wiersz jesteś moją złośnicą - o rany, romantyk jakiś...
ciasta złośnica - taaaak, ale specjalizuję się w muffinkach
brzydal sa sa sa - co tu więcej mówić ;)
śliczna złośnica - :)

ZNALAZŁO SIĘ MNÓSTWO LUDZI SZUKAJĄCYCH POSTÓW O TEMATYCE TEATRALNEJ I MUZYCZNEJ

obudź się i poczuj smak kawy - do teraz jestem pod ogrrrrrromnym wrażeniem i chcę jeszcze
cymes cymes - do teraz miło wspominam i chcę jeszcze
żyd artur pałyga - ehh, te dybuki... gdzie mój program? (szeleści papierami)
bronisław wrocławski wzrost - taki hmm... normalny
cholonek - jeszczejeszczejeszcze. tylko kiedy?
elling, brzydal i złośnica - pomyłka. ale to ja się pomyliłam, po prostu nie powinno nas tam być.
recital słowa - ile wspomnień! niedługo rok od tego pierwszego...
rock opera jchs - riff mam w głowie od 10 lat
tomasz kot nie pije? - nie mam pojęcia, jak go widziałam, to nie pił ;)
zamachowski piosenka o schodach w metrze - jeździliśmy tymi schodami! :)
ladislav przedszkole - ladislav wszędzie brzmi świetnie



ALE NAJBARDZIEJ PODOBAJĄ MI SIĘ TE...

noc na lotnisku ciampino w rzymie - współczuję wszystkim kilkunastu osobom, które szukały u nas tej informacji. noc na lotnisku ciampino = zwinięcie się w kłębek pod ścianą na 8 godzin wśród innych kolorowych zawiniątek. nie działa tam nawet automat z kawą. nic.
huśtanie diabła - tak na machanie nogą pod stołem mówiła moja prababcia mojemu ojcu, kiedy był dzieckiem. jak już będę rzecznikiem wszystkich teatrów, to muszę pamiętać, żeby tego nie robić na konferencjach prasowych, o czym przestrzegał mnie pewien profesor na zajęciach
foszek - mały foch, niegroźny, o ile nie urośnie, co się niestety zdarza
bo całowania w biegu surowo się zabrania - bzdura. ja nie zabraniam.
fotoblog katastrofa - ranyboskie, aż tak źle?
trochę więcej czasu trochę więcej odwagi - trochę trochę mniej mniej słońca trochę więcej powagi...
bakuś sok piosenka - chyba lepiej, że jej nie znam
blogspot horror - ranyboskie, jeszcze gorzej...

bruno wywiad z harrisonem - profeska ;)
cisza oddech słyszę a może szept ognia - poruszająca piosenka zespołu Pustki
co się dzieje ze mną raz wesoły pełny życia - poczekaj na linię wsparcia. opłata za impuls jak za połączenie lokalne
cykady na ryby własnej roboty - to mnie zabiło i zmiotło, płaczę ze śmiechu
głupoty przez telefon - mogłabym o tym napisać mgr ;) jestem specjalistką, uwielbiam gadać przez telefon:))))
jak można płakać - można płakać ze śmiechu, by za chwilę zrobiło się przejmująco smutno (Janda!)
jak zrobić znak trójkąta obok piosenki - to takie banalne, nie lepiej byłoby wstawić znak hmm... skrzyżowanie na zasadach ruchu okrężnego?
kolejna zarwana noc - zdarza się, byle było warto!
leci b52 bombarduje co się da - UMIERAM ZE ŚMIECHU, to chyba mój faworyt...

najszczuplejsza dziewczyna - haaaaaaaa hahahhahahaha hahahhahahaaaaaa........
obudź emocje gra - nie znam zasad, ale zagrajmy
parkingi pod kasprowym - tłoczno i drogo, norma w Tatrach
orangutan propan butan - koncert Nohavicy już 19 kwietnia! bilety grzecznie wiszą na korkowej tablicy


TO JESZCZE GEOLOKALIZACJA... POZA POLSKĄ, PRZYCHODZICIE Z TAKICH KRAJÓW:

Niemcy, Anglia, USA, Czechy, Szwecja, Rosja, Argentyna, Austria, Finlandia, Węgry, Holandia, Grecja, Francja, Słowacja, Irlandia, Cypr


A W POLSCE NAJWIĘCEJ CZYTELNIKÓW MAMY W:
Katowicach, Warszawie, Krakowie, we wszystkich miastach GOP-u, ale też we Wrocławiu, Poznaniu, Bydgoszczy... Zresztą, wrzucam mapkę. Ładnie i regularnie się wszystko rozkłada. Jestem w szoku.
 

Tak ogólnie jestem w szoku, patrząc na te dane. Kiedy Mrówka miesiąc temu zasugerowała mi, że warto założyć statystyki, nie sądziłam, że zobaczę takie liczby. Ok, spodziewałam się kilkunastu powracających użytkowników. Znam Was, a Wy znacie mnie i dlatego przychodzicie. Rozmawiamy o tym, sugerujecie mi różne rzeczy, śmiejemy się i przeżywamy różne wydarzenia wspólnie. Inni przychodzą, bo mnie nie lubią, dziwna zależność... Jeszcze inni przychodzą, a udają, że nie przychodzą. Hmm... W każdym razie pomiędzy kilkunastoma a 500 użytkownikami przecież jest przepaść... Świadomość, że blog ma dziennie kilkadziesiąt odsłon, spadła na mnie jak kowadło na kojota. Czyli jednak nie sobie a muzom;). Dobrze, fajnie, cieszę się. Blog zostaje.

Na koniec muszę dodać, że do zagrzebania się w słowach kluczowych zainspirował mnie blog Enzo. Właśnie tam od kilku miesięcy radośnie rechoczę ze śmiechu nad ludzką wyobraźnią, bo właściciele bloga publikują hasła z wyszukiwarek z odpowiednimi komentarzami. Dzięki!

Statystyki może kłamią, ale jestem pewna, że w internecie są mniej kłamliwe niż w życiu.
Pozdrawiam,
Złośnica

piątek, 12 lutego 2010

Kutz w Korezie

Wiedziałam, że będzie świetnie, ale nie myślałam, że aż tak. Tłum. Pstryk, pstryk. Czekamy z Mastahem, rozmawiamy. Zagaduje mnie siedząca obok 80-letnia pani. Martwi się, że nie uda się jej dostać autografu od Kutza. Pocieszam ją, że może da radę, ale patrząc na kłębiącą się materię, sama zaczynam mieć wątpliwości.

Zrządzeniem przypadku Mastah zostaje przesiedlony na miejsce obok emerytki. A mnie nagle oczy śmieją się jak nigdy w życiu. Parę słów i nagle nie wiem, co powiedzieć. Niech już ktoś zgasi to światło. Widownia jest po to, żeby było na niej ciemno. Aparatu nie wypuszczam ani na chwilę. Przynajmniej mam co robić z rękami.

A później na scenę wyszedł Kutz. Było czytanie fragmentów, były pytania prowadzących spotkanie i unikanie odpowiedzi, były cięte riposty i dużo śmiechu. Pstryk, pstryk. Rozgryzałam lustrzankę w warunkach scenicznych. Efekty?


Nie chcę pisać o Kutzu. Teraz wszyscy piszą o tym genialnym Artyście, rozkładają powieść na czynniki pierwsze i nie dają jej w spokoju przeczytać. Mylą bohatera z autorem i narratorem, po dyskusjach na teorii literatury nie mogę tego słuchać. Chcę tylko napisać, że to był fantastyczny wieczór, a ja wróciłam do domu szczęśliwa jak fretka. Nie chcę wchodzić w opis, nie chcę tego spłoszyć. Jakaś piosenka by się tu teraz przydała, ale nie potrafię nic dopasować. Może taki nastrój nie wymaga dodatków. Pstryk...

Złośnica

trzy gady

Nawiedziły mnie trzy gady. Wszystkie jednocześnie, co się rzadko zdarza, w dodatku w ciągu dnia. Najatrakcyjniejsza jestem dla nich późnym wieczorem, kiedy jeszcze nie śpię, tylko w łóżku grzebię się w papierach, piszę, poprawiam albo czytam. Wtedy są wniebowzięte, bo wydaje im się, że tylko po to jeszcze nie śpię, żebym mogła je kiziać, głasiać, tarmosić i z do nich mówić, pozwalać wydeptywać legowiska w kołdrze, zagarniać poduszkę i wysłuchiwać ich głośnego chrapania. Dawno nie było ich razem na blogu, więc wrzucam. Widzicie za kotem tę siwą mordę;)?


Lecę do Katowic.
Z.

Ladislav zagra w Mega Clubie

Newsletter, jak miło ;)))))

21 LUTEGO 2010, NIEDZIELA
MEGA CLUB, Katowice

INNY KONCERT KLUBOWY

Zagrają:
IOWA SUPER SOCCER (świetny nowy kawałek "My world" można ściągnąć z ich oficjalnej strony)
GRAFTMANN
PETER J. BIRCH
LADISLAV
ST. JAMES HOTEL

Bilety:
17 zł w przedsprzedaży (empiki, media, saturn, all, ticketpro...)
25 zł w dniu koncertu

Wjazd od 16 roku życia (ło rany, kiedy to było;)...)
Wejście od godziny 18 (no dobra, ale o której start?)

Obecność obowiązkowa :)

wtorek, 9 lutego 2010

piąta strona świata

Od dwóch, trzech tygodni, przechodząc obok księgarni, myślałam o niej. Im bliżej premiery, tym intensywniej. Kilka dni temu sprawdzałam tu, na Śląsku, czy przypadkiem nie dowieźli wcześniej. Nie dowieźli. Powiedzieli mi, że w Warszawie już mają. Jak to, w Warszawie mają, a u nas nie ma...? Gdzie ma być, jak nie u nas? W niedzielę miałam chytry plan: kupić książkę przy okazji wizyty w Krakowie. Skoro Warszawa ma, to pewnie Kraków też. Nie mieli. Powiedzieli, że jedenastego. Nie wiedzieli, że wydawnictwo wypuściło info, że będzie na półkach od dziewiątego. Ja wiedziałam. Dziś dziewiątego. Przed zajęciami z włoskiego wpadam do katowickiego empiku. Po książkę. W informacji ktoś mówi, że skądże, że jedenastego. Mówię, że dziewiątego. Sprawdzają. Mają w magazynie, fakt. Ale my jej pani nie sprzedamy, wydawnictwo jeszcze nie pozwoliło. Po zajęciach mijam małą księgarnię. Pan w okularach wyciąga z wielkiej paczki moją "Piątą stronę świata" Kazimierza Kutza. Kupuję, wychodzę. W autobusie czaję się przy oknie i obracam książkę w dłoniach. Myślałam, że będzie większa, że będzie ten format, co Szejnert. Szybko kartkuję strony i wdycham zapach liter, zapach świeżego druku. Głaszczę ją i cieszy mnie gładka czcionka na matowej okładce. Dopiero otwieram, czytam motto. Raz, drugi, trzeci. Przewracam stronę i czytam pierwszy akapit, dwa przypisy. Zamykam, chowam do torby. Nie tam, nie w takich warunkach! Nie pamiętam, żebym kiedykolwiek tak czekała na jakąś książkę. W domu parę chwil na kilka pierwszych stron. W głowie bałagan, nie chcę jej czytać w takim stanie.

Obejrzałam wczoraj "Wszystko jest iluminacją". Film jest cudowny, choć zawarli w nim może 20% książki... Ale zrobili to świetnie. W ukraińskich krajobrazach i etnicznej, słowiańsko-elektronicznej muzyce, osadzona jest historia Aleksa, Jonathana, Dziadka z Suką Przewodnią i ludzi, którzy przeminęli wraz ze wschodnimi sztetlami. Każde z nich szuka czegoś innego, każdego zaskakują inne sytuacje, każdy ma swoje lęki i wspomnienia, które można albo ocalić w foliowym woreczku, albo bezskutecznie próbować zagłuszyć normalnym życiem. Niedawno skończyłam moje drugie starcie z papierowym Foerem. Ponowne spotkanie z książką było niesamowitą przyjemnością. Za pierwszym razem ostro walczyłam z tym Foerem, okazało się, że twardy z niego zawodnik. Ta trudna książka mnie rozdrażniła, odrzuciła, ja też ją odrzucałam, odkładałam, zaczynałam coś innego, łatwiejszego, a ona mnie prowokowała, zaczepiała. Skomplikowane pomysły fabularne i różnorodność planów w końcu zaczęły mnie przekonywać, do tego stopnia, że gdy dotarłam do ostatniej strony, wiedziałam, że muszę mieć tę książkę na własność i na stałe, żeby móc zawsze po nią sięgnąć. A drugie czytanie to już czysta przyjemność i wielka radość z odkrywania tego, co umknęło mi za pierwszym razem. Cudowne pomysły, absolutnie genialny sposób tłumaczenia i estetyczny eklektyzm - dzięki temu na pewno jeszcze wrócę do tego cudeńka. Tam się tyle dzieje...

Jestem potwornie zmęczona. Odpocznę chwilę i zajrzę do Kutza.
Złośnica

poniedziałek, 8 lutego 2010

2xdvd

Dobrze, że do południa napisałam tekst, który miał dziś pójść do publikacji, bo popołudniu mogę nie mieć czasu;). Wszystko w odstawkę, wszystko! W jednej paczce dotarły do mnie dwa filmy oparte na dwóch najlepszych książkach, jakie czytałam w zeszłym roku. A w sobotę widzieliśmy "Do Czech razy sztuka", czyli ostatni film Hrebejka. Do teatru dopiero za dwa tygodnie, uświerknę chyba do tego czasu... Ale dziś Foer, Foer!!! "Wszystko jest iluminacją", Elijah Wood w roli głównej.

Na jutro zostawiam "Śmierć pięknych saren".
z.

niedziela, 7 lutego 2010

Kraków

W Krakowie zimno, ale przyjemnie:).
Złośnica

czwartek, 4 lutego 2010

kompot

Przed 15, online. Nagle, bez powodu:

ja: Mam ochotę na kompot wiśniowy, taki ze słoika:). Ale taką max ochotę!
on: I co?
ja: No nic, smaka mam...
on: I nie masz takiego kompotu?
ja: Nie mam, nie robimy takich od lat.
on: Idę. Pa.

Po 10 minutach, dzwonek do drzwi. Za drzwiami stał Brzydal. Z kompotem. Po minucie już go nie było. Brzydala, nie kompotu.
 

Ale ja mam szczęście:).
Złośnica

środa, 3 lutego 2010

kładź się!

Siedzę sztywno w poczekalni, którą znam aż za dobrze, słucham muzyki. Czekam na kolejną długą rozmowę z Najstarszym Doktorem Świata (który mógłby być moim dziadkiem. Ba, mógłby być wszystkich dziadkiem, nawet mojej babci;) ). To lekarz starej daty, dość elegancki, powściągliwy, nieznoszący sprzeciwu takich gówniarzy, jak ja. Człowiek z innej epoki. W końcu wchodzę.

Ja: Dzień dobry.
Dr (podniesionym głosem): Kładź się i nie przeszkadzaj!

Zdębiałam. To lekarz, który przyjmuje przy wielkim drewnianym biurku, a nie na płask, choć i takie możliwości daje gabinet. Kładź się i nie przeszkadzaj?? Dla pewności sztywnieję w drzwiach, nie wypuszczając klamki z ręki. Zza biurka wyłazi kudłaty pies. Z ulgą stwierdzam, że słowa doktora nie były skierowane do mnie.

Po 40 minutach zaczął pisać recepty i robił to bardzo długo. Efekt tego taki, że zapisał mi 560 tabletek. Na moje szczęście, jeden rodzaj jest już wycofany, więc przyniosłam do domu tylko 460 sztuk. A do zdjęcia wysypałam tylko 100. A mogłam wysypać 460, a później bawić się w Kopciuszka i na nowo je rozdzielać. Hmm.

Skoro zapisał mi aż tyle, mógł mi jeszcze zapisać:
- 100 sztuk na cierpliwość (suplement),
- 100 sztuk na mądrzenie z wiekiem (wspomagające),
- 100 sztuk na wzrost jakiegoś talentu (bo u mienia niet),
- 100 sztuk na przyciąganie biletów do teatru;), ludzi teatru i na natchnienie do pisania o teatrze.

Złośnica

wtorek, 2 lutego 2010

jedenaste: nie choruj

zły zły złyyyyyyyy dzień. po trzech tygodniach od umówienia się na wizytę do potwornego krwawego lekarza, nadszedł ten dzisiejszy masakryczny wtorek. żeby nie zgłupieć i jakoś się ogarnąć, pochłonęłam kilka uspokajających pastylek, które pewnie w ogóle nie działają, ale świadomość, że się je wzięło, jest odrobinkę kojąca. i kiedy już targana wszelkimi możliwymi dramatycznymi uczuciami zbliżałam się do upiornego gabinetu, mój wzrok przyciągnęła kartka, informująca że wczoraj i dziś doktor jest chory i że nie przyjmuje. no żesz kurwa. po to chcieli tam mój numer, żeby w takiej sytuacji nie zadzwonić? rozniosło mnie ze złości, absolutna furia. piana z pyska. niedługo potem wtargnęłam do domu, rzuciłam torebką i zażądałam od psów natychmiastowego spaceru. były przerażone i nie bardzo chciały iść, ale je przekonałam. później wykonałam telefon do przyjaciółki i miotałam takie przekleństwa, o jakich znajomość nawet się nie podejrzewałam. po spacerze trochę lepiej. obmyślając plan zemsty (nagły pożar gabinetu? hmmm...), zamknęłam się w pokoju i sięgnęłam po jakieś dvd, żeby zająć myśli na godzinę czy dwie. to dvd to był "Rok Diabła" Zelenki. i był to świetny, choć przypadkowy wybór. obejrzałam (który to już raz?) i trochę mi lepiej. mam dla Was jeden kadr z filmu:).

a jakby mało było tych atrakcji, to rano załatwiłam badania. pielęgniara była tak łagodna i delikatna, że od 10 godzin nie mogę ani zgiąć, ani wyprostować ręki. fantastycznie. jutro, dla odmiany, cykliczna wizyta u arcyważnego lekarza-specjalisty, czyli wymądrzanie się i opieprzanie mnie, dlaczego jest tak, a nie inaczej, i pouczanie mnie, że przed wojną bym już kilka razy kopnęła w kalendarz i że co ja sobie w ogóle wyobrażam. wielkie dzięki. grrrrrrr!!!!!!!!
"Pantaleon i wizytantki" przeczytane. cudowna książka, fantastyczna, szalenie ciekawie rozwiązana wielogłosowa narracja, bajeranckie operowanie kategorią czasu na przestrzeniach zajmujących nie więcej niż dwie, trzy linijki. konsekwentni i charakterystyczni bohaterowie, trzymające się tempo, odpowiednia dawka ironii. to książka, która sprawia, że żal ogarnia kiedy zostaje tylko kilka stron. w kolejce z 12 kolejnych literackich cudów. jak zwykle nie wiem, którą wybrać.

Złośnica

poniedziałek, 1 lutego 2010

3285 dni

Z najświeższych obliczeń wynika, że Brzydal jest szczęśliwym posiadaczem Złośnicy już 3285 dni;))), co dziś daje mało okrągłą, ale jakże piękną kolejną rocznicę. I najwyraźniej nie zamierzamy na tym poprzestać. Baaaa, my się dopiero rozkręcamy:).

Do słuchania dość optymistyczny kawałek Sistars klik klik ...