niedziela, 22 sierpnia 2010

Ostrava

Kilka zdjęć z Ostrawy. Zwierzaki mnie rozwaliły, szczególnie ta mała panda w budce (właściwie panda mała, ewentualnie "ognisty lis", jak mówią Chińczycy). Małpki z irokezami też były urocze.
Samo miasto duże, fajne, czyste, miejscami bardzo dostojne, mnóstwo pięknych odremontowanych kamienic. Nie było tylko jednego elementu, który powinien być w dużym mieście. Nie było LUDZI. Główne place i szerokie ulice były zupełnie puste, czasem tylko przemknęła jakaś zbuntowana nastolatka albo samotnie bawiące się w fontannie dziecko. I co kawałek te wiszące na drutach buty - coś kompletnie idiotycznego, choć momentami, powiedzmy, że bywa malownicze (w Kato takie dziadostwo wisi np. na Jagiellońskiej). Na koniec siedziba rady miejskiej. Ta wieża i to, co stoi przed budynkiem, sprawiły, że ucieszyłam się, że nie ma takiego samego u nas;).




Oczywiście wszyscy wiemy, kto jest z Ostravy.

Zzzz (padnięta po jednodniowym weekendzie)

Brak komentarzy: