wtorek, 24 sierpnia 2010

szukając Ireneusza J.

        Kilka dni temu do naszego działu przyszedł mail z Oslo. W dziale obcojęzyczne maile są zsyłane do mnie, ale ten był inny niż reszta. Napisał do nas Norweg, który szuka swojego przyjaciela sprzed lat, Ireneusza J., ale stracił do niego wszystkie kontakty. Zwrócił się do nas, bo ostatni czasowy adres korespondencyjny (w Cieszynie), jaki do niego miał, należał właśnie do nas. Ale było to w... 1989 roku. Norweg napisał, jak nazywa się facet, którego szuka, ale nie napisał, co on dokładnie w tym Cieszynie robił. Napisał też, z kim ożenił się Ireneusz (Norweg więcej napisał o tej żonie niż o swoim koledze;) ), co ta żona robiła i jak miała na imię. Napisał też, że pan Ireneusz był u niego w Norwegii i że on sam odwiedzał go tutaj, w Polsce. I że bardzo mu zależy na kontakcie, bo przyjeżdża do Polski i bardzo chce się z Ireneuszem spotkać po tych wszystkich latach. Mail nosił znamiona wczesnego stadium desperacji...
        Myślałam, że to 5 minut roboty - zlokalizować w archiwum kogoś, kto był z nami jakoś związany, nawet jeśli było to 20 lat temu. Już pierwszy wykonany telefon udowodnił mi, że może być ciężko, bo stare archiwum nie jest zdigitalizowane, a nowe mamy dopiero od kilku lat. Na szukanie w starym mamy za mało informacji. Później jeszcze dwa, trzy niewiele dające telefony i moja decyzja: Norwega tak zostawić nie można! a ja tego Ireneusza dla niego znajdę!
        Różnymi drogami szukałam pana Ireneusza od zeszłego czwartku. Dumałam, knułam i zastanawiałam się, czy się da. Ostatecznie wczoraj dostałam jego numer telefonu, chociaż nawet nie wiem, z jakiego jest miasta. Numer podała mi jego - uwaga - była małżonka. I dziś odbyłam z nim oficjalną służbową rozmowę telefoniczną, w której byłam poważna i profesjonalna, a jak usłyszałam jak jemu głos się łamie, to zrozumiałam, że znalazłam tego właściwego człowieka i że było warto:). Wyjaśniłam dokładnie, o co chodzi, on był zaskoczony i w szoku, wzięłam od niego adres mailowy i przesłałam wiadomość od Norwega. Przed chwilą napisał mi "Bardzo Pani dziękuję za pomoc w odnalezieniu mnie..." Czasem trzy kropki mówią wszystko. 
        Nie wiem czemu aż tak mnie ruszyła ta sprawa. Może dlatego, że wiem, jak to jest szukać z kimś kontaktu i mieć wrażenie, że trafia się w mur. Wiem też jak to jest myśleć o ludziach, którzy są zaklęci we wspomnieniach, których nie da się pozbyć (chociaż czasem marzę o kilku sesjach u doktora Mierzwiaka z "Zakochanego bez pamięci", kojarzycie?). Rezultat: UDAŁO SIĘ. Ireneusz J. znaleziony.

        W pracy od kilku dni sytuacja kryzysowa. W sobotę zamiast spać do 10, zwlekłam się o 7 i wyszłam z biura po 14. Wczoraj wyszłam 3 godziny po godzinach. Dziś wydawało mi się, że jest już czwartek, ale podobno jest wtorek. Hmm. Tydzień do wypłaty :-D, a przyszły tydzień - delegacja! 

        Na koniec mój ostatni smaczek: ukraiński folk-rock Вакарчук "Дзвони"

Zołza

1 komentarz:

Kasija pisze...

Fajna historia. I najwazniejsze, ze z szczesliwym zakonczeniem (tak przynajmniej mozna wywnioskowac)