środa, 15 września 2010

dzień na planie

Było tak:

- od 8 do 20.30 z ekipą filmową
- 7 osób, choć w porywach nawet 70
- jeden bus
- jedna kamera i mnóstwo dodatkowego sprzętu
- kilkanaście najważniejszych miejsc
- dwa miasta
- kilka godzin nagranych ujęć
- cały dzień po angielsku
- kilka drobnych modyfikacji scenariusza
- kilkaset fotek
- mnóstwo śmiechu
- zderzenie kultur i doświadczeń

Pierwszy dzień zdjęciowy (pierwszy w moim życiu i pierwszy tego filmu) uważam za zamknięty. Nie chce mi się wierzyć w to wszystko, co się działo. Zanim pójdę spać chcę napisać, że mam wielką słabość do profesjonalistów. Nasz reżyser i jednocześnie operator był absolutnie fantastyczny. Rano powiedział, że same przekonamy się, że na planie czas płynie inaczej. Gdy żegnaliśmy się godzinę temu (a byliśmy już tylko we dwójkę), przyznałam mu rację. Nie wiem, jak moje serce wytrzymało ten dzień bez buntu. A teraz grzecznie odpocznę i jutro wrzucę jakieś fotki. Niesamowite to było!
Z.

Brak komentarzy: