piątek, 17 września 2010

jedno foto z planu

Wczoraj w pracy dostałam do ręki dwa karnety na 3 dni meczów (meczy?) siatkówki do Spodka. Jak na skrzydłach wróciłam do swojego biura, po drodze planując, że miło spędzę weekend z ojcem, bo z nikim tak dobrze nie chodzi się na mecze do Spodka, jak z Nim. Po chwili jednak przypomniałam sobie, gdzie teraz pracuję i dotarło do mnie, że 1. pewnie dziś nie wyjdę o czasie, 2. pewnie będę pracować w sobotę, 3. w niedzielę przecież nowy spektakl w BB. Zadzwoniłam do rodziców z wiadomością, że mam dla nich plany na weekend:)... Uwielbiają siatkówkę.
Moje przepowiednie się sprawdziły. Z pracy wyszłam późnym popołudniem, nawet portier się dziwił. Jutro mam do ogarnięcia ponad 60 stron po angielsku, pokryklanych znakami korektorskimi, które wyglądają jakoś inaczej niż te na których dotąd pracowałam. W niedzielę już w ogóle zero czasu (wywiad! sztuka!) Efekt tego wszystkiego taki, że właśnie oglądam mecz w telewizji, a rodzice z biało-czerwonym szalikiem bawią się w Spodku, a ja czekam, aż pokaże ich polsat. Ojciec ma koszulkę z napisem Najlepszy Tata na świecie, więc wypatruję;).
Humor mam nadzwyczaj dobry. Środowe kręcenie filmu dobrze mnie nastroiło. Wczorajsza dniówka zaczęła się cudownie, przezabawnym telefonem, więc odbijałam się w laptopie i nie wierzyłam, że można się aż tak szczerzyć i mieć tak jasne myśli i usta tak pełne śmiechu. W tych wszystkich nerwach i w tym nawale pracy i odpowiedzialności, ja ostatnio zachowuję się łagodnie jak maskotka. Wystarczy mnie ugłaskać w odpowiednim momencie żeby było pięknie.
Chciałam wrzucić jakieś fotki z ekipą ze środy, ale wrzucam tylko to jedno. Dodam tylko, że kręciliśmy m.in. w Sky Barze (który dla nas otworzyli), pod Pomnikiem Powstańców (wzbudzając pewne zainteresowanie przechodniów), w Wesołym Miasteczku (kręcąc się na karuzeli  i strzelając, żeby dostać pluszaka), w laboratorium biotechnologicznym (w białym kitlu nad mikroskopem), na spotkaniu, na którym 60 obcokrajowców tańczyło poloneza (trochę %), pod archikatedrą, w ciemnościach pod Teatrem Wyspiańskiego (nie wierzyłam, że dotrwam do wieczora)... i w kilku innych miejscach. Poniżej akurat jedziemy do Chorzowa. Kolejne zdjęcia ustawione na 27 września.

 Z.

Brak komentarzy: