niedziela, 24 października 2010

raczej bez tytułu

W sobotę rano zbudził mnie sms od kumpla z pytaniem, kiedy skoczymy na kawę. Mocno zaspana rozpoznałam na zegarku godzinę 9. Szybko doszłam do wniosku, że razem z czytaniem w łóżku, piciem kawy tamże, kizianiem kota śpiącego w umywalce, doprowadzaniem się do porządku i usuwaniem pozostałości irokeza z głowy, wyrobię się na 12 w południe i bardzo chętnie skoczę z nim na kawę do nowej knajpy w Mysłowicach (wiecie, że nie trzeba już chodzić li tylko do Wikinga?).

Nie byłoby w tym zupełnie nic dziwnego, gdyby nie to, że w ogóle nie widzieliśmy się jakieś 5 lat. Fajnie jest się z kimś zaszyć nad latte po takim czasie i gadać tak, jakby tej przerwy w ogóle nie było. Miło jest tak po cichu pomyśleć, że ktoś wciąż ma mój numer po takim czasie i wie, jak go użyć;).

W piątek dość niespodziewanie wylądowałam w Korezie na koncercie "W górach jest wszystko co kocham", a to za sprawą mojej koleżanki z biura, która wręczyła mi bilet, przedstawiła swojej rodzinie i szturchała mnie w bok, jak nie chciałam się kołysać;). Pierwszy raz byłam na koncercie w takim klimacie, nasłuchałam się i czerpałam wielką przyjemność z patrzenia na to, co wyrabiają gitarzyści.

Chcę jeszcze z czystym sumieniem polecić film "The Social Network", który widzieliśmy wczoraj. Mimo kilku nieco przerysowanych momentów, film jest naprawdę bardzo udany, świetnie zagrany, aktualny i z pomysłem. W kinie większość osób na sali wpadła w przerażenie, gdy najwyraźniej komuś coś się popieprzyło i puścili nam "Śluby panieńskie". Zatrzymali projekcję, gdy na sali rozległo się buczenie poparte pokrzykiwaniem i pomrukami dezaprobaty. Niektórzy krzyczeli "ratunku...!" i ja byłam wśród nich;).

Od wczoraj chodzi za mną pytanie, kto zabił Palomina Molero?

1 komentarz:

Izabela Mikrut pisze...

przeczytałam, że byłaś w Korezie i pierwsze skojarzenie "to musiałyśmy się gdzieś tam minąć". Dopiero po chwili się zorientowałam, że się widziałyśmy :D. Co wyprawiali gitarzyści może zasługiwać na uznanie, ale co wyprawiali organizatorzy to już jest temat na epopeję i tylko przez niechęć do opowiadania o głupotach nie będę do tego wracać ;). mr.