wtorek, 19 października 2010

na językach

Angielski był zawsze. Wszyscy dookoła chcieli, żebym mówiła po angielsku (za co teraz jestem wdzięczna). Ja chciałam czasem bardziej, czasem mniej, ale efekt był taki, że po tysiącach godzin nad książkami i na kursach, pod koniec liceum byłam absolutnie zajebista z angielskiego. Efektem ubocznym jednak był narastający wstręt do tego języka, do wszystkich zakątków gramatyki i zawiłości coraz bardziej specjalistycznego słownictwa (innym efektem ubocznym tej nauki była cudownie fantastyczna i uskrzydlająca miłość, ooo:)) ). Traf chciał, że na studiach językowo cofnęłam się w rozwoju: nijakie zajęcia, kiepski podręcznik, milion innych spraw na ćwiczenia z literatury, prace zaliczeniowe i inne cuda., np. język staro-cerkiewno-słowiański (rany boskie...). Kogo by w takim otoczeniu w ogóle obchodził jakiś angielski...? Teraz wracam do niego okrężną drogą, czego dowodem jest tak naprawdę moja funkcja, którą powinnam podpisywać się w służbowych mailach.

Na ostatnim roku studiów, po przebojach naukowych, zawodowych i zdrowotnych, nagle uznałam, że mam trochę wolnego czasu i umysł gotowy na przyjęcie czegoś nowego. Od miesięcy marzyłam o czeskim, więc znalazłam dla siebie kurs, zapisałam się na niego już w czerwcu i 4 miesiące czekałam na start. Start nigdy nie nastąpił z przyczyn ode mnie niezależnych. Miałam dwie opcje: w akcie zemsty podpalić szkołę językową i nadal mieć trochę wolnego czasu, albo wybrać sobie inny język. Wściekła i załamana brakiem czeskiego, właśnie wychodziłam z kawą z Gołębnika, gdy 165 raz zadzwonili do mnie z tej szkoły, czy podjęłam jakąś decyzję. Wywarczałam w słuchawkę, że mam wolne w środy i piątki do południa. Jakie macie wtedy zajęcia? W środy włoski od podstaw, w piątki hiszpański. Proszę mnie wpisać na włoski. Później był rok kursu, miesiąc we Włoszech, kilka miesięcy prywatnych zajęć. Jeśli ktoś mi jeszcze kiedyś powie, że włoski jest łatwy, osobiście palnę w łeb. Nie, nie jest łatwy. I dwa lata łaciny nijak mi w nim nie pomogły.

Praca mnie wessała i zajmuje moją głowę przez ogromną ilość czasu. Wiem, że mój angielski powinien być lepszy. Włoski będzie się przydawać sporadycznie. Poważna rozmowa. Target dla nas to rynki wschodnie? Czy może mogłabym iść na kurs? Może mogłabyś. Niedługo przyszło pismo: "To wskazane aby ta pani uczyła się języka rosyjskiego..." Taaak!

Dziś byłam na pierwszych zajęciach z rosyjskiego. Super będzie znów się uczyć czegoś stałego i konkretnego (w przeciwności do pracy, która wciąż jest jak jakieś błądzenie w ciemnościach). Nie wiem, kiedy będę umiała sama zrezygnować z nauki. Mimo że po podyplomówce obiecywałam sobie rok przerwy (żadnych studiów! żadnych języków!), to nie wytrzymałam. Cieszę się bardzo i nie mogę się doczekać, aż pojadę za wschodnią granicę. Tylko muszę się nauczyć czytać i pisać;).


Uwielbiam zaczynać coś nowego...

Zet.

Brak komentarzy: