poniedziałek, 1 listopada 2010

filmy

Sobota: niepokojące Essential Killing Skolimowskiego. Kawał męskiego, niewygodnego kina. Bardzo dobry, po prostu.

Niedziela: dokument Kucharze historii Petera Kerekesa. Szczególnie ten film jest godny uwagi, bo pierwszy już doczekał się już uznania, oklasków, nagród i tłumów (vide: tegoroczna Wenecja). Drugi natomiast jest trudny do upolowania w kinie (w Kato poleciał w Rialcie), dziwny, zaskakujący. To kilka równoległych opowieści, wspomnień wojennych widzianych z perspektywy kucharzy wojskowych, gotujących i dla żołnierzy, i dla najwyżej postawionych ludzi w państwie. Była w tym Rosja, były Bałkany, Czechosłowacja, Węgry, Niemcy, Francuzi. Był przepis na milion naleśników. Albo na 1001 bochenków chleba z arszenikiem dla więzionych SS-manów, po których 300 osób padło. To absolutnie niezwykłe filmowe dzieło, w którym maksymalnie poważne słowa, wypowiadane przez ludzi którzy jakimś cudem to wszystko przeżyli, sąsiadują z obrazami raz groteskowymi (wszak film jest czesko-słowacko-fińsko-austriacki, ta czeskość do czegoś zobowiązuje;) ), raz drastycznymi. Mnie się rzadko zdarza, że podczas projekcji chowam twarz w dłoniach i wcale nie chcę patrzeć. A teraz się zdarzyło. Słowem - ten film robi z widzem co chce.

Z.

Brak komentarzy: