środa, 17 listopada 2010

garść filmów

Bezczas. Zeroczas. Za dużo trochę, mało pamiętam. W czwartek pamiętam świetnego "Handlarza cudów". Aż chce się jeszcze raz obejrzeć "ENEN". W sobotę "Skrzydlate świnie" - warto. Oglądając takie filmy ma się wrażenie, że polskie kino ma się naprawdę dobrze. Później góry, góry, góry. Wiele kilometrów, nienaturalnie ciepło i przemiła atmosfera. Kryzys przyszedł później i znów jestem na prochach. Ale warto było. W pracy młyn, ale wyrabiam się. Wczoraj jeszcze do 19 rosyjski, który ma szalone tempo i bardzo mnie angażuje, nie tylko podczas tych dwóch godzin zajęć, za którymi staram się nadążyć. Dziś niespodziewanie Regio Fun Film Festival i zupełnie wstrząsająca "Ewa", na którą polowałam od miesięcy, ale z tego co wiem dotąd nie weszła do normalnej dystrybucji (dzięki ci, redakcjo, za patronat medialny i wejście). Świetny film Sikory i Villqista. Chciałoby się napisać, że śląski film, ale jest w cudowny sposób uniwersalny. Nie zdziwiłabym się, gdyby szalał po zagranicznych festiwalach, a u nas był grany dla paru osób w studyjnych kinach. Poza tym czytam najnowszą książkę mojego najukochańszego Janusza Głowackiego "Good night Dżerzi". Wystarczyło mi parę stron wczoraj, żeby przekonać się, że Głowacki im starszy, tym lepszy. Dziś już nie dam rady. Najwyżej pogłaszczę okładkę, która jest obłędna w dotyku.
Jestem nieprzytomna ze zmęczenia, ale nie wyobrażam sobie, że miałabym z czegoś teraz zrezygnować.

Zzzzzzzzz

1 komentarz:

Enzowy pisze...

a jak Piotr Rogucki aktorsko Ci sie spodobal? juz go widzialam w filmie (Am Ende kommen Touristen).
calkiem interesujacy film.