niedziela, 28 listopada 2010

murphy

Człowiek postępuje rozsądnie wtedy i tylko wtedy, gdy wszelkie inne możliwości zostały już wyczerpane - głosi jedno z moich ulubionych praw Murphy'ego. W ciągu ostatnich dni zdarzało mi się działać rozsądnie bez sprawdzania innych możliwości, ale nie mogę powiedzieć żebym była z siebie zadowolona. I tylko mam w pamięci obraz mojej koleżanki z pracy, która z dość smutną miną znad monitora wyrecytowała: kochany mózgu, znowu miałeś rację... Wracałam późno, pracowałam, dumałam, poprawiałam, wpadałam w panikę i nie byłam w stanie zająć się niczym innym poza pracą i nawet mi było z tym nieźle. Gorzej, że później spędzając naprawdę mało czasu w domu, byłam dość ciężka do zniesienia. Zaczęłam się nawet zastanawiać, czy nie mogłabym pracować jeszcze gdzieś, żeby do minimum ograniczyć ten czas wolny, podczas którego zaczynam myśleć o sobie i kombinować, co dotąd niemal nigdy nie wychodziło mi na dobre. W tak zwanym międzyczasie przyszła zima, wprawiła mnie w osłupienie i sprawiła, że znów szukam w głowie czegoś ciepłego i miłego w dotyku albo czegoś, na co warto czekać. Ale - cholera - nijak nie znajduję, póki co. Może to przez to, że jestem potwornie zestresowana tą wtorkową uroczystością. Czuję się tak jakbym miała przejść jakiś skomplikowany test jakości. 

Do słuchania, choć może bardziej do oglądania, wrzucam wspólny występ Madonny i Gogol Bordello. Wpadłam na niego przypadkiem i był to dzisiaj jedyny moment, że coś skupiło moją uwagę na dłużej niż kilka minut.

Z.

Brak komentarzy: