piątek, 12 listopada 2010

przerwa

Dziwna przerwa na blogu... Nie pisałam kilka dni, weszłam więc na statystyki, zobaczyć jak czytelnictwo spada na pysk. Okazało się jednak, że przez cały tydzień był tu zadziwiający ruch, który zmotywował mnie do napisania jakiejś nowej, trochę chaotycznej notki.
W pracy przygotowania do bardzo intensywnego przełomu listopada i grudnia. Dwie wielkie uroczystości, z czego jedną koordynuję, plus jeden dwudniowy event, w który też jestem dość mocno zaangażowana. Poza tym dopięcie i druk materiałów po rosyjsku plus ostateczne ustalenia dotyczące mojego wielkiego angielskiego folderu. Atmosfera w biurze w tym wszystkim naprawdę fajna, a i ja w tym tygodniu trochę spokojniejsza. Rosyjski jest fajną odskocznią. Cyrylica jest niezastąpiona, jak chcę na godzinę zająć głowę czymś naprawdę innym. W środę przemiła kawa z Mrówką. Mam nadzieję, że wejdziemy w jakąś cykliczność, bo myślę, że wciąż mamy sobie mnóstwo do powiedzenia i do opowiedzenia, przecież tyle się dzieje! I tyle spraw łatwiej zrozumieć - albo znieść - we dwójkę. Dziś rano, korzystając z wolnego piątku (cud!), pojechałam spotkać się z moją serdeczną koleżanką ze studiów (oczywiście jadąc za szybko i śpiewając całą drogę, norma). Wszystko się zmienia i u niej, i u mnie, a wciąż śmiejemy się z tych samych rzeczy. Później kusiło mnie, żeby skoczyć do Bielska (pora wczesna, pogoda ładna, a tam wszystko takie fajne...), ale grzecznie skręciłam w stronę Katowic (w ogóle ostatnio jestem coś za grzeczna). Przede mną jeszcze 2 wolne dni. Jeden mój kumpel cieszył się na długi weekend i uznał, że całe 4 dni będzie uprawiał tradycyjny sport hiszpański: leżenie bykiem... Jeśli macie jakieś inne propozycje, to mam luz;).
Odezwę się za jakiś czas.
Z.

Brak komentarzy: