środa, 8 grudnia 2010

70 godzin

Lepiej znosiłam te mrozy niż tę cholerną odwilż. Mój organizm też najwyraźniej wolał ten śnieżny stan sprzed tygodnia, bo wczoraj na wszechobecną pluchę zareagował nagłym i  niespodziewanym spadkiem odporności, co z kolei zaowocowało absolutnym brakiem energii i przeziębieniem-gigantem z całym jego inwentarzem. W dodatku chyba ktoś sobie dzisiaj ze mnie robił jaja i wykrzywiał czasoprzestrzeń, przez co 8 godzin w biurze trwało jak 80 dni dookoła świata.

Poza tym niedawno zaczęło mi czegoś brakować, tylko przez kilka tygodni nie bardzo umiałam wykminić, o co chodzi. Próbowałam czytać jakieś inne książki, szukałam nowej muzyki, robiłam zdjęcia - nic nie pomagało. Dziwne uczucie braku jakiegoś ważnego elementu nie dawało mi spokoju. I dziś, próbując się rozgrzać, pijąc sto dwunastą już herbatę i czując dziwne mrowienie w opuszkach palców, zrozumiałam: chce mi się coś napisać. Znowu.

W ciągu minuty działo się tak: google -> repertuar -> telefon -> pytanie, czy jakimś cudem są jeszcze bilety na najbliższą sobotę -> odpowiedź, że owszem, jakimś cudem jeszcze są cztery sztuki -> rezerwacja wszystkich czterech sztuk -> trzask telefonu -> radocha. Nie dość, że będę miała co oglądać, to jeszcze będę miała o czym pisać! Ostatnią recenzję wypuściłam jakoś na początku października. Może czas do tego wrócić, żebym później nie żałowała, że pozwoliłam się temu gdzieś wymknąć... Już raz miałam taki moment, że wszystko puściłam wolno, tylko teatru trzymałam się naprawdę mocno. Muszę spróbować do tego wrócić.

Dobrze. Spektakl już za jakieś 70 godzin.

Z.

1 komentarz:

Izabela Mikrut pisze...

mój organizm jest idiotą, nabawił się zapalenia strun głosowych (chyba jutro zwlokę się skoro świt z łóżka i pojadę do lekarza, żeby potwierdzić, bo do wtorku muszę głos odzyskać) - najgłupsze jest to, że poza utratą głosu NIC mi nie jest, nawet kataru nie mam. I nie mogę się głośno przyznawać, bo wczoraj mnie w teatrze opieprzyli Sławek i Dyrektor zgodnie, że latam w krótkich bluzeczkach, a potem się przeziębię i będę jęczeć :D. mr