czwartek, 9 grudnia 2010

Hamlet

Dostałam maila od Hamleta. Od cudownego, najprzystojniejszego na świecie Hamleta, z którym nie rozmawiałam kilka miesięcy. Odezwał się w sprawie zupełnie nieteatralnej, co mnie 1. dość zaskoczyło, 2. ucieszyło, bo mogłam jednak wrócić do tematu jego (jakże przyjemnej dla oka) obecności na scenie:) (choć ostatnio częściej migał mi w telewizji, na co niezmiennie reagowałam radosnym "znam go znam go znam gooooooo!!!"). W kolejnym mailu napisał mi, że teraz gra w spektaklu Kleczewskiej w Opolu (tej słynnej Kleczewskiej, której dotąd nic nie widziałam) i że jeśli chcę zobaczyć, to on tam jedzie w sobotę i niedzielę, więc może mnie zabrać. Po tym komunikacie 1. umarłam z radochy, po czym od razu 2. wbiłam zęby w biurko, bo w sobotę idę na inny spektakl, a w niedzielę jestem cały dzień poza Śląskiem. W ten sposób elektryzujący Hamlet mi się oddalił i z jego przemiłej i spontanicznej propozycji nie wyjdzie nic. Do końca roku w Opolu nie gra już ani razu, więc kapota. Pffffffffff!!!!!!!!!
Czuję się trochę tak jak wtedy, kiedy Ktoś Ważny dawno temu zapytał, czy mnie gdzieś podrzucić, a ja oczywiście powiedziałam, że nie, ale już w połowie trwania tej mojej odmowy wiedziałam, że będę tego żałować. Grrrr.
Z.

1 komentarz:

Enzowy pisze...

hmm
moze jednak trzeba zmienic plany?

bardzo wesole to zdjecie, psio-kocie:-) dziekuje:-)))