piątek, 31 grudnia 2010

muzyczny 2010 rok (pisze Złośnica)

Kryzys związany z końcem roku. Wczorajszy dzień był koszmarem. Marzyłam o tym, żeby zasnąć o 17 i spać do dzisiaj, ale nic z tego. Teraz w pracy miałam chwilę, żeby zastanowić się nad tym, co się działo w tym roku, więc na początek zajęłam się muzyką.

Last.fm nie kłamie. Tylko last.fm wie, czego słuchałam. Tylko ja wiem, dlaczego właśnie tego. Wrzucam więc 20 wykonawców, których słuchałam w tym roku najczęściej.

Gogol Bordello – rok pod znakiem Gogol Bordello. Na ten barwny skład trafiłam przypadkiem, przez soundtrack do filmu „Everything is illuminated”. Ich głośne i eklektyczne granie zostało w moich głośnikach na dłużej. Moje odkrycie roku, zdecydowanie.

Death Cab for Cutie – bo stara miłość nie rdzewieje, a muzyczne sentymenty nie dają spokoju. Powoli zaczyna mnie drażnić ten wpadający w dziwną naiwność wokal Bena, ale mimo to wciąż z wielką przyjemnością słucham tych kawałków nie do podrobienia.

Robert Talarczyk – bo śpiewa ładne, melodyjne kawałki, w których znajduję świetne językowe perełki. Kilku z tych piosenek słucham bez opamiętania, niektórych niezmiennie nie słucham wcale. Wracam do nich, żeby się trochę ogrzać. Czekam na płytę.

Jaromír Nohavica – czasem nachodzi mnie taka faza na Nohavicę, że przez kilka dni słucham tylko jego płyt. Poza tym znów byłam na koncercie i dałam się wciągnąć w ten specyficzny klimat, którego nie da się podrobić.

Delons – nazwa „Delons” do temat na pracę magisterską, a nie na komentarz… Z tego, co stanowiło sens 3 czy 4 lat mojego życia, został mi gigantyczny sentyment z nutką żalu, że to jest już nie do odzyskania.

Iowa Super Soccer – czarujące, ciepłe dźwięki, tak dobre, że aż miło czytać o ich zagranicznych podbojach

Stare Dobre Małżeństwo – dla mnie to kolejne odkrycie roku, mimo że grają już potwornie długo. Znalezione przypadkiem, nawet nie pamiętam jak. Miękki głos wokalisty i naprawdę świetne teksty. Lepiej późno niż wcale.

Mirosław Czyżykiewicz – cała płyta męcząca jak mało która, ale piosenka „Ave” jest tak genialna i tak wymowna, że aż czasem boli

Czesław Śpiewa – urocza nowa płyta. „Pożegnanie małego wojownika” wymiata

The Killers – bo to kawał dobrego rockowego grania i tyle

Beirut – ciepło, ładnie, onirycznie, multiinstrumentalnie

Gaba Kulka i Konrad Kucz – na żywo: coś cudownego

Muchy – za energię i zabawę językiem

Святослав Вакарчук – to dopiero było odkrycie! Chociaż tak naprawdę to płytę tego gościa przyniósł mi pewien kolega, który za punkt honoru obrał sobie mi muzycznie zaimponować. I mu się udało. Jeszcze trochę i może pójdziemy na kawę:P.

The Notwist – zaspokaja apetyt na elektronikę

Idlewild – powoli wyrastam z Roddiego, powoli…

Old Jerusalem – fantastyczny portugalski singel-songwriter

Pustki – dobre, bo polskie

DeVotchKa – tylko „How it ends” się liczy!

5'nizza – odkryte na fali szukania muzycznych inspiracji na Wschodzie. Bardzo udane, bardzo inne, idealne do nauki czytania cyrylicy. Do tego SunSay i Sergiej Babkin i mamy komplet.


A tu piosenki, które nijak nie chciały się odczepić:

Mirosław Czyżykiewicz – Ave (Inspira) – za tekst

Gaba Kulka i Konrad Kucz – Recurring – za najsłodsze na świecie „darling”

Death Cab for Cutie – The Ice Is Getting Thinner – DCfC w naprawdę dobrej formie

Stare Dobre Małżeństwo – Czarny blues o czwartej nad ranem – nie wiem, jak mogłam wcześniej tego nie słyszeć

Lali Puna – 40 Days – bo to najlepsza piosenka jaką znam, piosenka której słucham najczęściej ze wszystkich

Old Jerusalem – Arts Center – bo nie do końca wyleczyłam się ze smutnych chłopaków z gitarami akustycznymi

Czesław Śpiewa – Pożegnanie małego wojownika – genialny kawałek, genialnie zagrany, genialnie zaśpiewany

Death Cab for Cutie – Grapevine Fires – "before we all burn"

Pustki – Notes – cudowny Antoni Słonimski

The Notwist – Consequence - "Could it stay with me the whole day long?"

Death Cab for Cutie – A Lack of Color – nie starzeje się

DeVotchKa – How It Ends – u mnie to zatacza koło: książka – film – muzyka…

PROLOGMIX – PROLOGMIX – (ehh, te tagi...) muzyczna zapowiedź Mistrza i Małgorzaty na scenie. Teraz chyba ta muzyka poszła w innym kierunku…

Delons – TAJFUN 18 – "pod gruzami na pewno czekasz na mnie"

Gogol Bordello – Start Wearing Purple – można oszaleć na punkcie tego kawałka

Muchy – Przyzwolitość – "może zechcesz mi przypomnieć kto rozpoczął tę historię…?"

Gogol Bordello – Illumination - "In sound of this same old punk song"...

Iowa Super Soccer – Little Joe – działa jak termofor

Gaba Kulka – Emily – piękne. Kropka. To znaczy Kulka

Delons – Z biegiem czasu – najlepszy kawałek Delons. Uwielbiam - to za mało powiedziane.

Freshlyground – I'd Like – Republika Południowej Afryki w natarciu

Robert Talarczyk – Ten jeden dzień – bo "wszystko jedno"

The Killers – When You Were Young – jak napój energetyczny

Kate Nash – Nicest Thing – bo czasem trzeba trochę zmięknąć

Robert Talarczyk – Słowa – bo mam słabość do słów i do "Słów". Nie do wyleczenia?

Adele – Rolling In The Deep – wciągający powrót Adele

5'nizza – Soldat - "Я герой, скажите мне какого романа"…


Pewnie jeszcze dzisiaj się odezwę. Nie wiem jeszcze, do której przyjdzie mi tu dzisiaj kwitnąć samej w biurze... 3majcie się. Zł.

Brak komentarzy: