piątek, 3 grudnia 2010

pseudoprezent

Rozmawiałam w pokoju z Babcią, gdy wszedł Brat i wręczył mi mój własny ściągacz wody z szyb, który wożę w aucie. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że wręczył mi go w dwóch kawałkach. Powiedział, że mi odkupi i wybiegł z pokoju.

Babcia: On ci to na Mikołaja kupił?
ja: Nie, babciu. On mi to na Mikołaja zepsuł.

Z dobrych wieści: byłam dziś na kilku wydziałach, gdzie przeprowadzaliśmy bardzo fajną, wesołą, głośną i medialną akcję. Na jednym z korytarzy mojego wydziału wpadłam na jedynego w swoim rodzaju, najcudowniejszego i genialnego mojego własnego Promotora, który mnie przytulił i pocałował w czoło.

ja: Tęsknię za panem, panie profesorze.
Promotor: Ja też :)

Może później wrzucę jakieś fotki, bo aparatu dziś niemal nie wypuszczałam z rąk. A teraz biorę kompa do kuchni, bo mam full roboty przed jutrzejszym rodzinnym zjazdem:)). Potwornie zmęczył mnie ten tydzień, ale za to zapowiada się naprawdę czarujący weekend.

Zzzzz

ps. Gdy wróciłam do biura, jak na skrzydłach wpadłam do pokoju, gdzie akurat siedziały trzy kierowniczki biur. Z błogą miną:
ja: Spotkałam promotora i mnie pocałoooooowaaaaał....
Kier.: Jezus Maria, gdyby mój mnie pocałował, to bym się chyba załamała...

;)

Brak komentarzy: