czwartek, 20 stycznia 2011

wszystko ok?

Tak, gdyby ktoś pytał, wszystko ok. Wróciłam do pracy. Nadrobiłam zaległości. W sumie jakoś się to układa i kula dalej. Nawet działo się trochę naprawdę dobrych rzeczy.

Po weekendzie w dwa dni udało mi się przygotować megawielki i megaważny projekt, który wczoraj przez ponad godzinę prezentowałam na spotkaniu z Władzami. Miałam wcześniej full materiałów, ale co innego mieć zawalone segregatory, a co innego iść i z pewną siebie miną przemawiać do kilku czy kilkunastu mądrzejszych od siebie osób. Myślałam, że umrę z nerwów, bo spodziewałam się ostrych ataków, ale rozkręciłam się nad prezentacją i opisem, a na koniec nawet dostałam oklaski;)), co mnie zawsze zaskakuje i mocno zawstydza. Po wszystkim Szefowa zadowolona, Władze też, a ja gdzieś pod sufitem... Udało się. Teraz tylko dajcie mi jakieś 4, 5 miesięcy na realizację tego, co wymyśliłam.

Udało mi się też zdać egzamin z rosyjskiego i zaliczyć semestr z wynikiem, którego się nie spodziewałam i którego pewnie grupa mi już nie wybaczy. Panu Bułhakowowi dziękuję za naukę czytania i za rozwój pod kątem leksykalnym...

Trzecia sprawa, która powinna mnie uskrzydlić to fakt, że dostałam ostatnio do przejrzenia projekt pewnej książki, nawet w najmniejszym stopniu niezwiązanej z moją pracą. Jest mnie tam trochę, a sposób, w jaki jestem tam podana, mocno mnie zaskoczył. Trzymam kciuki za autorów, żeby udało się to wydać wiosną. I pomyśleć, że nic o tym nie wiedziałam tak strasznie długo... Czekam grzecznie.

Niedzielny "Mistrz" w BB był zaskakujący, ostry, intrygujący. Chociaż ja już napisałam o tym spektaklu co chciałam, więc bloga sobie odpuszczę. Ale byliśmy, widzieliśmy, a późnym wieczorem było prowadzenie auta w zestawie mała czarna + niebieskie halówki. I były pospektaklowe dyskusje we mgle białej i gładkiej jak mleko. I za krótka noc i niespokojny sen.

Wszystkie te sprawy i emocje spowodowały, że jestem trochę mniej radosna niż powinnam. Zarwałam jedną noc nad rosyjskim, dwie kolejne nad projektem i prezentacją, jedną nad recenzją, ze świadomością, że to i tak za późno. Efekt jest taki, że ta adrenalina trzymała mnie jakoś w pionie, ale dziś gdzieś w połowie dnia najwyraźniej przestała. Dodatkowo świadomość zbliżających się badań wpływa na mnie koszmarnie, więc pewnie przesunę termin. Żeby choć trochę być w porządku wobec siebie samej, obecnie nadaję do Was posta wprost z mojego łóżka, w którym zaraz się zagrzebię i odmówię opuszczania tej lokalizacji w ciągu najbliższych godzin.

Jeszcze coś! Dwa światełka w tunelu. Pierwszy to Akinator czyli Dżin, który wie wszystko i zna wszystkich. Moja graficzka wysłała mi go, jak późnym wieczorem miałam kryzys nad projektem. Jak działa? Trzeba pomyśleć o kimś, o polityku, sportowcu, aktorze, piosenkarzu, bohaterze kreskówki. I kliknąć play. Dżin zaczyna zadawać pytania na temat tej osoby, na które trzeba szczerze odpowiadać. I cwaniak dość szybko zgaduje, o kim się myśli. Ok, zgadł Królową Elżbietę, Małysza i Saddama, ale zgadł też Bukę, Beiruta, Dziwisza, Kulfona, Rysia z Klanu (!!!) i kilkanaście innych osób, wyświetlając ich zdjęcie na koniec i powodując u mnie napad śmiechu. Cudowne i przezabawne, polecam.

I drugie światełko rozświetlające zły humor: kawał.
- Babciu, widziałaś takie moje tabletki z napisem LSD?
- Pierdolić tabletki, widziałeś tego smoka w kuchni???
 To tyle. Zł.
P.S. Brzydala: Trzecie światełko w tunelu :-], tzw. Follow Me Home :-]

Pozdrawiam ;-]

Brak komentarzy: