czwartek, 6 stycznia 2011

z Australii

Dostałam prezent z Australii! Idealnie pasuje do swetra;). Jak prezent potraktowałam też dzisiejszą kawę na mieście z przyjaciółką, z którą nie widziałam się od sierpnia. To zadziwiające, jak można się tyle nie widzieć, a równo z pierwszym przytuleniem na dzień dobry to wszystko znika i jest tak, jakbyśmy się widywały co tydzień. Są znajomości, które nie mijają. Są ludzie, z którymi zawsze jest o czym rozmawiać i co wspominać. I ta świadomość, że naprawdę SĄ, nawet jeśli są 15 tysięcy kilometrów stąd.

Wczoraj wróciłam trochę po godzinach, ale do domu wleciałam niemal na skrzydłach. Na zdziwione spojrzenia wszystkich obecnych zareagowałam radosnym komunikatem: wracam do pracy dopiero za 12 dni! Nieprawdopodobne. 
Inna dobra wiadomość jest taka, że Mój Wielki Angielski Folder jest już w naszym magazynie. 700 sztuk!!! Taaaak! Moje maleństwo, które rozczula mnie każdym artykułem, gramaturą papieru, kolorami i folią UV na drobiazgach na okładce. A ilu będę miała czytelników;)!
Inny nius: pierwszy raz w życiu wykupiliśmy ubezpieczenie od następstw nieszczęśliwych wypadków związanych z uprawianiem sportów ekstremalnych. Wyjeżdżamy!
A w przyszły weekend "Mistrz". Taaaaaaak!!! :)))))))))

Zł.

Brak komentarzy: