czwartek, 3 lutego 2011

kasuj

Miałam w całości napisanego i nawet już podpisanego maila. Popatrzyłam na niego i zamiast "wyślij" z premedytacją kliknęłam "kasuj". Normalnie jak nastolatka. Lepiej, że nie wysłałam.

Później miałam już nawet napisanego zgrabnego posta. CTRL + A. DELETE. Też lepiej.

Po wczorajszych milionach myśli (co zresztą dziś niespecjalnie minęło, mimo że było lekko tłumione przez fantastyczne telefony z Londynu i zupełnie niefantastyczne szukanie materiałów) wiem już, że są sprawy, o które muszę zawalczyć bardziej lub dużo bardziej. Olać konsekwencje, zamknąć w pudle obawy i wysłać na wyspy owcze. I żadnego pieprzenia o jakimś przeznaczeniu! Bo to jest wszystko moje, moje emocje i moje decyzje, moje drżące dłonie i moje postrzępione sny.

Podrzucam zupełnie czarujący teledysk: Oren Lavie "Her Morning Elegance". Rozwalił mnie w 3 i pół minuty.


Złośnica

Brak komentarzy: