piątek, 25 lutego 2011

tryumf sprawiedliwości

Sprawiedliwości nikt nam nie przyniesie,
ona przyjdzie sama, nieunikniona jak świt.
Będą zdarte garnitury z tych,
na których wyglądają jak przebrania.


Od zeszłego tygodnia jest jakiś postęp. Nie gapiłam się w ścianę. Nie udawałam, że nie mam telefonu. Nie zastygałam bez ruchu w oknie. Nawet udało mi się poprosić o trochę pomocy. w najbliższym otoczeniu. Czasem tak potwornie trudno jest porozmawiać, w ogóle zacząć cokolwiek mówić. I te wielkie oczy, to niedowierzanie, że mnie w ogóle może dotyczyć jakaś słabość. Jednocześnie ja robię wielkie oczy, jak można o mnie myśleć, że mnie nic nie rusza. Absurd.

Nieukom sprawiedliwość wyjmie z ręki pióro,
a włoży w nią miotłę, ich właściwe narzędzie.
Gadatliwi głupcy będą kłaniać się z daleka
milczącym mędrcom, jak być powinno, a nie jest.


Dziwnie tak, dać się w parę minut rozłożyć na czynniki pierwsze. Nagle stało się oczywiste, że ktoś inny, bliski, potrafi lepiej nazwać to, co się ze mną dzieje, niż ja sama. W ogóle okazało się, że znajomi i przyjaciele potrafią powiedzieć takie rzeczy, które zaskakują, rozbrajają, wzruszają. Z tym, że ja nigdy dotąd nikogo o to nie prosiłam.

Kolory: czerwony i zielony, niebieski i żółty,
zostaną rozprowadzone we właściwych proporcjach
Także kolor czarny i brunatny, także szary i fiolet,
oraz biel, bo żadnego nie może zabraknąć.


To tak, jakby zagłuszać własne myśli i za wszelką cenę próbować od nowa budować wokół siebie jakiś ład, coś stałego. Nie było to łatwe, bo całe dwa dni spędziłam w tym tygodniu poza biurem, za to z ekipami filmowymi. Praca z nimi jest dość dziwna. Widząc, jak sztuczną pewnością siebie próbują zgrywać kozaków, pozostało mi bycie zimną suką i pilnowanie, żeby sobie nie pozwalali na zbyt wiele na naszym terenie. Efekty już za jakiś czas.

Kłamcom sprawiedliwość pomiesza zmysły:
już nie będą rozróżniali prawdy i zmyślenia.
Złodzieje będą okradać się sami, nawzajem.
Mordercy wymordują się pomiędzy sobą.


Dziś zupełny spokój. Tak mało spraw i telefonów, że zdążyłam nadrobić rosyjski, zrobić porządek w papierach i jeszcze trochę pogadać o teatrze z graficzką, która baaaardzo rzadko odwiedza moje biuro. Dobra wiadomość jest taka, że moją ostatnią recenzję można znaleźć w pewnym dwumiesięczniku, który przez najbliższe 8 tygodni będzie np. w empikach. Cieszy mnie to troszkę, tym bardziej, że tego nie planowałam i nie musiałam robić nic, żeby do tego doszło - wystarczyło zgodzić się na publikację. Poza tym w dobry nastrój wprawił mnie znów telefon z Londynu, ale te rozmowy i wszystkie stosowane przez nas haczyki są tematem na scenariusz, a nie na posta.

Sto małych pomniczków przetopi się na jeden wielki.
Tak będzie, kiedy przyjdzie sprawiedliwość.
Przyjdzie sama, nie przyspieszymy tego, nie opóźnimy.
Przyjdzie sama nieunikniona jak świt.


W poniedziałek idziemy z koleżanką na koncert Starego Dobrego Małżeństwa. Nam obu bardzo przyda się to wyjście. Co ciekawe, idziemy tam służbowo. Nie było to łatwe. Było to wręcz cholernie zagmatwane, w pewnym momencie aż się wystraszyłam, w co nas wpakowałam. Po jednej z miliona moich rozmów przez telefon, koleżanka - nie podnosząc wzroku znad kompa - powiedziała tylko: "pójdziesz do piekła", na co ja z głośnym śmiechem padłam na biurko. Chyba ma rację.

Nie mogę się doczekać, aż usłyszę na żywo tę piosenkę, której słowa wrzuciłam Wam powyżej. Posłuchać możecie jej tutaj.

Tu miało być ostatnie zdanie, ale go nie będzie.

Złośnica

Brak komentarzy: