wtorek, 22 marca 2011

Od dziś

Wiewiór, Sysunia, Sysul, Orzeszek, nazywajmy Go jak chcemy...


...będzie miał od dziś towarzystwo w osobie jedynego, niepowtarzalnego, oryginalnego i jakże charakterystycznego Jeża Jerzego ;-)
Dziś chłopaki mieli okazję się poznać, trochę pogadać o starych karabinach, wymienić czułości i uprzejmości ;-).
Posiedzieli trochę, jak widać na zdjęciach Jurek jakiś taki pozytywniej nastawiony do współrozmówcy niż Sysul. Wiewiór chyba miał jakiś gorszy dzień, lekko zdołowany, zdenerwowany czy coś, nie wiem, zamknął się w sobie i w sumie mało co się odzywał ;-/...
Ale ogólnie Jurek bardziej kontaktowy chłopak jest ;-). Docelowo zamieszka w aucie Złośnicy, trzeba mu stworzyć jakieś przytulne gniazdko i niech sobie tam żyje ;-).

Uwaga uwaga, przedstawiamy Jeża Jerzego, tadam!




Ha :-)

Pozdrawiamy: Brzydal, Sysul i Jurek ;-)

=====================================================================

Jeszcze ja, jeszcze ja! Przyznję, że ilekroć dostaję w ciągu dnia w pracy magicznego sms-a o treści "mam dla Ciebie prezent :)))))))))", to drżę ze strachu, co znowu tym razem... Prezenty od Brzydala bywają osobliwe i zaskakujące. Pojawia się u mnie późną porą i wręcza rozmaite zawiniątka. A to komplet idealnych żarówek postojowych. A to gumowe dywaniki, ale takie, żeby mi się na pewno nie wylewała woda. Albo wielce potrzebny sztyft do uszczelek na mróz, odmrażacz do szyb albo mikroskopijny pendrajw o wielkiej pojemności: żebym miała dużo muzyki w aucie, ale żeby złodziej na parkingu go nie widział. Poza tymi momentami, kiedy przynosi mi wyczekane książki, kalendarze, filmy, poduszki albo bukiety kwiatów wielkości średniej owcy, z rozbrajającym uśmiechem przywozi mi te wszystkie możliwe techniczne albo motoryzacyjne akcesoria, o których istnieniu nawet nie wiem. Gdy w zeszły weekend byliśmy na "Jeżu Jerzym" wziął sobie do serca moje wybuchy śmiechu i dziś po rosyjskim obdarował mnie cudownym, zabawnym, miłym w dotyku Jeżem Jerzym z pluszu, który faktycznie będzie jeździł w moim aucie. Musi tylko zostać wzbogacony o kawałek rzepa przyszyty do tyłka, bo inaczej będzie mi się rzucał na półce pod szybą. Cudny prezent, Brzydalu. Nie sądzę, żebym zasłużyła, ale dzięki :-*.
A Sysul przyjechał z nami z Węgier, z naszego pierwszego wyjazdu z tamte rejony, dość dawno temu. W kolejnym roku został ubrany w beret z Torunia, który kupiliśmy wybierając się pod imperium Ojca Tadeusza (nie zapomnę jak wystawiałam głowę przez okno i ludzi na przystanku pytałam, którędy do radia). Beret jest prawdziwy, moherowy, z anteną ustawioną na odpowiednią stację;). Sysul wzbudza powszechne zainteresowanie, dzieci z innych samochodów nie mogą oderwać się od szyb, a i kierowcom zdarza się patrzeć z niedowierzaniem, że ktokolwiek może mieć taką minę jak Sysul. Od dziś ja jeżdżę z Jerzym.

Złośnica

1 komentarz:

Izabela Mikrut pisze...

Brzydalu - ale przecież obaj szczerzą zęby!
Zł - nabij go kolcami na coś po prostu ;D.
mr