czwartek, 24 marca 2011

Roddy Woobmle i inne cuda

Przedziwny ten tydzień. Próba odstawienia leków skończyła się katastrofą i obiecałam sobie więcej nie eksperymentować. Trudno wejść mi w rytm biura, tym bardziej, że od poniedziałku i ja wróciłam do pracy, i moja koleżanka z pokoju. Trochę zaległości, trochę nerwów, ale też samoloty z papieru i rozmowy półgłosem gdzieś znad dokumentów, wybuchy śmiechu chowane za monitorem i wreszcie otwarty balkon. Dziś trochę napadł mnie wyraźny energetyczny kryzys, niedospanie i takie rozkojarzenie, że każde zdanie czytałam po kilka razy. Tylko czemu...?

Ostatnie dni to też odkrywanie nowej solowej płyty mojego ukochanego folkującego rockmana. Roddy Woomble, wokalista Idlewild, właśnie wydał swój drugi solowy krążek "The impossible songs & the other songs", który mnie zachwyca, czaruje i utula. Nie do podrobienia.

Z innych cudów, wczoraj był naprawdę dobry dzień. Wieczorem szliśmy z Brzydalem przez parking, ja w podskokach i szczerząc się szeroko z niewymowną radością, a Brzydal jak zwykle niewzruszony, a może tylko ekstremalnie zmęczony... Przyszłość, kochani, przyszłość! Przyszłość widzę:)! Doczekać się nie mogę!!!

Późny wieczór przyniósł mnóstwo emocji, śmiechu i słów. Do późnej nocy zastanawiałam się, na czym polega ten fenomen, dokładnie tych emocji, tego śmiechu i tych słów. I pewnie stąd moje niedospanie, rozkojarzenie i mina pod tytułem "i-tak-jestem-w-innym-miejscu". Cudowne to było.

Jutro od rana mam na głowie sto sztuk Cazador del Sol, czyli Łowców Słońca. Po pracy wspólny obiad z dziewczynami z biura, bo mamy zaległości. W sobotę jadę poznać 3-tygodniową dziewczynkę. W niedzielę teatr. Powiem Wam, że cudownie jest zasypiać z uśmiechem. 

Zł.


PS Tekst dnia wczorajszego...

- Bo ja mam na drugie Nadinterpretacja.
- Tak, wiem, zauważyłem.

:)))))))))

Brak komentarzy: