wtorek, 1 marca 2011

SDM - koncert

Ponapychałam kalendarz do granic możliwości czasowych i przestrzennych. Dobry sposób na to, żeby wieczorem padać bez życia, za to ze świadomością, że coś się działo. W niedzielę dużo słońca w Bielsku i wielkie lody z malinami (zasłużone! dzięki, wiesz za co!). Migająca rezerwa i rozmowy nie do odtworzenia. Wczoraj na 16 godzin poza domem złożyło się kilka godzin w moim biurze, 4 godziny w megaważnym gabinecie (gdzie musiałam iść na zastępstwo i byłam zestresowana i nieszczęśliwa, bo mało jest innych funkcji, na które nadaję się mniej niż na Asystentkę Kogoś Ważnego, grrrrr) i 3 godziny na koncercie SDM, gdzie najpierw robiłam poważne miny, później słuchałam, jeszcze później się już kołysałam z pełną salą i zupełnie dałam się wciągnąć. I zwinęłam się w kłębek pod sceną, żeby robić zdjęcia z takiego bliska, jakiego nie planowałam. Z przyjemnością odkrywam i powoli smakuję ten zespół. Póki co znam ich tak słabo, że nie jestem w stanie rozróżnić starych piosenek od najnowszych. Słucham ich tak samo, bez żadnych formalnych i czasowych obciążeń. Poza tym nie spodziewałam się, że Myszkowski prowadzi tak genialną konferansjerkę. On sam zaskakuje niezwykłym wyczuciem słowa, zabawą frazeologizmami, czającą się w każdym zdaniu refleksją, w większości przypadków utrzymaną w ciemnych barwach. Ma bardzo przyjemny wokal, jakby śpiewał bez żadnego wysiłku, jakby bardziej chciał coś powiedzieć niż o tym zaśpiewać. Z czasem panowie tak się rozkręcili, że pół auli umarło ze śmiechu. Bisów nie zliczę. Wielkie brawa i za poczucie humoru, i za absolutne piękno słowa. Kupili mnie i tyle.
Dziś - znów - dniówka z filmowcami. Jest postęp: mocno cyniczny kamerzysta podziękował mi za miłą współpracę i wiem, że tym razem było to tego cynizmu pozbawione. Później rosyjski, na który szłam chyba siłą woli. Potworne zmęczenie zadziałało dzisiaj w drugą stronę i miałam tak jasno w głowie, układałam takie zdania, że aż lektorka była w lekkim szoku, co powodowało u mnie napady śmiechu i rozmaite dygresje... Reszta tygodnia też mocno zaplanowana, m.in. z czwartkiem w pracy na 10 godzin i z teatrem wieczorem. Weekend z imprezą w sobotę. Wiosny mi się chce.
Z.

1 komentarz:

Izabela Mikrut pisze...

ja Ci mogę powiedzieć, które są stare i klasyczne jak chcesz, tylko muszę do śpiewnika zajrzeć ;). mr