niedziela, 20 marca 2011

wracam

Brzydal napisał posta, ale po chwili go usunął z przyczyn mi bliżej nieznanych. A było o polonezie i słuchaniu muzyki w aucie (na szczęście nie w polonezie). Chciałam nawet wejść w polemikę, ale post zniknął, ale to nie ja go ukatrupiłam.
Zrobiliśmy dziś 120 km po okolicy, w trzyosobowej podróży sentymentalnej, wspominając ludzi i miejsca sprzed wszystkich naszych przeprowadzek. Dużo pizzy, kawy, muzyki, śmiechu, czekolady i tyskiego. Pouczające to było i mocno zabawne. I krzepiące, że po tylu latach wciąż mamy sobie tyle historii do opowiedzenia, takich których reszta jeszcze nie słyszała. Jak w tej piosence Dż: a potem wykorzystam samego siebie do dalszego życia, improwizacji i takich wariacji, które świat już wprawdzie widział, ale nie w takim wykonaniu...
Poza tym zeszłej nocy jaśniej dostrzegłam dziwną zależność: im bardziej wydaje mi się, że mam już coś na wyciągnięcie ręki, coś na czym mi cholernie zależy, to to coś nagle z nieznanych  mi przyczyn oddala się o całe lata świetlne. Pomyślałam i wyknułam, że może sposobem byłoby wmawianie sobie, że mi nie zależy, taka spiętrzona ściema. Ale im intensywniej myślę, że mi nie zależy, tym bardziej nie mogę spać. Mój chytry plan nie działa.
Jutro wracam do żywych. Idę do pracy. Daleko mi jeszcze do optymalnej formy, ale współczesna farmakologia powinna być po mojej stronie.
Złośnica

Brak komentarzy: