czwartek, 14 kwietnia 2011

autobus życia



Cudny ten shapes. Idealny. Strasznie się wszystko kotłuje dookoła mnie. Niedospanie, zimno i te durne sny. Jakieś nie do końca ogarnięte oczekiwania. Jutro targi, o których nie mam pojęcia. Będę musiała uruchomić mojego utajonego anioła, żeby nie podpaść (szefowa dziś o mnie: "ona jest okropna!"). Sobota też w pracy. A dzisiaj poplułam się poranną kawą, jak zobaczyłam, że wypowiadam się w Wyborczej. Kto by pomyślał, że ze mnie taki autorytet w kwestii wolnych związków partnerskich i ich praw :-P. Umarłam ze śmiechu.

 "Ex libris", czyli eseje Anne Fadiman, pożarte. Aktualnie w pożarciu "Moc truchleje" Głowackiego. Odkryć na półce nieczytaną książkę ulubionego pisarza - bezcenne. A czytał już ktoś może "Książkę" Łozińskiego?

Dziwnie jest. Brakuje mi energii z zewnątrz. I jeszcze jedyna czekolada, jaką znalazłam w domu, jest gorzka. Grrrr.

Myślami jestem albo w tearze, albo 2700 km stąd. Tymczasem wieczorem jeszcze raz skoczę do Katowic...

zzz

Brak komentarzy: