piątek, 29 kwietnia 2011

żółty

Myślałam, że okres między świętami i majówką będzie spokojny. Z mojego kilkuosobowego biura w tym czasie na urlopie nie byłam tylko ja i Pani Z Biura (ta od biletu na Interpretacje). Pani Z Biura ogarnia system zamówień i umów, a mnie zostały 1) moje sprawy i mój telefon, 2) sprawy nieobecnej koleżanki z biura, 3) sprawy i telefon kierownika biura, 4) wszystkie inne niespodziewane sprawy dotyczące biura. Działo się przerażająco dużo, z przerażająco różnych dziedzin. Już pierwszego dnia zrozumiałam, że bez modyfikacji własnego systemu organizacji pracy zupełnie skapituluję (mój system opiera się na dokumentach w nieładzie i na milionie samoprzylepnych karteczek), ale myślę, że udało mi się to wszystko ogarnąć... Najważniejsze, że klepnęłam umowę, którą wcześniej dwa razy kwestionowali prawnicy: napisałam ją na nowo i jest idealna. Później na kolejne dwa miesiące przedłużyłam naszą reklamę w 60 samolotach. Chociaż może ważniejsze jest to, że wymyśliłam Bardzo Pilny Ważny Gadżet, znalazłam wykonawcę, zbiłam cenę, dogadałam się z grafikiem i dostałam z samej góry akceptację projektu, który jest prześliczny.  Tylko czasem w ciągu dnia, gdy na kilka minut przestawały dzwonić moje trzy telefony, wychodziłam na balkon z kubkiem kawy i przy kasztanowcu wysokim na sześć pięter udawałam, że mnie nie ma.
Dobrze, że tyle się działo. W głowie mam potworny mętlik, znaki zapytania rosną mi przed oczami jak dmuchane potwory i nie bardzo wiem, co myśleć i co robić. Pracując jak wariat przynajmniej miałam w głowie mniej miejsca na te myśli, do których najwyraźniej nie dorosłam albo których się boję. Ale trzymam się i tylko czasem pękam, jak późnym wieczorem nie mam już siły żeby się bronić przed tym czego nie rozumiem.
Wiosna w pełni. Mam tak ekstremalnie piękny żółty lakier do paznokci, że nie ma wątpliwości, jaką mamy porę roku. Tylko Szef Wszystkich Szefów najwyraźniej miał wątpliwości.  I to poważne. Wpadłam na niego przypadkiem. Szef swoim zwyczajem przywitał mnie po imieniu, podał rękę, a po chwili trzymał moją dłoń i z niedowierzaniem powoli mówił: "ż ó ł t e... ż ó ł t e..." Na swoją obronę, cała betonowa ze strachu, miałam tylko jeden argument: "wiosna..."

Złośnica

1 komentarz:

Izabela Mikrut pisze...

się może bał, że żółtaczkę masz? Lub też, z racji zawodu spotyka się tylko z purpurą i kolorem gronostajów. mr