poniedziałek, 16 maja 2011

rolki

Rolki były zawsze (tak jak snowboard był zawsze, angielski był zawsze, książki były zawsze). Pierwsze rolki założyłam na nogi jakieś 16 czy 17 lat temu, gdy wzrostem przypominałam tylko trochę podrośniętego krasnala ogrodowego. Miały tak twarde kółka, że jak jechałam ulicą Naftową, słyszeli to absolutnie wszyscy, nawet mieszkańcy ósmych pięter bordowych bloków. Później miałam Bauery, o których wszyscy marzyliśmy. Żółte klamry śniły mi się po nocach. Jeździłam jak dzika, skakałam, zjeżdżałam ze schodów i tyłem z krawężników. I niczego się nie bałam. Nie zniechęciło mnie nawet pęknięte żebro po jakimś koszmarnym upadku, kiedy to ze skoczni, którą dobrze znałam i dokładnie pamiętam, leciałam bardziej jak Małysz niż jak Shaun White... Gdy rodzice zrozumieli, że to miłość nie na lato, a na lata, zafundowali mi najcudowniejsze rolki jakie znalazłam w Katowicach. I wtedy, w wieku lat dwunastu czy trzynastu, pewnie nie myślałam o tym, że będę kiedyś miała lat 26 i że w tym podeszłym wieku uznam, że może czas na zmiany... Jeździłam w nich do dzisiaj;).

Gdy dwa tygodnie temu rozpoczęłam tegoroczny sezon na rolki, na Muchowcu bałam się, że ktoś do mnie podjedzie i zapyta, czy to sprzęt z czasów wojen punickich. Zaczęłam się też zastanawiać, czy może nie odsprzedać ich do Muzeum Techniki. Rolki w ruchu wydawały czarujące rzężenia i charczenie, a także trzaski połączone z warkotem, który straszył wiewiórki i kaczki.

W minionym tygodniu zainteresowanie rolkami wyraził Brzydal, co stoi w opozycji do jego dotychczasowego stanowiska, że on na rolkach jeździł nie będzie, bo ma za daleko do ziemi - prawie dwa metry. Ostatnie dni spowodowały jednak taki oto stan rzeczy:
Znaleźliśmy to, czego szukaliśmy. Rolki Brzydala przyjechały do nas z Kielc, a moje z Kartuz. Dziś wieczorem szaleliśmy na Trzech Stawach, gdzie warunki są absolutnie bajeczne. Będzie to teraz obszar naszego częstego występowania. Już nie muszę jeździć sama:)!
Dotleniona i zadowolona przed chwilą skończyłam pisać recenzję, którą może jutro wyślę do naczelnego. Jutro - w ramach zrównoważonego rozwoju ;) - rosyjski zamiast rolek.
Z.

2 komentarze:

Anonimowy pisze...

Ja nadal uważam, że na tych rolkach mam ponad 2 metry do ziemi i że jest to dość duża odległość jak na możliwość ewentualnego upadku, niekontrolowanego OFC ;-).

Zawsze uważałem, że małe dzieci mają w takich sytuacjach lepiej. Narty, snowboard, rolki, wrotki, jakieś inne sporty. Dzieci mają elastyczniejsze kości i mają BLIŻEJ do ziemi ;-). W takiej sytuacji upadek mniej boli.

Izabela Mikrut pisze...

i z tego powodu ja nie jeżdżę na rolkach od dziecka ;D. Bo jako dziecko też miałam wystarczająco daleko! ;D. Solidaryzuję się z Brz. mr.