sobota, 21 maja 2011

teatr x2

Otworzyłam oczy o 7 rano i z błogim uśmiechem przyjęłam do wiadomości, że końca świata jednak nie było. Postanowiłam wykorzystać na nowo darowany mi czas na to, na co w tygodniu nie mogę sobie pozwolić, to jest na spanie i przewracanie się z boku na bok. Po 20 minutach owego przewracania się z boku na bok istotnie byłam wyluzowana i wypoczęta, ale też powoli zaczynałam umierać z nudów, więc po 8 byłam już na rolkach na Trzech Stawach. Przeczuwając, jak cudowny dzień przede mną, nie bacząc na zdroworozsądkowe (i zdrowo, i rozsądkowe) przeciwności, przejechałam 150% tego co normalnie, dokładając sobie jeszcze dwie długości parku. Czuję to dopiero teraz, po 23...
Przed chwilą wróciłam z Bielska. Wyczekana i tak rzadko grana "Zła opinia" była przeurocza. Fantastyczne teksty! Aż momentami bałam się, co oni tam jeszcze zaśpiewają i z czym wyskoczą...:) A później mój najcudowniejszy "Mistrz...", którego nie miałam w planach, ale jak poczułam, że mam ten spektakl znów na wyciągnięcie ręki, to nie mogłam się powstrzymać... Takie dni jak ten uświadamiają mi, jak potężne emocje we mnie siedzą. A takie spektakle wyzwalają je bez opamiętania.
Pod teatrem puściłam tę piosenkę. Wyłączyłam ją po 50 minutach, pod domem.
Jestem przeszczęśliwa.
Złośnica

Brak komentarzy: