poniedziałek, 4 lipca 2011

chytry plan

Jutro mam egzamin z rosyjskiego. Długi i poważny test, w którym mam wykazać swoją wiedzę (a raczej ukrywać braki) z kursu, na który chodziłam ostatnie 8 miesięcy. Przerabiałam pilnie podręcznik przez 2 miesiące. Pozostałe 6 skupiałam się na pracy, która zazwyczaj pewnie zwyciężała w wyścigu priorytetów. Zaległości w rosyjskim mam więc znaczne, ale miałam chytry plan dziś po pracy jakoś to nadrobić. Egzamin będę jak kołek pisać sama. Moja grupa zdawała tego dnia, gdy ja bujałam się po Warszawie, czując się jak dziecko w sklepie z zabawkami.

Plan był taki:
15.30 Wyjść z pracy
16.00 W domu zaszyć się w pokoju i uczyć się pilnie
23.00 Przebrać się w piżamkę
2.00 W nocy paść bez życia
Jutro o 16.00 napisać egzamin i odnieść oszałamiający sukces.

A było tak: (w tle nieustający deszcz, ściana deszczu)
15.30 Walczę z pocztą w pracy, która odmawiała dalszej posługi, a ja muszę wysłać raport
15.35 Odbieram telefon. Przyjaciółka pyta, czy wracając z pracy mogę odebrać ją od koleżanki i zawieźć na koniec świata, czyli gdzieś na krańce Będzina, do serwisu po samochód. Przyjaźń, siostrzeństwo dusz i solidarność nie pozwalają mi odmówić. Pomyślałam, że po prostu będę się uczyć rosyjskiego pół godziny dłużej.
16.00 Czekam na koleżankę
16.30 Szukamy serwisu w Będzinie
16.45 Wciąż szukamy serwisu w Będzinie (nadal ściana deszczu)
16.50 Znajdujemy serwis, ale jesteśmy w takim miejscu, że postanawiam znaleźć jakiś drąg, na wypadek gdybym musiała oganiać się od szakali
17.00 Wracam do domu. Godziny po-szczytu, na trasie dziki tłum. W głośnikach Muchy. Śpiewam w deszczu i kołyszę irokezem.
17.15 Wpadam do domu. Ściana deszczu trochę mniejsza.
17.45 Przypominam sobie o filmie "Mądrość i seks" który polecił mi kolega z biura (tak! od kilku dni mam KOLEGĘ Z BIURA. 12 koleżanek i jednego kolegę. Jeśli jedyny kolega poleca film, nie można sprawy ignorować. Tym bardziej, że główną rolę w filmie gra Eugene Hutz, czyli moja ukraińsko-cygańska miłość z Gogol Bordello)
17.50 Myślę: obejrzę tylko 5 minut i idę się uczyć. Za oknem ściana deszczu, idealnie do nauki.
19.20 Napisy końcowe. Cudowny film. Wessał mnie w całości. Na necie uaktywnia się Mrówka.
19.45 Od kwadransa płaczemy ze śmiechu. Ale po paru chwilach z bólem serca żegnam się i idę się uczyć (z tego miejsca dziękuję za wsparcie)
20.00 Uczę się! Naprawdę się uczę. Odmieniam czasowniki w trzech czasach, uczę się słówek, których nawet po polsku nie używam, rysuję tabelki i zastanawiam się nad istotnością znaku miękkiego w liczebnikach.
20.45 Wpada mój brat ociekający deszczem. Oczywiście głodny i zmęczony. Pyta, czy zrobimy grilla, bo tak rzadko się widujemy. Otwieramy taras i rozpalamy. Ściana deszczu zaczyna się tuż za tarasem. Dla spokoju sumienia rozmawiamy po rosyjsku, tzn. po polsku, ale z rosyjskimi końcówkami, co oczywiście z rosyjskim nie ma nic wspólnego. Bawimy się cudownie.
22.00 Jeszcze tylko ściągnę trzy prywatne skrzynki i jedną służbową i idę się uczyć...

Jutro o 16 egzamin. Pouczę się chwilę, a później trochę Himilsbacha do poduszki i jakoś to będzie.
Zł.

Brak komentarzy: