czwartek, 21 lipca 2011

hiszpański temperament

- Rany, jak to jedzie! - rzekła z błogim wyrazem twarzy Złośnica, wepchnięta w fotel kierowcy siłą przyspieszenia. - Ale te światła to jest jakaś zemsta księgowego... - dodała, bawiąc się takim pokrętłem, jak zdarza się zobaczyć na starych pralkach. - I w ogóle mój w środku jest ładniejszy... Ale tak nie robi - wrzuciła kierunkowskaz i połknęła kolejny samochód na drodze prowadzącej na lotnisko (zawsze tam testujemy auta, taka tradycja). W tym czasie Brzydal vel Mąż, eksplorując kolejne schowki, perorował o detalach wykończenia i o tym, jaki wpływ na południowy charakterek miało przejęcie firmy przez rynek naszych zachodnich sąsiadów, a do tego wiercił się, przestawiał fotel i ogólnie miał galopujące ADHD.
Mnie jak najbardziej przekonuje niemiecka precyzja i hiszpański temperament. I mimo że to autko nie jest jakoś mega mocniejsze od mojego Forfitera, z przyjemnością nim trochę pojeżdżę, tym bardziej że to tylko auto zastępcze. Bałam się, że dostanę zakurzonego, obitego, podrapanego, zadymionego i wygniecionego paździocha, na którym będą napisy "samochód zastępczy dla klientów serwisu blacharsko-lakierniczego, czyli dla tych sierot, które mają rozwalone swoje własne samochody". A mam śliczne błyszczące cudeńko, którym będę się bała jutro jechać do pracy. Za moim Forfiterem już tęsknię. Nie wiem, ile tam postoi, ale oby jak najkrócej, bo w końcu i to zastępcze mi odbiorą i wtedy będę musiała wozić się dyliżansem pospiesznym linii 814 albo kraść jakiś samochód spod domu gdy domownicy będą jeszcze spać. Trzymajcie kciuki.

Zł.

Brak komentarzy: