niedziela, 17 lipca 2011

z obrazkami

Uwaga, post z dużą ilością obrazków i z wbetonowanym chaosem.

Wiem, że w wakacje nie chodzi się do kina, bo nie ma na co, ale tak wyszło, że obejrzeliśmy "Debiutantów".

Myślałam, że "Ghost writer" był najsmutniejszym filmem McGregora, ale "Debiutanci" są megadepresyjni. Ale są też magiczni. Cudownie bawią się różnymi przestrzeniami. Czasy są pomieszane tak, jakby je ktoś wrzucił do jednego pudełka i mocno potrząsnął. Mimo kilku bardzo pozytywnie nastrajających scen, całość dołuje tak, że aż później trudno było o tym rozmawiać. Ewan McGregor uroczo smutny. Zadziwiająco pewny swego Christopher Plummer i fantastyczny drugoplanowy Goran Visnjic w roli energetycznego gejowskiego zjawiska. Kradzież wrotek, polskie plakaty na ścianach, udawany Freud, w tle choroba, książki po sam sufit, globalna historia smutku na obrazkach i negacja bycia sobą. I jeszcze Arthur i jego komentarze.
Później długi spacer po Katowicach, które w letnie sobotnie wieczory są cudownie wciągające. Byliśmy wszędzie i widzieliśmy wszystko. Na ulicę Krzywą kiedyś pójdę z aparatem, bo jest obłędna. Wszędzie pełno ludzi, aż miło popatrzeć, aż miło w tym uczestniczyć.

Godziny gadania. Wieczór. Zatrzymałam się pod blokiem i włączyłam awaryjne. Gadamy. Po 10 minutach mówię ok, podjadę lepiej na parking. Siedzimy na parkingu i nadal gadamy. Po kolejnym kwadransie idziemy na ławkę. Późno, ciemno i poza jeżem pod cerkwią nie ma już nikogo. Gadamy. Jeż zniknął z oczu.

Dziś od rana w górach, bardzo dużo słońca i śmiech taki, że dziwne, że nie dostałam mandatu za zakłócanie spokoju tym, którzy w niedzielę chcą tylko odpocząć. Rozkładamy się nad rzeką i jest najpiękniej na świecie. Efekt?
Debata nad imionami i tym, jak to w ogóle będzie brzmieć. Ja bym szła dalej tropem szekspirowskim... Ale czy ona na pewno nie była czarnym charakterem...? Debata o wątpliwym efekcie estetycznym związanym z obecnością drewnianych wujków na ścianach. Zobacz, specjalnie dla Ciebie załatwiłam tę orkiestrę dętą! I tego oto wielkiego ceramicznego kota... I to, dlaczego warto czytać Ilję Erenburga; i to, dlaczego książki będziemy układać krajami; i to, jak się tankuje auto zastępcze; i to, czy 5'nizza na pewno nadaje się do śpiewania w samochodzie; i to, czy jak śpiewam "Illumination" Gogol Bordello to na pewno ruszam się i wyglądam jak Oskar z ulicy Sezamkowej?
Nadciąga dziwny tydzień. Boję się rozmowy z szefową, boję się badań, boję się dzwoniącego telefonu i boję się też tego wszystkiego co mam ochotę wywrzeszczeć. Brzydal jest w tym wszystkim najlepszy. Jest oazą spokoju (prawie jak TU ;)) ). On po prostu wie, że będzie dobrze. Ja chyba nie wiem, więc muszę się sama przekonać. Może im szybciej tym lepiej?
Zł.

Brak komentarzy: