piątek, 23 września 2011

sezon szeroko otwarty

Od 15 minut siedzę nad pustym oknem "nowy post". Zaczęłam już ze cztery różne notki. O tym, że tydzień był hardkorowy, absurdalny i groteskowy. Że albo wydawało mi się, że dostanę Nobla, albo że jestem nieodpowiedzialnym głupkiem ze wsi. Że ostatnie dni są w dotyku jak kasztany. Że jak wstaję rano, to na dworze jest 5 stopni i mgła jak mleko i naprawdę mam problem z wykrzesaniem z siebie jakiejkolwiek motywacji, która nie byłaby owinięta kłamstwami. Że pierwszy raz w życiu poznawałam tajniki Joomli. Że nieprzerwanie wydaje mi się, że nie spełniam oczekiwań. Że ilekroć wymiękałam, to przypominałam sobie, że 23 września otwiera mi się sezon teatralny.

Sezon otworzył się pięknie, monodramem Ani Guzik na Małej Scenie w BB. "Singielka" jest fantastyczna i czarująca, a co najważniejsze - nie wpada w te pułapki, których się obawiałam, w te szufladki a'la bohaterki Helen Fielding. Publiczność świetnie reagowała i nie mam żadnych wątpliwości, że będzie hit hit hit... Musi być hit.

Po premierze na chwilę zeszłam Pod Scenę, gdzie koncert grał mój kolega z Wrocławia. Przed wyjazdem powiedziałam Mamie, że chcę się z nim zobaczyć. Mama: Czy to jest ten chłopak, który u nas kiedyś spał? Ja: Mamuś, nie raz... ;)

Jak zwykle, gdy sama późną porą wracam z BB, dostałam małpiego rozumu i wróciłam do domu w 45 minut... Tylko patrzyłam, czy nie jedzie za mną objazdowe nieme kino z reżyserem kina akcji w niebieskiej czapce, ale nie jechało (nie dało rady;)?). Nie wiem, na czym to polega, ale wystarczy mnie wieczorem puścić w trasę, włączyć muzykę i od razu czuję się jak w grze komputerowej, przez co wydaje mi się, że wolno mi więcej. Złudne i szczeniackie, ale pozwala odreagować.

Umieram z radochy na myśl o tym, że po piątku w teatrze czeka mnie jeszcze sobota w teatrze i niedziela w teatrze:). I kolejny piątek też, taaaaaaak! Niniejszym sezon teatralny 2011/2012 uważam za otwarty. Szeroko otwarty.

Zł.

Brak komentarzy: