sobota, 15 października 2011

castorama

Chodząc po castoramie nudzę się niemiłosiernie... Nie tyle chodzę, co próbuję nadążyć za Brzydalem, który szaleje z wózkiem lub platformą między alejkami, z obłędem w oczach, brzęcząc cicho pod nosem jakieś słowa, których nie rozumiem. Dla mnie oczywiście nie ma różnicy między kablem trójpinowym a ośmiopinowym, między zaprawą z kreisela i zaprawą z atlasa, między wentylatorkiem o wydajności 90, a takim na którym napisano 120... Pfffff... Nie dość, że nuda, to jeszcze trzeba zachować czujność, żeby nie zostać potrąconym przez innych szaleńców z platformami.
Wczoraj pierwszy raz w życiu castorama obudziła we mnie intensywne emocje. Wszystko przez to, że uważam, że nie ma w mieszkaniu większego obciachu niż suszarka na pranie wisząca pod sufitem w łazience. Od tygodni toczyliśmy bój o obecność bądź nieobecność tego plastikowego białego paskudztwa. I wczoraj Brzydal, wykorzystując moją chwilę nieuwagi, wpakował do koszyka właśnie to straszydło. I zdecydowanie, po męsku odmówił odłożenia go z powrotem na regał. Po kilku minutach robienia smutnych min i po straszeniu rozwodem - zrozumiałam, że to bezcelowe, że czas na kapitulację... Brzydal z radosną miną triumfował. Gonił mnie nawet wózkiem po sklepie, tym wózkiem, na którym jak wojenne trofeum w pełnej swej wątpliwej krasie sterczała ta suszarka... Bosz... I jeszcze miał czelność powtarzać mi, że jestem największym głupkiem ze wszystkich głupków... Miałam jeszcze przy kasie nadzieję, że kod nie wejdzie, ale ku mej rozpaczy gładko wszedł i staliśmy się właścicielami największego z mieszkaniowych obciachów. Tylko lampa z soli jest w stanie się w tym równać!!!! Aaaa!!!!
Przy kasie stał za nami szczupły, brodaty facet z trzymanym na sztorc trzymetrownym drewnianym karniszem. Szepnęłam Brz., żeby się odwrócił, to zobaczy oszczepnika. Niestety, odwrócił się pospiesznie i (niestety) oszczepnik bardzo go rozbawił. I niestety umarł ze śmiechu, tak że bałam się, że pan go tym oszczepem zdzieli jak tylko wyjdzie ze sklepu.
Ok, może jestem najgorszym na świecie specjalistą od remontów i gdybym miała sama to wszystko robić, to pewnie mieszkałabym w jakimś kolorowym domku na kurzej stópce... Zakupy te są dla mnie cudowną odskocznią od tego, co zajmuje mi resztę dnia.
Miniony tydzień był zdrowotnym koszmarem. Nawet przeleżenie dwóch dni nic nie dało, co mnie jeszcze bardziej zdołowało. I nagle którejś nocy, gdy nie miałam siły przewrócić się na drugi bok, zrozumiałam, że przesadziłam i że nie warto. I że tak nie może być. Zrozumiałam, że powinnam pracować kilka godzin dziennie, a nie kilkanaście. Że nie mogę więcej tak ryzykować.
Zadziwiające, jak w kilka dni można sobie poprzestawiać priorytety. Nawet odważyłam się na poważną rozmowę z przełożonymi. Rany...
W poniedziałek moja wielka impreza... Coś, co prowadziłam samotnie od samego początku, od kilku tygodni. Jestem na finiszu. Robi się naprawdę poważnie. Jeśli Wyborcza w jednym wydaniu pisze o tym w trzech miejscach, to wiedz, ze coś się dzieje... ;) Jutro pracuję. Muszę to jeszcze podopinać. Sztalugi śnią mi się po nocach. Dużo sztalug.

Zł.

PS 
- Chodźmy stąąąąąąąd............
- Jesteś najgorsza. Jesteś okropna, wstrętna i marudna.
- Mam ochotę na gofra...
- Skąd ja ci o 20:30 w castoramie wezmę gofra!!!!!
Epilog: Po 20 minutach byliśmy na gofrach... Hmmm...

3 komentarze:

Blondyna pisze...

Obowiązkowo. My z Ajkusiem będziemy :D.
A kiedy był ślub? Będzie? Coś przegapiłam?;)

Brzydal i Złośnica pisze...

Megi, nie trzeba mieć ślubu, żeby straszyć rozwodem :P. Zł.

Kasija pisze...

kurde, ale taka suszarka jest naprawde STRASZNA!
jak kazda inna;-), ale te stojace da sie przynajmniej zlozyc i upchnac w jakis kat, nie "daja po oczach".

tylko jak solna lampka moze sie komus nie podobac, nie nie wiem:))))))) mam dwa solne swieczniki, a nawet mam lampke lawe!