niedziela, 2 października 2011

koncert

Ile czasu minęło...? Kilkanaście miesięcy? Bez znaczenia. Na ten wieczór nie musiałam się z nikim umawiać. Wiedziałam, że pewnie i tak będzie ktoś znajomy. Szybko wyławiamy się z tłumu, dosiadam się do jakiegoś stolika. Po chwili przychodzi on, on sam i pyta, czy może się dosiąść. I po prostu chce pogadać. Cieszę się, że mogę cię znów zobaczyć - mówię, a myślę: umieram z radości, że przyszedłeś, choć dookoła jest kilkadziesiąt osób i znasz wszystkich. Mówię: tęskniłam trochę, a myślę: sto tysięcy razy myślałam, że zwariuję, ilekroć przypominałam sobie, jak zniknąłeś z mojego życia. Masz dla mnie jakieś nowe piosenki do posłuchania? Mam całą płytę, wyślę Ci! Albo nagram. Przyjedź. Mamy nową salę prób. Właściwie cały dom mamy, zobaczysz. Przyjedź na próbę. Przyjadę. Dużo piszesz? Mniej niż kiedyś. Ale mam trochę nowych piosenek. Nagramy tę płytę. A ty jak? Wiem, rozumiem. Potrzebujecie menedżera? Bardzo. W sumie ona nie była zła... Nie trawiła mnie - mówię. Tak mnie stresowała, że z każdego koncertu wychodziłam chora. Nie wiedziałem. To może i lepiej. Pracujesz tam? Pracuję, jest szaleństwo. A piszesz jeszcze? Piszę, chodzę na spektakle. Teatr jest dla mnie tak ważny, jak wy kiedyś byliście. Rany, muszę posłuchać tych twoich nowych piosenek... Muszę iść. To zrozumiałe, zaraz koncert. Dziękuję. To ja dziękuję.

Na samym koncercie było kilka tych nowych kawałków, wszystkie z fantastycznymi tekstami. Bo on ma niesamowite wyczucie słowa, jemu słowa się kleją do siebie i pasują jedno do drugiego. Zaskakuje frazeologią i połączeniami, wyczuwa, co brzmi dobrze, a jednocześnie dużo znaczy. Długi koncert, mnóstwo ludzi, bardzo żywiołowe reakcje i ten nieśmiały uśmiech, ten spuszczony wzrok kiedy ludzie klaszczą. Rozbudowana setlista, pomieszane piosenki z różnych muzycznych projektów, trochę o miejscach, trochę o ludziach. Powietrze wibrowało od tej gitary. I moja najukochańsza ze wszystkich piosenka na sam koniec, jak zawsze. Po koncercie jeszcze kilka słów. Umówimy się? Zadzwoń do mnie. Dziękuję - mówi, a ja nie mam najbledszego pojęcia, za co.

Kiedyś byłam bardzo blisko tego świata. Później ten świat mi się oddalił, a jeszcze później ja się ostatecznie odcięłam, bo nie widziałam już sensu. Dziś cieszę się potwornie, że możemy do siebie wrócić i że wiążą się z tym tylko pozytywne emocje. Żadnych dawnych rozczarowań, pretensji, zbędnych pytań.I ci ludzie, których spotkałam! Zobaczyłam w ich oczach ten sam blask, co przed laty na koncertach w małych klubach, na które chodziliśmy razem. A to pamiętasz? A jak byliśmy w Piekarach? A Zanzibar! I stare Mega. I ta sala na Grunwaldzkiej...

Padam na nos. Za kilka godzin wychodzę do pracy...

Zł.

Brak komentarzy: