czwartek, 27 października 2011

kurs czeskiego

Zapisałam się na kurs języka czeskiego:

- bo tysiąc razy o tym myślałam,
- bo już kilka razy próbowałam się zapisać, ale nigdy nigdzie nie ruszała grupa,
- bo nie jestem na tyle uparta, żeby systematycznie uczyć się w samotności,
- bo uwielbiam zaczynać coś od nowa, od zera, od podstaw,
- bo szkoda mi życia na to, żeby się czegoś nie uczyć,
- bo fajnie będzie znów zająć głowę czymś zupełnie innym niż praca,
- bo cudownie jest się uczyć dlatego, że się chce, a nie dlatego, że się powinno,
- bo uwielbiam świadomość, że dogadam się w kolejnym języku,
- bo rosyjski nie rozwalił mnie aż tak, by uczyć się go dalej,
- bo nie tęsknię za włoskim,
- bo lepszego angielskiego nie potrzebuję,
- bo będę mogła lepiej rozumieć genialne teksty Nohavicy,
- bo muszę udowodnić sobie, że jednak mimo wszystko mam siłę,
- bo nie mogę sobie odpuszczać, bo to prosta droga do gapienia się w ścianę bez celu.

Byłam na pierwszych zajęciach i nie wiem, jak będę wymawiać te zbitki spółgłoskowe. I nie mam najbledszego pojęcia, jaka jest różnica fonetyczna między "h" i "ch". I czy na pewno długie samogłoski muszą być aż tak długie? Aaaa.... Radocha:). Wypowiedzmy wojnę Czechom i się im poddajmy...:)
Zł.

Brak komentarzy: