środa, 5 października 2011

próba

Fantastyczny ten dom. Taki z gankiem z małymi okienkami. W środku jest tak, jakby ktoś się bardzo napracował nad scenografią. Monidło na ścianie. Bifyj. Szklanki w metalowych osłonkach. Ciężkie firanki. Święte obrazki. Kachlok. Widać, że jeszcze niedawno ktoś tam mieszkał. Magicznie. W jednym pokoju futerały na gitary. W drugim mnóstwo sprzętu. Po podłodze wiją się kable, gdzieś leżą pałeczki perkusyjne, głośniki cicho mruczą. Wszędzie walają się wygniecione kartki z tekstami piosenek. Po pięciu minutach czuję się trochę jak na wakacjach.
Chłopaki z zespołu przez dwie godziny grali, próbowali, improwizowali. Nabijali się z siebie, dyskutowali, zadawali mi milion pytań, żartowali i zaczepiali mnie. Zagrali mi wszystkie nowe piosenki. A te, które znałam, i tak brzmiały inaczej, bo jest jeden nowy dodatkowy gitarzysta, zupełnie czarujący. Między piosenkami wychodziliśmy do ogródka pogadać / zapalić / jeść orzechy z wielkiego drzewa. Było to wszystko tak swobodne i naturalne, zupełnie jakbyśmy się co kilka dni widywali na próbach... 
Przyniosłam stamtąd trochę fajnych rzeczy. Dostałam płytę, na którą miałam ochotę już z 2 lata temu, ale wtedy jeszcze nie istniała w takiej formie. Doczekałam się dopiero teraz. Podobnie jak doczekałam się tych pięknych chwil, gdy zespół gra, a słucham tylko i wyłącznie ja. Dostałam też cały koncert z soboty nagrany cyfrową kamerką, bardzo fajnej jakości. I przyniosłam też jedną z tych wymiętych kartek z tekstem tak obłędnie dobrym, że zdecydowanie odmówiłam wypuszczenia go z rąk. Mam zgodę na puszczenie tej płyty w nieograniczony obieg w sieci. Wiem, jak wielu ludzi czeka na te piosenki, więc jutro to ogarnę i wyślę gdzie trzeba.
Wyjechałam stamtąd przeszczęśliwa. Wystarczyło kilka chwil, jakiś skrót, tytuł, skojarzenie i od razu wszystko wróciło. W listopadzie powinien być jakiś koncert w pobliżu. Czekam.
Mój organizm mówi, że powinnam się opamiętać, bo ma dość. Puszczam głośniej te nowe piosenki i zagłuszam.

Zł.

Brak komentarzy: