wtorek, 15 listopada 2011

skutki uboczne

Zł. - Wiesz co, od tych leków jest mi tak ciepło, że śpię w jakiejś letniej koszulce, okno otwarte...
Brz. - Świetnie, zaoszczędzimy na gazie.
Zł. - Ale wiesz co, od tych leków jestem też ciągle głodna...
Brz. - Hm. To nie zaoszczędzimy.

Dziś z pracy jechała ze mną koleżanka. Stanęłyśmy w korku na rogu Bankowej i Warszawskiej. Chodnikiem w naszym kierunku zbliżała się znajoma lektorka. Chciałyśmy ją z auta wystraszyć, więc opuściłam szybę, a jak się zbliżyła, zaczęłyśmy się drzeć, charczeć i rzucać po aucie, wszystko w stronę tego otwartego okna, tak głośno, że zdecydowanie wykraczało to poza wszelkie normy zachowania na ulicy. W tej samej sekundzie obok tego otwartego okna stanął rowerzysta, więc w efekcie to na niego darłyśmy się tak, że mało nie spadł z roweru. A lektorka nawet nie spojrzała. Przeszła obok. Chłop mało nie fiknął. Zajrzał mi do auta z takim niedowierzaniem, że mało nie wbiłam zębów w kierownicę ze śmiechu, po czym oddalił się i tylko jeszcze raz odwrócił się do nas, mocno zaniepokojony...

Możliwe, że ta sytuacja też była skutkiem ubocznym. Skutkiem ubocznym pracy.
Zł.

Brak komentarzy: