piątek, 30 grudnia 2011

2011 - kurtyna w dół

No to mów, co było najlepsze w tym roku.

Jak to co, Mistrz!

Eeeee…

Naprawdę, nie zmienię zdania. Spektakl roku. Rozwaliło mnie, a obiecywałam sobie spokój.

A ten z PRL-u?

Tak wiele przeszliśmy! Tak! W Będzinie byliśmy. Brzydal chce drugi raz zobaczyć, ale jakoś terminy się nie składały. No i Bitwa… Wiadomo. 

A Mayday pamiętasz? Łaaaahahahaha...

Aaaaaa… daj zapomnieć… Za to na tej samej scenie grali Naszą klasę. Nasza klasa miażdży.

To co jeszcze?

Wiesz co, monodramy. Jakubik, Guzik, Białk. Teraz niedługo idziemy na Perchucia. Muzyki też trochę. Brassens. I Kometa, jak co sezon. Bulwar też taki mocno śpiewany. I Jesus w plenerze. I Słowa ze trzy razy. Albo cztery. 

Nie nadążam. Ty nadążasz?

Za mało mi tego teatru. Gdybym kiedyś miała dużo czasu i dużo kasy, to byłabym wszędzie i widziałabym wszystko.

No to udany rok miałaś chyba…

Udany, Mistrza widziałam trzy razy, widziałam też jakiś Kraków, jakąś Warszawę, dobrze czasem popodglądać jak się to robi gdzie indziej.

A co teraz?

Nie wiem. Muszę wrócić do Zagłębia, tę Masłowską zobaczyć. Tam się teraz dużo zmieniło. W kalendarzu póki co pusto, poza tym Perchuciem w lutym. Trochę łyso, że nie mam na co czekać, to znaczy że nie czekam na nic tak bardzo bardzo… A ty na co chcesz?


O. Może.

Może.


Brak komentarzy: