sobota, 31 grudnia 2011

2011 - piosenkownia

Ilekroć posłucham którejś z tych piosenek, będę pamiętać, że to w tym roku namieszały mi w głowie, uzależniły i sprawiały, że spóźniałam się do pracy, bo nie chciało mi się wysiadać z samochodu na parkingu, bo piosenka jeszcze się nie skończyła. Podrzucam więc kilka muzycznych smaczków, każdy z metką "2011", choć czasem od producenta mają inną metkę, starszą.

Tak jak pisałam jakiś czas temu, moja własna piosenka roku to "Pokoiki na Hożej" Talarczyka. Piękna melodia, świetny tekst, a to, co się tam wyrabia na akordeonie, przechodzi ludzkie pojęcie. Z wielkim żalem, że piosenka nie weszła na płytę i ze wspomnieniem tego ostatniego genialnego wykonania w Korezie, które się tak bardzo różniło od tego jedynego wrzuconego na youtube:


Dalej zupełnie cudowna włoska wersja "Could we start again please" z "Jesus Christ Superstar", słuchana godzinami, na okrągło:



Dalej - moim zdaniem najlepsza - piosenka mojej nieustającej miłości zwanej Nohavicą - "Rakety". Jak przetłumaczyłam, zrozumiałam:



Gogol Bordello i piosenka wbudowana w film "Filth and Wisdom": "Wunderlust king". Uwielbiam takich przerysowanych wariatów z innego świata:


Bajkowa i senna Brodka, na którą dotąd nie zwracałam uwagi. "Kropki kreski":
Bukartyka "List do siebie" polecam z wrzuty... na youtube tylko fatalne wersje, a tak dobrych tekstów nie powinno się zakłócać złą jakością nagrań.

ЛЮБЭ "Конь" to zupełnie mistrzostwo świata. Kiedyś przez całą drogę z Bielska do Sosnowca słuchałam tylko tego i widziałam, jak Woland z Mistrzem znikają w ciemności:

Czesław Śpiewa Miłosza to najlepsza i najbardziej dopieszczona płyta, jakiej słuchałam w tym roku, a "Postój zimowy" deklasuje inne kawałki:

Wrzucam jeszcze "Video games", za całą niezwykłość tej dziewczyny:

I zespół Dzień Dobry, bo gdy kiedyś usłyszałam ich raz w radiu, to później przez tydzień nie mogłam się uwolnić. Świetny tekst! "Dzień dobry Panie Marku":

Z innych muzycznych spraw, to na pewno bardzo ucieszył mnie powrót Generała Stilwella, w dodatku był to powrót z hukiem. I ta próba w małym domku na Morgach. I ten koncert Generała i Myslovitz, który przyszło mi otwierać w Mega. I jak gitarzysta uznał, że jestem szóstym członkiem zespołu:)!

Mało koncertów, mało muzyki na żywo, mało płyt ze sklepu. Muzyka zeszła mi na drugi plan... A nawet na trzeci, bo przecież na pierwszym mam teatr, a na drugim książki (albo odwrotnie, czasem mam wątpliwości).  Choć wciąż muzycznie wybrzydzam i nawet w tle nie może lecieć byle co. Ale to już nie te czasy, że zarywałam noce, żeby czternasty raz przesłuchać jakąś płytę w całości... Starzeję się.

Nieustannie słucham Death Cab For Cutie, wszystkich płyt, po bożemu - w całości, bo ich nie da się słuchać inaczej. Nohavicy też słucham w ilościach hurtowych. I Delons oczywiście i wszystkich innych projektów Marka: Ladislava, Generała, solowych kawałków... Niezmiennie świetne

 
Póki co świętuję ostatni dzień roku. Możliwość siedzenia w łóżku o 10 rano, z wielką kawą i dwoma zaspanymi najsłodszymi na świecie psami to naprawdę święto. Tegoroczny Sylwester będzie inny i jedyny w swoim rodzaju. I bardzo bardzo kameralny. Taką mam nadzieję.
Zł.

Brak komentarzy: