niedziela, 18 grudnia 2011

Bitwa o Nangar Khel podejście drugie

PRZED: Nie przyjdą. Nikt nie przyjdzie. Nikt.
PO: Przyszli. Przyszli prawie wszyscy. Punktualni i uśmiechnięci. 44 osoby.

PRZED: Nie mam pojęcia, co mówić do mikrofonu. Będę tylko robić "eee", "yyy", "ehmmm..."
PO: Mówiłam. Z Katowic do Tychów mówiłam non-stop, a później jak mi się coś przypomniało ("a na tym dworcu z 1890 roku, 4 lata temu była najprawdziwsza premiera! Sztukę napisał Słowak mieszkający w Pradze...")

PRZED: Pomieszam wszystko. Nazwiska daty fakty tytuły cytaty.
PO: Było po kolei. O współpracy. O historii teatru. O dyrektorach. O najważniejszych spektaklach i nazwiskach. O autorze. O reżyserze. O aktorach. O procesie. O wyroku.

PRZED: Będą marudzić. O wszystko.
PO: Byli zachwyceni. Pytali o wszystko i ciągle ktoś się do mnie uśmiechał.

PRZED: Nie będą reagować na spektaklu. Zero kontaktu. Jak Węgrzy na widowni.
PO: Reagowali. Aż burki szeleściły. Słychać było kilkanaście wstrzymanych oddechów.

PRZED: Od razu uciekną mi po spektaklu do autobusu.
PO: Zostali. Siedzieli i czekali. Później zadawali pytania, gdy artyści zupełnie spontanicznie wyszli na scenę, poustawiali sobie krzesła i chcieli z nami rozmawiać.

PRZED: Myślałam "nie podejdę nie podejdę nie podejdę".
PO: Podeszłam.

PRZED: Po wszystkim padną mi w autobusie bez życia i bez emocji.
PO: Dwa razy dostałam oklaski. W Katowicach mnie przytulali i dziękowali.

PRZED: Liczyłam osoby, które zawiodę, jeśli to wszystko nie wypali: Szefowa nr 1, Szefowa nr 2, Tamten Szef (rany boskie, najgorzej), moje Biuro kochane i ja sama w tym wszystkim, sama sobie miałabym ochotę łeb urwać, że jak zwykle z motyką na słońce...
PO: SMS od Szefowej "po pierwsze, to była uczta dla ducha, a po drugie uczestniczyć w Twoim i naszym sukcesie to zaszczyt i przyjemność".

PRZED: Wiedziałam, że "Bitwę o Nangar Khel" koniecznie muszę jeszcze raz obejrzeć, bo widziałam tylko premierę.
PO: Po dzisiejszym wieczorze wiem, że muszę obejrzeć ją trzeci raz.

Żeby nie przedłużać, UDAŁO SIĘ. Najogólniej mówiąc, WSZYSTKO się udało, a ja UMARŁAM ZE SZCZĘŚCIA. To jest dobry POCZĄTEK, start czegoś, czego wcześniej nie było. I mogę w to wsadzić tyle EMOCJI, ile zechcę. I mogę tymi emocjami ZARAŻAĆ wszystkich, których będę mieć w zasięgu głosu. "Bo ty tak mówiłaś o tej sztuce w tym teatrze, że po prostu musiałam przyjść" - powiedziała jedna studentka.

Jeszcze tylko napiszę jednego maila i spróbuję pomyśleć o czymś innym niż teatr, chociaż sama nie wierzę, że to możliwe. Fruwam.

Złośnica


1 komentarz:

spider-mama pisze...

Z R O B I Ł A Ś T O, bohaterko