wtorek, 6 grudnia 2011

gamoń

Od rana Brz. drażnił mnie i pytał o jakieś bzdury. Dopiero dochodziło południe, a w powietrzu wisiała krwawa jatka. Po jakimś sms-ie postanowiłam oddzwonić, aby podzielić się z nim na żywo moją dezaprobatą, co w sumie mogło doprowadzić do eskalacji konfliktu (i było to wielce prawdopodobne), ale przecież nie musiało. Dzwonię, a koleżanka łypie znad swojej klawiatury…

- Halo. – rozległo się bez entuzjazmu po drugiej stronie słuchawki.

- Gamoniu, jeśli nie przestaniesz mnie denerwować jak jestem w pracy, jeśli nie przestaniesz pytać mnie o te meble i o te cholerne terminy, jeśli się nie odczepisz i nie dasz mi normalnie pracować…!!!
- Synowa, jeśli jeszcze raz powiesz do mnie „gamoniu”, to będziemy inaczej rozmawiać…

Na sekundę świat się zatrzymał.

Koleżanka ze śmiechu popluła monitor, rozsypała się na kawałki, pozbierała się jakoś i poszła rozgadywać na Dział. Hm. W sumie mogłam tę rozmowę zacząć jeszcze gorzej, ale na pewno nie mogłam przewidzieć, że odbierze nie Brzydal, a Teść. Dziewczyny w pracy ze śmiechu pospadały z krzeseł i proponowały mi rychłą wyprowadzkę na Wyspy Owcze. I że generalnie powinnam: a) spalić się ze wstydu, b) pójść do Teścia z kwiatami (nie ma szans, moje drogie! Ostatnim facetem, który dostał ode mnie kwiaty, był mój Promotor...), c) pójść do Teścia z flaszką (pomysł Kolegi z Biura), d) urwać Brzydalowi łeb, że do tego dopuścił, e) udawać, że nic się nie stało, ale to nie działa, sprawdziłam. Wczoraj na mój widok Teść parsknął śmiechem i nawet się słowem nie odezwał.

Z innych cudów, mailowałam dziś z recenzentem, którego czytam i którego cenię, który pracuje sobie na wysokim stanowisku w najważniejszym w tym kraju miesięczniku teatralnym. Środek dnia, nagle, znikąd, skądś, w sumie przypadkiem, kilka maili, tak jeden po drugim, jak rozmowa prawie. A czytała Pani? Widział Pan? Koniecznie! Ładnie to Pani wymyśliła. Musi to Pan zobaczyć. Naprawdę? Ma Pani rację. Pisaliśmy o tym. Gratuluję.

Dzięki temu jakoś tak łatwiej było wytrzymać 13 godzin służbowego szaleństwa. A jutro ile? Czy mógłby mi ktoś w ciągu dnia dać jakiś powód, żebym się mogła trzymać na nogach?

Zł.

2 komentarze:

Kasija pisze...

zdecydowanie punkt d;-)))

Anonimowy pisze...

dziekuje :-)

Brz.