sobota, 17 grudnia 2011

jutro

Przed jutrzejszym służbowym wyjazdem do teatru:
1. głupieję z nerwów, bo boję się na przykład, że ludzi deszcz zniechęci, albo że mi przeziębienie głos odbierze i nie będę mogła powiedzieć w autobusie tego, co chcę powiedzieć.
2. oczywiście jeszcze nie mam pojęcia, co chcę powiedzieć w autobusie, a także uczestnicy wyjazdu nawet nie spodziewają się, że chcę mówić cokolwiek, w tym także moje kierownictwo o tym nie wie nic nic nic.
3. ze stresu sięgnęłam po włóczkę i bambusowe druty i pierwszy raz od 10 lat zrobiłam kilka centymetrów szalika, żeby zająć czymś myśli i ręce. Zadziałało na kwadrans.
4. ponadto pocieszam się marcepanem, którego kawał znalazłam w domu (mam nadzieję, że to nie z zeszłorocznych Świąt).
5. czytam cudowne "Święto przebiśniegu" Hrabala, którego przywiozłam z Warszawy i po którym kryklam obficie, bo mnóstwo w nim fragmentów wartych zaznaczenia na stałe.
6. rano jak głupek dzwoniłam do szefa firmy przewozowej, upewnić się, że pamięta, że na jutro się ze mną umawiał. Twierdził, że pamięta i powiedział nawet "do zobaczenia", co całkiem dobrze rokuje.

Trzymajcie kciuki. Bo to może być wyjazd pierwszy z wielu, ale może też być pierwszy i ostatni.

Zł.

PS Przed chwilą zadzwonił Brzydal. "Masz mi wymyślić prezenty gwiazdkowe dla moich rodziców, bo inaczej nigdzie z tobą nie idę!" - zawyrokował. Nie strasz nie strasz;).

Brak komentarzy: