środa, 28 grudnia 2011

nerwowi

Jadę z Mamą przez Centrum Zarządzania Światem, zwanym swojsko Czeladź-Piaski. Ja prowadzę. Późne popołudnie, więc ciemno już (jako że już wczesnym popołudniem tak właśnie robi się za oknami). BIIIIIP! - trąbnął ktoś obok. BEEB BEEEEEB - odezwał się drugi klakson. Później szybkie zakupy i równie szybka podróż na drugi koniec miasta. BEEEEEEEB! - znów ktoś zawył jak krowa na pastwisku i w dodatku zamrugał światłami. W moją stronę.
- Jacyś dzisiaj nerwowi ci ludzie... - stwierdziłam najspokojniejsza na świecie, a z głośników sączył się leniwie Roddy Woomble.
- Właśnie widzę - odpowiedziała Mama. - To na pewno przez to ciśnienie, barometr szalał od rana!
Dopiero jak mijałyśmy jakieś ciemne krzaczory, Mama pozwoliła sobie na pewne śmiałe spostrzeżenie:
- Córciu, świecą ci światła? Bo jakoś tak ciemno. - Istotnie, przed maską rozpościerała mi się idealnie równomierna ciemna plama. Przecież mnie światła świecą z automatu! Pewnie, dopóki szlag ich nie trafi. Dwóch jednocześnie. Przekręciłam wszystkie pokrętełka, powachlowałam manetkami, nacisnęłam wszystkie guziczki. I nic. Akurat byłyśmy obok elektrociepłowni (tam, gdzie jest ograniczenie 50, a jedzie się 120), więc ani się zatrzymać, ani nawet zwolnić, tylko włączyłam przeciwmgłowe i jak jakiś samozwańczy tuningowiec dojechałam gdzie chciałam, wzbudzając po drodze jeszcze ze trzy smętne TŁIIIIIT!
Zadzwoniłam stamtąd do Brz. pożalić się trochę, a on po krótkim wywiadzie telefonicznym najwyraźniej wolał, żebym nie wracała do domu jak przyczajony partyzant, przyjechał więc tam na ten obcy parking i trzy sekundy wymienił moje żaróweczki, jednocześnie dzwoniąc do serwisu i wpraszając się na wizytę, bo to bez sensu, żeby moje światła działały z automatu. Hm. Zawsze pomyśli o wszystkim. Nie to co ja.

Poniżej parę słów z wczoraj z internetowego komunikatora... Nieczęsto tam rozmawiamy, ale jak już...

czemu nie piszesz nic na blogu 
ja nie piszę?  pisałam o wrocławski. piszę co kilka dni, wystarczy 
no i czemu tak dawno 
bo nie mam czasu, wiję romantyczne gniazdko 
to może ja coś napiszę 
NIE! NIE! zajęte! 
tak bym coś napisał...
ale tak bym napisał!
hany daj spokoj 
dopiero czytelnicy wracają jak do paśnika po tym jak ostatnio uciekli po twoim poście

(dalszy fragment inspirowany "k jak kartony")


czemu nie chcesz dać mi napisać, ah czemu ah czemu ah czemu, no czemu napisać mi dać nie chcesz dać, no czemu 
kochanie kochanie, gdyż ponieważ przeto realizujesz się realizujesz w innym czym innym się
o czym o czym chcesz ah napisać chcesz o czym 
daj napisać to przeczytasz o czym chcę ah chcę ah napisać chcę o czym 
ah napisać dać nie mogę nie mogę napisać dać gdyż czmychną mi moje owieczki hodowane cztery lata 
poza tym ty zbyt wylewny wylewny jesteś zbyt
zaraz się wygadasz że coś że coś się wygadasz zaraz sie wygadasz...

(dalszy fragment inspirowany tym, że znaleźliśmy swoją - uwaga - parafię) 


HANYYYYYYYYYY 
A JAK DO NAS KLECHA PRZYJDZIE
(z drugiej strony monitora cisza, bo z niego też stary bezbożnik...)
wiesz, ja nie wpuszczam ani rabina ani imama... czemu niby jakieś wyjątki?
jak pan ksiądz byłby u nas, to mnie nie będzie, mówiłam ci że jestem strasznie zajęta wtedy? w pracy do późna, później czeski, a na koniec jeszcze medytacje. (najlepsze jest to, że żadne "wtedy" nie istnieje. nie ma takiej daty, której mogłoby dotyczyć. zawieszone w próżni, ale tak na wszelki wypadek mam już inne plany)


spory fragment wycięła tu cenzura blogowa


głupku. sio z bloga. najgorzej byłoby tam wstawić tę rozmowę
nikt by już nigdy nie przyszedł
pomyślimy

Wracając na ziemię, jestem nieprzytomna ze zmęczenia i niedospana, więc próbuję opatentować sposób spania z otwartymi oczami, czając się za służbowym monitorem, z dłońmi na klawiaturze. Święta zmęczyły mnie potwornie, szczególnie ta noc, podczas której do 3 nad ranem umierałam ze smutku, bezsenności i  bezsensowności tego, co mi się ostatnio kotłuje we łbie. Ktoś kiedyś napisał, że noc przesadza. I chyba miał rację. Chciałabym, żeby miał.
Z.

Brak komentarzy: